Cokolwiek Żyd uczyni, będzie to naganne
Pewien Żyd przechodził ulicę, po której przejeżdżał właśnie cesarz Hadrian800. Żyd pozdrowił go z szacunkiem należnym władcy państwa. Hadrian zatrzymał go i zapytał, kim jest:
— Jestem Żydem — odpowiedział.
— Jakim prawem śmiesz przechodzić obok cesarza i jeszcze go pozdrawiać?
Hadrian, znany jako ciemiężca Żydów, wybuchnął niepohamowanym gniewem. Polecił swoim sługom natychmiast ściąć głowę Żydowi.
Nauczony tym doświadczeniem inny Żyd, spotkawszy cesarza, nie pozdrowił go. Hadrian natychmiast go zatrzymał i zapytał:
— Kto ty jesteś?
— Jestem Żydem.
— Jak śmiesz przechodzić obok cesarza i nie pozdrowić go?
Uniesiony gniewem rozkazał ściąć Żydowi głowę. Doradcy cesarza nie mogli zrozumieć postępowania cesarza. Spytali go:
— Jak to jest? Tego, który cię pozdrowił, kazałeś uśmiercić i tego, który ciebie nie pozdrowił, również kazałeś uśmiercić. Jak mamy to rozumieć?
— Mądrzy doradcy! Wy chcecie mnie, cesarza, uczyć, jak mam zabijać moich wrogów?
Cztery kary śmierci przewidziane w wyrokach sędziów
Posłuszny despotycznemu rządowi greckiemu, sąd skazał rabbiego Josiego ben Joezer801 na śmierć. Była sobota. Strażnicy wlekli go po ulicach miasta do wystawionej na placu szubienicy. Na ten widok tłumy ciekawskich zaczęły podążać za skazańcem.
Nagle rabbi Josi zauważył wśród tłumu jadącego na koniu syna swojej siostry, Jakuma z Carorot. Widok siostrzeńca towarzyszącego gawiedzi łaknącej śmierci cadyka802 mocno go zabolał. Po chwili Jakum z Carorot podjechał do rabbiego i nie tając ironii rzekł:
— Popatrz, mój bogobojny wujku, na mego konia, którym obdarzył mnie mój Bóg, i na tę szubienicę, którą ciebie twój dobry i kochany Bóg obdarzył dzisiaj.
— Co chcesz przez to powiedzieć? — zapytał rabbi Josi ben Joezer.
— Ja zawsze starałem się zapokajać pragnienia mego serca i nie żałowałem sobie żadnych przyjemności. Opuściłem więc żydowskiego Boga i Jego Torę803. Wyszło mi to na dobre. Odnosiłem sukcesy we wszystkich przedsięwzięciach. Ty zaś, wujku, szedłeś drogą Tory swego Boga i postępowałeś tylko według zasad miłych twemu Bogu. Wyrzekłeś się wszelkich przyjemności tego życia i dlatego Bóg cię umiłował, i w swoim wielkim miłosierdziu podarował ci drewnianą szubienicę i sznur na szyję.
Rabbi Josi zachował spokój i cichym głosem grzecznie odpowiedział:
— Jeśli Bóg tak odpłaca tym, którzy Go rozgniewają, to wyobraź sobie, co uczyni tym, którzy postępują według Jego woli?
Słowa wuja wprowadziły Jakuma w zdumienie.
— Czyżbyś ty, wujku, najuczciwszy z uczciwych ludzi, rozgniewał Boga? I dlatego posyła cię na śmierć? Czyżby wśród żydowskiego narodu znalazł się bardziej oddany Bogu człowiek?
Rabbi Josi ben Joezer odpowiedział:
— A jeśli tak się dzieje z tymi, którzy postępują zgodnie z wolą Boga, to co się stanie z tymi, którzy działają wbrew Jego woli?
Pytanie wuja przeraziło Jakuma. Niespokojna myśl zakołatała w jego głowie:
— Jeśli tak ukarany został mój wuj, człowiek bogobojny i sprawiedliwy, to co będzie ze mną, grzesznikiem i złoczyńcą?
I pomyślawszy tak, zatrząsł się ze strachu. Twarz pokryła mu się trupią bladością, a oczy zaszły mrokiem. Tymczasem rabbi Josi doprowadzony został do placu, na którym stała szubienica. Czyniono ostatnie przygotowania.
Jakum z Carorot wycofał się z tłumu i pojechał w inną stronę. Kupił pale i zbudował z nich szubienicę, na której zawiesił sznur. Pod szubienicą ułożył kawałki drewna i obłożył je wokół kamieniami. Podpalił drewno, po czym wbił w nie ostry miecz. Podciągnął się do góry pod belkę szubienicy i założył sznur na szyję. Kilka drgawek i nastąpiła śmierć od uduszenia. Tymczasem ogień palącego się pod szubienicą drewna rozpłomienił się i dosięgnął sznura, na którym wisiał. Ciało Jakuma zerwało się z przepalonego sznura i spadło na miecz, tkwiący na sztorc w palenisku. Rozdarte zostało na dwie części, które spłonęły w ogniu. Kamienie, którymi obłożone było palenisko, zwaliły się teraz na ciało Jakuma i zdruzgotały jego kości. W taki sposób Jakuma dosięgły wszystkie cztery kary śmierci przewidziane w wyrokach sądu: ukamienowanie, spalenie, zabicie mieczem i uduszenie.
Kiedy rabbi Josi ben Joezer przygotowywał się do przyjęcia śmierci, ogarnęła go nagle gwałtowna senność. We śnie zobaczył, jak otwierają się przed nim bramy raju. W powietrzu unosiły się czyste dusze cadyków, które spokojnie wlatywały do środka raju. Twarz rabbiego Josiego ben Joezera rozjaśniła się. Stojący przed nim uczniowie zauważyli bijącą z jego twarzy jasność. Nie omieszkali jej skomentować: „Nasz rabbi widzi przed sobą Boskie obrazy. Dlatego twarz jego promienieje blaskiem radości. Nic innego, tylko tym można to sobie wytłumaczyć”.
W tej właśnie chwili rabbi Josi ben Joezer poczuł, że jego dusza oderwała się od ciała i ulatuje do raju. I kiedy dotarła do bramy raju, zobaczył łóżko, na którym spoczywała dusza tak kryształowo czysta, jakby dopiero co wyszła ze skarbca dusz... Świeciła i promieniała cudownym blaskiem.
Dusza Josiego zatrzymała się na chwilę, aż tamta wspaniała dusza wejdzie do raju. Wtedy rozległ się śpiew aniołów:
— Otwórzcie bramy, żeby mógł w nie wejść Jakum z Carorot.
Rabbi Josi ben Joezer obudził się ze snu i powiedział:
— O godzinę wcześniej przede mną dusza Jakuma z Carorot wstąpiła do raju.