Dziesięciu męczenników

Cesarz rzymski Lulianus759 pobierał nauki u żydowskich mędrców. Kiedy zapoznał się z historią Józefa760 oraz innymi wydarzeniami opisywanymi w Biblii, wpadł na pomysł, żeby zawołać rabbiego Szymona ben Gamaliela761 wraz z jego kolegami, którym zadał następujące pytania:

— Jaka kara należy się według prawa żydowskiego osobnikowi, który porwał człowieka i sprzedał go?

— Kara śmierci — odpowiedzieli.

— Jeśli tak, to zasłużyliście właśnie na taką karę.

— Dlaczego?

— Za sprzedanie Józefa przez jego braci. Gdyby żyli, skazałbym ich na śmierć, ale skoro oni już dawno pomarli, wy zapłacicie życiem za grzechy swoich przodków.

— Daj nam, cesarzu, trzy dni na znalezienie obrony. Jeśli w tym czasie takowej nie znajdziemy, postąpisz, jako zechcesz.

Cesarz zgodził się. Dał im trzy dni do namysłu. Żydzi opuścili pałac cesarza, poszli do arcykapłana Izmaela762 i poprosili go, żeby wstąpił do nieba i zapytał Boga, czy On wydał na nich wyrok?

Rabbi Izmael zanurzył się w wodzie mykwy763, oczyścił ciało, włożył tałes764 i tefilin765 i wypowiedział wyraźnie pełne Imię Boga. W mig został uniesiony wiatrem do szóstego nieba766. Tam spotkał się z aniołem Gabrielem767, który go zapytał:

— Czy ty jesteś tym Izmaelem, którym Stwórca codziennie się chlubi? Bóg twierdzi, że ma na ziemi sługę, który jest podobny do Niego.

— Ja nim jestem — odpowiedział Izmael.

— W jakim celu wstąpiłeś do nieba? — zapytał anioł Gabriel.

— Grzeszne królestwo wydało nakaz pozbawienia życia dziesięciu naszych uczonych w Piśmie. Wstąpiłem tu więc, żeby stwierdzić, czy jest to zgodne z wolą Boga?

— A jeśli nakaz króla nie został jeszcze podpisany przez Boga, to będziesz w stanie unieważnić go?

— Tak — odpowiedział Izmael.

— W jaki sposób?

— Za pomocą Imienia Boskiego.

— Szczęśliwi jesteście wy, potomkowie Abrahama768, Izaaka769, Jakuba770, że Bóg ujawnił przed wami to, czego nie ujawnił służebnym aniołom. Mogę cię zapewnić, że na własne uszy słyszałem stojąc za tronem Majestatu, iż tych dziesięciu żydowskich uczonych w Piśmie przekazanych zostało okrutnemu królestwu w celu pozbawienia ich życia.

— Za co?

— Dlatego, że ich przodek, syn Jakuba, sprzedany został do niewoli przez własnych braci. Sprawiedliwość codziennie składa przed Boskim majestatem skargi na grzeszników.

Zwraca się do Boga tymi słowy: Czy w swojej Torze771 napisałeś choć jedną zbędną literę? Nie wymierzyłeś przecież jednej kary pokoleniu, które sprzedało Józefa. Dlatego niebo wydało rozkaz, żeby dziesięciu uczonych Żydów oddać w ręce państwa, które ich ukarze.

— Czy Bóg do teraz nie znalazł nikogo oprócz tych dziesięciu Żydów, żeby ukarać za grzech popełniony przez braci Józefa?

— Wyznam ci, synu mój, Izmaelu — powiedział Gabriel — że od chwili, kiedy synowie Jakuba sprzedali Józefa, Bóg nie znalazł w żadnym żydowskim pokoleniu takich pobożnych i bogobojnych cadyków772, jak tych dziesięciu z twojego pokolenia. Powiem ci prawdę. Kiedy złoczyńca Samael773 (zły anioł Ezawa w niebie) zobaczył, że Bóg gotów jest podpisać rozporządzenie cesarza o pozbawieniu życia tych dziesięciu cadyków, aż podskoczył z radości. Na lewo i prawo chwalił się, że pokonał anioła Gabriela. Tym chwaleniem się wywołał gniew Boga, który tak do niego powiedział:

— Samaelu, wybierz jedno z dwojga. Albo uwolnisz tych dziesięciu uczonych Żydów od śmierci, albo dotknięty zostaniesz trądem na drugim świecie.

— Nigdy nie uwolnię tych Żydów, wolę raczej trąd niż...

I nim Samael dokończył zdanie, Bóg zawezwał wielkiego anioła i pisarza Metatrona774, któremu rozkazał:

— Zapisz i podpisz: Niegodziwy Edom775 przez sześć miesięcy cierpieć będzie od trądu i wszelakich innych wrzodów. Ogień i siarka spadną na ludzi i bydło, na złoto i srebro i na wszystko, co posiadają. Tak długo będą cierpieć, aż jeden drugiemu powie: „weź całe moje mienie, wszystko, co posiadam, za jeden jedyny grosz”. A drugi mu odpowie: „nie potrzebuję twego mienia. Do niczego mi się nie przyda”.

Usłyszawszy to, reb Izmael uspokoił się. Chodził po niebie zaglądając do wszystkich kątów. Zobaczył ołtarz przy tronie Boga. Zapytał wtedy Gabriela:

— Co składacie na nim w ofierze codziennej? Czy macie tu woły lub cielęta?

— Codziennie składamy w ofierze na tym ołtarzu dusze cadyków — odpowiedział Gabriel.

— Kto je składa?

— Wielki anioł Michał776.

Rabbi Izmael zaraz zstąpił na ziemię i opowiedział swoim kolegom, że rozporządzenie o ich śmierci już zostało podpisane. Siedzący po jego prawej stronie zaczęli się uskarżać na okrutny wyrok, natomiast koledzy znajdujący się po jego lewej stronie wyrazili swoją radość, że Bóg uznał ich pobożność i bogobojność za równą pobożności i bogobojności synów Jakuba, ojców plemion żydowskich.

Uczeni w Piśmie siedzieli parami. Rabbi Izmael z rabinem Szymonem ben Gamaliel, rabbi Akiba ben Josef777 i rabin Hanani ben Tardion778, rabbi Eleazar ben Szamna779 z rabbim Jeszawewem Hasoferem780, rabbi Chanina ben Chachinai781 z rabbim Jehudą ben Bawa782, rabbi Chucpit Hameturgeman783 z rabbim Jehudą ben Dama784.

Wszedł cesarz w towarzystwie najwyższych dygnitarzy Rzymu. Od razu na wstępie zapytał:

— Kto pierwszy pójdzie na śmierć?

— Ja — odezwał się Szymon ben Gamaliel. Ja jestem księciem i synem księcia z rodu Dawida785. Ja chcę pójść pierwszy.

Na to odezwał się rabbi Izmael:

— Ja jestem arcykapłanem, synem arcykapłana z rodu Aarona, pierwszego kapłana. Ja chcę jako pierwszy pójść na śmierć. Nie chcę oglądać śmierci moich kolegów.

— Ten powiada — odezwał się cesarz — że chce jako pierwszy zginąć i ten powiada, że chce najpierw zginąć. Nie pozostaje nic innego, jak tylko rzucić losy.

Los padł na rabbiego Szymona ben Gamaliel i cesarz natychmiast rozkazał ściąć mu głowę. Kiedy to się stało, rabbi Izmael, arcykapłan, zaczął mocno się uskarżać:

— I to jest zapłata za studiowanie Tory? Oto głowa, a w niej język, który przetłumaczył Torę na siedemdziesiąt obcych języków, wala się teraz na ziemi.

Do lamentującego rabbiego Izmaela podszedł cesarz i zapytał:

— Co z tobą, starcze? Płaczesz nad losem kolegi, a powinieneś płakać nad sobą.

— Nie płaczę nad sobą, albowiem mój kolega Szymon ben Gamaliel był mądrzejszym i większym ode mnie znawcą Tory. Płaczę również z tego powodu, że on wcześniej stanie przed sądem nieba.

W tej samej chwili zajrzała przez okno córka cesarza. Na widok pięknej twarzy rabbiego Izmaela zastygła z wrażenia. Od pierwszego wejrzenia zakochała się w nim. Przez posłańca dała znać ojcu, że ma do niego wielką prośbę. Cesarz kazał jej powiedzieć, że chętnie spełni każdą z wyjątkiem darowania życia Izmaelowi.

Córka ponowiła jeszcze raz prośbę o uwolnienie rabbiego Izmaela.

— Nie mogę — odpowiedział cesarz — bo przysiągłem uśmiercić go!

— Jeśli tak — powiedziała córka — to każ ściągnąć mu skórę z głowy, żebym zawsze mogła podziwiać piękno jego oblicza.

Cesarz spełnił jej prośbę. Polecił zedrzeć skórę z głowy Izmaela, ale kiedy ręce zdzieraczy dosięgły czoła w miejscu, w którym kładą tefilin, rabbi Izmael wydał okrzyk bólu. Okrzyk był tak głośny, że niebo i ziemia zadrżały. Tron Boga zatrząsł się. Aniołowie nie wytrzymali i spytali Boga:

— Czy cadyk, któremu objawiłeś wszystkie tajemnice świata i skarby niebiańskie, ma okrutnie zginąć z rąk tego oto złoczyńcy? Czy to jest właściwa zapłata za studia nad Torą?

— Zostawcie — powiedział Bóg — jego zasługi. Staną w obronie przyszłych pokoleń. Nie, teraz nie mogę nic dla niego zrobić. Jest wyrok i Ja go nie mogę unieważnić.

I zaraz rozległ się donośny głos z nieba.

— Jeśli jeszcze raz usłyszę głos protestu przeciwko śmierci rabbiego Izmaela, przewrócę cały świat do góry nogami, zapanuje znowu chaos!

Usłyszawszy to, rabbi Izmael zamilkł. Cesarz zapytał go:

— Jak to się stało, że przedtem nie płakałeś i nie krzyczałeś, a teraz krzyczysz?

— Nie ze względu na moją duszę. Krzyczę z powodu micwy786 tefilin, której mnie pozbawiają — odpowiedział rabbi Izmael.

— Czy dalej ufasz swemu Bogu? — zapytał cesarz.

— Tak — odpowiedział rabbi Izmael. — Nawet wtedy, kiedy mnie uśmierci, dalej na Nim będę polegał.

I w tej samej chwili wyzionął ducha.

Po nim wzięto rabbiego Akibę ben Josef, który doskonale komentował był tajemnice Pisma Świętego i który wyjaśniał wszystkie zawiłe kwestie Tory w taki sposób, w jaki przekazane zostały Mojżeszowi787 na Górze Synaj788. Kiedy uprowadzono rabbiego Izmaela na egzekucję, nadszedł do cesarza list, w którym podano mu do wiadomości, że król Arabii zagarnął część imperium rzymskiego. Trzeba było szybciej wyruszyć na wojnę przeciwko Arabom. Dlatego kazał zamknąć na okres wojny rabbiego Akibę w więzieniu. Po powrocie ze zwycięskiej wojny rozkazał ciąć jego ciało żelaznymi grzebieniami. Przy każdym jednak cięciu rabbi Akiba powtarzał:

— Bóg jest sprawiedliwy. To, co czyni, jest dobre, albowiem wszystkie Jego drogi są sprawiedliwe. Zasługuje na zaufanie i wiarę. W jego czynach nie ma niesprawiedliwości.

I rozległ się głos z nieba:

— Szczęśliwy jesteś, rabbi Akibo, boś był pobożny i bogobojny. Twoja dusza wyszła z ciała czysta i święta.

Kiedy umarł, przyszedł prorok Eliasz789, który wziął jego ciało na plecy i poniósł z sobą. Na piątej mili spotkał go rabbi Jehoszua Hagarsi.

— Czy nie jesteś kapłanem? — zapytał Eliasza.

— Ciało cadyka nie jest nieczyste — odpowiedział Eliasz.

Razem udali się w dalszą drogę. Doszli do bardzo okazałej i pięknej jaskini. Wszedłszy do niej, zobaczyli wygodne łóżko i płonącą świecę. Eliasz ujął ciało nieboszczyka za głowę, a rabbi Jehoszua za nogi i położyli je na łóżku. Aniołowie zaś w niebie trzy dni i trzy noce opłakiwali go. Eliasz i Jehoszua pochowali go w tejże jaskini. Nazajutrz Eliasz postawił go przed niebiańskim sądem, gdzie duch rabbiego Akiby właśnie rozprawiał o tajemnicach zawartych w Torze. Dusze wszystkich cadyków zebrały się tutaj, aby posłuchać jego słów.

Po nim wyprowadzono rabbiego Hanani ben Tardion. Mówiono o nim, że był dobry dla ludzi i dla Boga, że na jego ustach nigdy nie pojawiły się słowa przekleństwa. Kiedy cesarz rzymski wydał rozkaz zabraniający nauczania Tory, rabbi Hanani ben Tardion zbierał Żydów na ulicach i targowiskach i wykładał im Torę.

Cesarz polecił tedy owinąć go w zwój Tory i spalić. Tak też uczyniono. Opatulono go również w wełniane namoczone w wodzie prześcieradła, żeby zbyt szybko nie umarł, żeby przedłużyć mękę konania. Córka rabbiego Hanani na widok jego mąk zaniosła się płaczem:

— Biada mi — krzyczała — że dożyłam chwili twojej śmierci.

Ojciec na to odpowiedział jej:

— Dobrze, córko, że widzisz mnie w tym stanie.

Uczniowie zapytali go:

— Co widzisz, rabbi?

— Widzę płonący pergamin i ulatujące z niego litery — odpowiedział rabbi Hanani i rozpłakał się.

— Dlaczego płaczesz? — zapytali uczniowie.

— Gdybym ja sam się spalił, to bym nie płakał, ale razem ze mną idzie z dymem zwój Tory.

Osobnik, który owinął go w mokre prześcieradło i potem podpalił je, zapytał:

— Rabbi, jeżeli zdejmę z ciebie mokre prześcieradło, żebyś szybko umarł, zapewnisz mi wieczne życie na tamtym świecie?

— Tak — odpowiedział rabbi Hanani.

— Przysięgnij!

Rabbi przysiągł. Wtedy kat rozdmuchał jeszcze bardziej płomienie i zdjął z ciała ofiary mokre szmaty. Hanani skonał. W tej samej chwili rzymski kat skoczył w ogień i zginął.

Rozległ się głos z nieba:

— Rabbi Hanani ben Tardion i jego kat będą mieli wieczny żywot na tamtym świecie.

Po nim wprowadzono rabbiego Jehudę ben Bawa, który zwrócił się z prośbą do kata królewskiego:

— Zaklinam cię, zaczekaj na mnie, aż spełnię jedną micwę, którą Bóg nam wyznaczył.

— Jeszcze wciąż wierzysz w swego Boga?

— Tak.

— Czy Bóg, w którego wierzysz, posiada jeszcze trochę mocy?

— Mój Bóg jest wielki i Jego moc nie ma granic.

— Jeśli posiada moc, to dlaczego nie wybawił ciebie i twoich kolegów z rąk cesarza?

— Ponieważ zasłużyliśmy na śmierć z rąk okrutnika — odpowiedział rabbi Jehuda. — Bóg przekazał nas w ręce cesarza, człowieka śmiertelnego, żeby u niego upominać się o naszą krew.

Kat poszedł do cesarza i opowiedział mu o tym. Cesarz zapytał Jehudę, czy to prawda. Ten potwierdził.

— Jakże wy, Żydzi, jesteście bezczelni. Nawet na progu śmierci jesteście hucpowaci790.

— Biada ci, cesarzu, złoczyńco z rodu złoczyńców! Bóg widział, jak Jego dom został zniszczony, a Jego cadycy zamordowani, i mimo to nie od razu się zemścił.

Uczniowie słysząc te słowa powiedzieli do rabbiego Jehudy:

— Lepiej by było, gdybyś się cesarzowi podlizał.

— Czy nie wiecie, że ten, który podlizuje się złoczyńcy, w końcu wpada w jego łapy?

Po tych słowach rabbi Jehuda zwrócił się do cesarza:

— Zaklinam cię, żebyś zaczekał z egzekucją, gdyż chcę wypełnić jeszcze jedną micwę, od której zależy życie wieczne na tamtym świecie. Mam na myśli micwę szabatu791.

Cesarz spełnił jego życzenie. Rabbi Jehuda przystąpił do powitania soboty. Śpiewnym głosem odmówił „I tak zostały zakończone niebo i ziemia”. I w jego głosie było tyle słodyczy i tyle piękna, że stojący obok ludzie słuchali z zachwytem i podziwem. A kiedy doszedł do słów: „I ukończył Bóg swoje dzieło”, przerwali mu Rzymianie, nie dali skończyć. Cesarz polecił wykonać egzekucję. Ze słowem „Elohim792 (Bóg) na ustach rabbi Jehuda oddał Bogu duszę.

I rozległ się głos z nieba:

— Błogo ci, rabbi Jehudo, żeś równy aniołom i że dusza twoja opuściła ciało ze słowem „Elohim”.

Na rozkaz cesarza zabijano go po kawałku. Ścinano po kolei ręce, nogi, język, nos, uszy itd., po czym odcięte członki rzucono psom na pożarcie. Nie urządzono mu pogrzebu! Nikt nie przemawiał po jego śmierci.

Po nim wyprowadzono rabbiego Jehudę ben Dama. Było to w wigilię święta Szawuot793. Rabbi Jehuda ben Dama zwrócił się tymi słowy do cesarza:

— Moim życzeniem przed śmiercią jest, żebyś mi pozwolił przedtem odmówić hymn pochwalny na cześć Tego, który dał nam Torę.

— Czy ty nadal wierzysz w Torę i w Tego, który ją dał?

— Tak.

— Jaką masz nagrodę za twoją Torę?

— O tej nagrodzie śpiewał kiedyś król Dawid: „Jak wielkie jest dobro, które zachował dla wierzących w Ciebie!”

— Takich jak wy głupców, którzy wierzą w istnienie drugiego życia na tamtym świecie, nigdzie na świecie nie widziałem — powiedział cesarz i roześmiał się.

— Nigdzie nie ma na świecie takich głupców, którzy zaprzeczają istnieniu żywego Boga — odpowiedział rabbi Jehuda ben Dama. — Biada ci cesarzu, bo ty będziesz tkwił w ciemnościach piekła, podczas gdy my będziemy się radować w świetle wiecznego życia.

Cesarz wpadł we wściekłość. Rozkazał przywiązać Jehudę włosami do ogona konia i wlec go po całym Rzymie. Następnie polecił odcinać z jego ciała członek po członku. Wtedy zjawił się prorok Eliasz, który zebrał odcięte członki ciała Jehudy i pochował je w grocie w pobliżu przepływającej przez Rzym rzeki Tyber. Mieszkańcy Rzymu w ciągu trzydziestu dni słyszeli dochodzący z groty płacz. Poszli do oddalonego od miasta pałacu cesarza i zameldowali mu o tym. Cesarz miał na to gotową odpowiedź:

— Gdyby nawet cały świat miał ulec zagładzie, nie spocznę, dopóki nie wykonam wyroku na tych dziesięciu starcach.

Był przy tej rozmowie pewien uczony Rzymianin. Powiedział do cesarza:

— Cesarzu, władco imperium! Popełniasz niewybaczalny błąd mordując bez litości synów narodu Boga. Czeka cię za to marny los. W Torze Żydów jest napisane: Bóg jest miłosierny i cierpliwy, ale wrogom w swoim czasie odpłaci za ich niegodne czyny. Odpłaci według ich „zasług”.

Słowa uczonego Rzymianina rozwścieczyły cesarza. Rozkazał natychmiast go zabić. Wtedy stary rzymski uczony wyjął z kieszeni ostry nóż i wykonał micwę obrzezania794. I w chwili, kiedy kaci go udusili, ciało jego rozpłynęło się im w rękach. Zniknęło i nikt nie wiedział, jak to się stało.

Cesarza ogarnął strach. Mimo to nie odczuł skruchy. Polecił wyprowadzić następnego Żyda. Był nim rabbi Chucpit Hameturgeman. Miał wówczas podobno sto trzydzieści lat. Mężczyzna o niezwykłej urodzie, którego twarz promieniała blaskiem piękności prawdziwego anioła. Kilku Rzymian zauroczonych jego postacią wstawiło się za nim u cesarza. Powołali się na jego wiek i urodę:

— Zaklinamy cię, cesarzu, żebyś go nie zabijał. Nad tym starcem — powiedzieli — musisz się zlitować.

— Ile masz lat? — zapytał starca cesarz.

— Sto trzydzieści mniej jeden dzień. Proszę cię więc, cesarzu żebyś egzekucję odłożył na jutro.

— Jaka ci różnica, dziś czy jutro?

— Chcę spełnić jeszcze dwie micwy.

— Jakie?

— Chcę odmówić Kriat Szema wieczorem i rano i uświęcić w ten sposób nad sobą wielkie, jedyne Imię Boga.

— Bezwstydnicy! Zuchwalcy! Jak długo — ryknął cesarz — wy, Żydzi, będziecie się odwoływać do waszego Boga, który nie posiada żadnej mocy, żeby was uwolnić z moich rąk? Moi rodzice zniszczyli Jego Przybytek, a trupy jego wyznawców walały się na ulicach Jerozolimy795 i nikt ich nawet nie pochował. Zbyt już stary jest wasz Bóg. Nie ma władzy. Gdyby ją posiadał, z pewnością zemściłby się na nas za zrujnowaną Świątynię i umęczony naród żydowski. Dawniej uczynił to w stosunku do faraona796 egipskiego i królów Kanaanu797.

Na dźwięk tych słów rabbi Chucpit wybuchnął płaczem, podarł na sobie ubranie. Nie mógł znieść bluźnierstwa wobec żywego Boga żydowskiego.

— Biada ci, cesarzu — zawołał — co powiesz w dniu, kiedy Bóg policzy się z twoim Rzymem i twoimi bożkami?

— Nie chcę z tym człowiekiem dyskutować! — zawołał cesarz i kazał go natychmiast ukamienować.

Ministrowie i uczeni Rzymu poprosili cesarza, żeby pozwolił go pochować chociażby przez wzgląd na jego podeszły wiek. Cesarz wyraził zgodę. Natychmiast uczeni zakrzątnęli się wokół ciała mistrza i urządzili mu pogrzeb według zasad wiary mojżeszowej. W gminie żydowskiej Rzymu zapanowała głęboka żałoba. Uporawszy się z rabbim Chucpitem, kaci wyprowadzili rabbiego Chaninę ben Chachinai. Była właśnie wigilia soboty. Rabbi w ciągu całego świadomego życia, czyli od dwudziestego roku do dziewięćdziesiątego, bardzo często, prawie nieustannie urządzał sobie posty. Uczniowie zapytali:

— Rabbi, może zjesz coś przed śmiercią?

— Do dziś umartwiałem się, nie jadłem i nie piłem — odpowiedział rabbi Chanina. — To teraz, kiedy nie wiem, dokąd idę, mam jeść i pić?

I zaraz potem zaczął odmawiać kidusz798: „I tak zakończone zostały niebiosa i ziemia”. Zanim zdążył zakończyć zdanie: „I poświęcił go” (siódmy dzień), kaci złapali go i zabili.

Rozległ się wtedy głos z nieba:

— Dobrze ci, rabbi Chanina ben Chachinai, boś święty był i ze słowem „I poświęcił” dusza twoja czysta i święta opuściła ciało.

Po nim wyprowadzony został Jeszawew Hasofer. Miał dziewięćdziesiąt lat. Przystąpili do niego uczniowie i zapytali:

— Rabbi, co będzie z Torą?

— Tora, moje dzieci, zostanie przez Żydów w przyszłości zapomniana, ponieważ okrutny Rzym dokonał zamachu na nią. Chce zniszczyć naszą perłę. Obym był jedyną ofiarą za całe nasze pokolenie. Widzę jednak, że na każdej ulicy Rzymu walają się trupy naszych braci. Okrutny naród rzymski szykuje się do przelania jeszcze więcej krwi żydowskiej.

— Rabbi, a co z nami będzie?

— Trzymajcie się razem. Szanujcie pokój i sprawiedliwość. Może jest jeszcze jakaś nadzieja.

— Starcze — zawołał cesarz — ile sobie liczysz lat?

— Dzisiaj dobiłem dziewięćdziesiątki — odpowiedział rabbi. — Zanim opuściłem brzuch mojej matki, Bóg już postanowił wydać mnie i moich kolegów w twoje ręce, żeby móc potem upomnieć się u ciebie o naszą krew.

— Czy doprawdy istnieje tamten świat?

— Tak i kiepsko będzie z tobą, kiedy Bóg zażąda od ciebie zapłaty za krew jego cadyków.

— Natychmiast go zabijcie — zawołał cesarz do katów. — Zobaczymy, jakim mocarzem jest ich Bóg. Zobaczymy, co mi zrobi na tamtym świecie.

Na rozkaz cesarza kaci spalili rabbiego Jeszawewa. Po nim kaci wyprowadzili rabbiego Eleazara ben Szamna. Miał wtedy lat sto pięć. Mówiono o nim, że nigdy w życiu nie wypowiedział złego lub zbędnego słowa, że nigdy z nikim się nie kłócił. Był niezwykle skromny. Osiemdziesiąt lat strawił na postach. Było właśnie święto Jom Kippur. Jego uczniowie podeszli do niego i zapytali:

— Rabbi, co widzisz?

— Widzę — odpowiedział — rabbiego Jehudę ben Bawa. Widzę, jak go niosą do łóżka. Dyskutują i studiują.

— Kto rozstrzygnie ich spór?

— Rabbi Izmael, arcykapłan.

— Kto zwycięża?

— Rabbi Akiba. On bowiem poświęcił wszystkie swoje siły Torze. Widzę również, jak dusza każdego cadyka oczyszcza się w wodzie Syloh799, żeby móc stanąć przed obliczem niebiańskiego sądu i słuchać kazania rabbiego Akiby ben Josef, który dzisiaj właśnie będzie przemawiał na temat dnia. I widzę, jak aniołowie podstawiają każdemu cadykowi złote krzesło.

Cesarz rozkazał uśmiercić rabbiego Eleazara. Kiedy to się stało, rozległ się głos z nieba:

— Dobrze ci, rabbi Eleazarze ben Szamna, boś był czysty i dusza twoja jako oczyszczona opuściła ciało.