Przyjaciel Żydów

Rzecz, o której mowa, działa się w czasach przebywania naszych nauczycieli: rabbiego Elieazara804, rabbiego Jehoszuy805 i rabbana806 Gamaliela807 w Rzymie. Rada cesarska uchwaliła wówczas dekret, na którego mocy w przeciągu trzydziestu dni od jego ukazania się wszyscy Żydzi mieli zniknąć ze świata. A w owych czasach imperium rzymskie panowało niemal nad całym światem. Oznaczało to koniec istnienia narodu żydowskiego.

W składzie jednak rady cesarskiej był człowiek, który wierzył w prawdziwego Boga. Poszedł do rabbana Gamaliela i powiedział mu o uchwalonym dekrecie. Rabban Gamaliel i jego towarzysze bardzo się przejęli tą wieścią. Członek rady cesarskiej pocieszył ich, że w ciągu trzydziestu dni Bóg żydowski z pewnością się za nimi ujmie.

Po upływie dwudziestu pięciu dni uczciwy radca opowiedział o tym swojej żonie. Ta również przejęła się mocno. Zaczęła się skarżyć, że już dwadzieścia pięć dni minęło i zostało niewiele czasu. Radca optymistycznie pocieszył ją jednak, że zostało jeszcze pięć dni.

Żona radcy była bardziej pobożna od męża. Dni szybko mijały. Powiedziała wtedy do męża:

— Masz pierścionek, w nim jest mały pojemniczek zawierający straszną truciznę. Włożysz go w usta i natychmiast bez bólu umrzesz.

Tak też się stało. Radca wyssał z pierścionka truciznę i umarł. Wraz z jego śmiercią unieważniony został dekret, albowiem w Rzymie był zwyczaj, że jeśli członek rady umarł, to wszystkie dekrety uchwalone w ciągu ostatnich trzydziestu dni unieważniano.

W ten sposób szlachetny radca rzymski uratował Żydów od zagłady. Na wieść o jego śmierci żydowscy uczeni i nauczyciele udali się do jego żony, żeby ją pocieszyć. Użyli wówczas takiego zwrotu: „Biada statkowi, który odpłynął, nie zapłaciwszy podatku”.

Chcieli przez to powiedzieć, że szkoda, iż przyzwoity radca nie stał się Żydem przed śmiercią.

— Rozumiem, co mieliście na myśli — powiedziała do nich żona radcy — ale mogę was zapewnić, że statek nie odpłynął przed zapłaceniem podatku.

Lew i bocian

W czasach rabbiego Jehoszuy ben Hanani808 rząd rzymski wydał dekret o odbudowaniu Świątyni Pańskiej. Żydzi zaczęli się wtedy szykować do podejmowania wysiłków w tym celu. Dwaj znani patrioci żydowscy, bracia Papus i Lulianus809 ustawili na całej drodze od Akko810 do Antiochii811 stoły z pieniędzmi dla każdego Żyda, który wracał z zagranicy do ziemi Izraela. Samarytanie812 jednak, którzy nienawistnym okiem patrzyli na możliwość odbudowania Świątyni, interweniowali u cesarza:

— Jeśli — powiedzieli — Świątynia zostanie odbudowana, Żydzi otoczą ją nowymi, wzmocnionymi murami, a wtedy przestaną płacić podatki i kasa cesarska na tym ucierpi.

Cesarz na to odrzekł:

— Wydałem już w sprawie odbudowy Świątyni rozkaz i teraz nie mogę go cofnąć.

— Rozkaż im, żeby zbudowali Świątynię na innym miejscu albo niech ją powiększą, albo zmniejszą o pięć łokci. Wtedy się nie zgodzą i zrzekną się sami odbudowania jej.

Cesarz posłuchał ich i polecił tak postąpić. Żydzi właśnie zebrali się w dolinie Rimmon813 dla odbycia narady w sprawie odbudowania Świątyni. W pewnej chwili na plac obrad przybył goniec cesarza z listem, w którym władca Rzymu nakazał Żydom postąpić według planu podsuniętego mu przez Samarytanów. Po zapoznaniu się z treścią listu Żydzi wpadli w rozpacz. Planu Świątyni Pańskiej ani miejsca, w którym miała stać, nie wolno było zmieniać. Według dawnego prawa mogła stać tylko na poprzednim miejscu i wielkość jej nie mogła ulec żadnym zmianom. Nadzieje Żydów prysnęły jak bańka mydlana.

Rozgoryczenie Żydów było tak wielkie, że groziło wybuchem powstania przeciwko Rzymowi. Przywódcy ludu żydowskiego postanowili uspokoić wzburzone umysły. Trzeba było wybrać takiego mówcę, który inteligencją, wiedzą i sztuką oratorską potrafiłby powstrzymać i przekonać wzburzonych Żydów, że powstanie może doprowadzić tylko do zguby narodu. Takim mówcą był rabbi Jehoszua ben Hanani. Wystąpiwszy przed rozgoryczonym ludem, powiedział:

— Opowiem wam coś w rodzaju bajki lub przypowieści. Lew pożarł owieczkę i w chwili, kiedy się nią zajadał, ofiara stanęła mu w gardle. Zrozpaczony lew zawołał: „Kto wyciągnie z mego gardła kość, tego sowicie wynagrodzę”. Na jego zawołanie zjawił się bocian, wsunął dziób w gardło lwa i wyciągnął kość. „A teraz — powiedział do lwa — zapłać mi”. Lew na to ryknął śmiechem: „Co ty sobie wyobrażasz? Jeszcze chcesz, żebym cię wynagrodził? Ciesz się, że wyszedłeś cało z mojej paszczy. Gdybym cię wynagrodził, to byś wszędzie się chwalił, że byłeś w paszczy lwa i nic się nie stało”.

Morał z tej przypowieści był dla Żydów jasny. Powinni się cieszyć, że wróg pozwala im jeszcze żyć.