Kryształowy pałac

Tego dnia, kiedy królowa Saby544 miała przybyć do Jerozolimy545, Salomon546 polecił Beniahu547 przywitać ją u bramy miasta i towarzyszyć jej w drodze do pałacu. Przejeżdżając karetą przez ulice miasta, królowa zauważyła z daleka nad rzeką rozkwitający kwiat, który w miarę zbliżania się zaczął przybierać kształt błyszczącej gwiazdy. Im bliżej gwiazdy, tym silniejszy bił z niej blask. Istna gwiazda poranna w chwili ukazania się słońca na niebie. Zarówno jednak kwiat, jak i gwiazda błyszcząca były w istocie złudnym wyobrażeniem wspaniałego pałacu króla Salomona.

A kiedy kareta zajechała przed fronton548 pałacu, stał tam w oczekiwaniu na nią, w asyście licznych dworzan i sług, człowiek ubrany w iście królewskie szaty. Królowa Saby była pewna, że ma przed sobą sławnego króla Salomona. Rozkazała woźnicy zatrzymać karetę i do asystujących jej ludzi powiedziała:

— Schodzę z karety, aby królowi tego kraju złożyć pokłon.

Zeszła z karety i w ślad za nią jej świta. Wtedy podszedł do niej Beniahu i zapytał:

— Dlaczego, królowo, wyszłaś z karety?

— Zeszłam po to, aby tobie, królowi Salomonowi, złożyć pokłon.

— Królowo Saby, bądź łaskawa wrócić do karety. Przed tobą stoi nie król Salomon, ale jeden z jego licznych sług.

Królowa weszła więc z powrotem do karety, a do swojej asysty tak powiedziała:

— Nim zobaczyliśmy lwa w całym jego dumnym majestacie, przyszło nam najpierw ujrzeć jego legowisko i nim ujrzeliśmy samego króla Salomona, zobaczyliśmy jednego z jego licznych sług. A był nim piękny mężczyzna. Piękniejszego w życiu nie widziałam.

Beniahu podał jej rękę i poprowadził do pałacu. Na wieść, że królowa Saby zajechała do pałacu, Salomon udał się do sali tronowej, aby ją przywitać.

Królowa Saby weszła tam i na widok cudownego tronu zaniemówiła z wrażenia. Wydało się jej, że król na swoim tronie jakby płynął po wodzie. Toteż nic dziwnego, że cichym głosem, jakby do siebie, powiedziała:

— Muszę unieść tren mojej sukni, aby nie umoczyć go w wodzie.

Co powiedziawszy, tak uczyniła. Z uniesionym trenem sukni podeszła do Salomona.

Król serdecznie ją przywitał i polecił ustawić obok siebie, po prawicy drugie krzesło tronowe dla niej.

Królowa Saby549 zadaje zagadki

— Zadam ci kilka zagadek — powiedziała do Salomona550 królowa Saby. — Jeśli uda ci się je rozwiązać, uzyskam dowód na to, że jesteś doprawdy najmądrzejszy ze wszystkich ludzi.

— Bardzo proszę — odpowiedział Salomon — pytaj!

— Jaka woda nie spływa z nieba i nie wypływa ze skalnych szczelin? I nie bacząc na to, że wypływa z tego samego źródła, bywa czasem słodsza od miodu, a czasami bardziej gorzka niż piołun?

— Jest nią łza — odpowiedział Salomon. — Łza nie spływa z nieba i nie wypływa ze skalnych szczelin. Łza jest słodka, gdy człowiek płacze z radości. Jest gorzka, kiedy płacze z bólu i żalu.

— Zadam ci więc drugie pytanie — powiedziała królowa Saby. — Dwie rzeczy otrzymałam w darze od mojej kochanej matki. W jednej była po mistrzowsku wyryta dziura, drugą zaś można było ciąć szkło. Jedna rzecz pochodzi z morza, a druga z głębi ziemi.

— Pierwsza rzecz to obrączki na twoich palcach, druga zaś, to perły na twojej szyi.

— Skoroś taki mądry, to powiedz mi, co to za nieszczęśnik, którego chowa się w ziemi, a im bardziej w tej ziemi gnije, tym bardziej krzepnie i staje się życiodajny.

— To są ziarna zasiane w ziemi. Kłosy zboża wyrastające z nich są przejawem życia.

— W takim razie powiedz mi, co to jest? Spadając z nieba jest białe i czyste, a potem staje się brudne. Z czasem zamienia się w chmury i znowu robi się białe i czyste jak przedtem.

— To oczywiście śnieg. Nic bowiem nie jest bielsze od śniegu, który spada z nieba. Nic też nie jest brudniejsze od błota na drogach. A zrodziły go chmury, które spuściły go na ziemię. Kiedy zaś słońce przygrzewa, wraca do nich.

— A teraz zawołaj wszystkie dziewczęta i chłopców, których do ciebie sprowadziłam, i powiedz mi, kto z nich jest dziewczyną, a kto chłopcem.

Kiedy na rozkaz króla dziewczęta i chłopcy stanęli przed jego obliczem, okazało się, że wszyscy wyglądają tak samo. Te same figury, te same twarze, ten sam wzrost i tak samo ubrani. Obejrzawszy ich dokładnie, król Salomon polecił sługom podać każdemu z chłopców i dziewcząt miskę wody do umycia rąk i twarzy ale nie dać ręczników. I tak sześć tysięcy dziewcząt i sześć tysięcy chłopców umyło ręce i twarze. Dziewczęta nie otrzymawszy ręczników wyciągnęły fartuszki i wytarły sobie ręce i twarze, chłopcy zaś stali bezradni nie wiedząc, co zrobić z mokrymi rękami i twarzami.

Następnie Salomon polecił sługom przynieść dwa kosze orzechów, jabłek i granatów. Własnoręcznie wyciągnął z koszów owoce i obdzielił nimi zarówno chłopców, jak i dziewczęta. Osobom, które odruchowo nadstawiły fartuszki, król rozkazał ustawić się po swojej prawicy, tym zaś, które wyciągnęły od razu ręce po owoce, rozkazał ustawić się po lewicy.

Kiedy wszyscy się już ustawili, król Salomon oświadczył:

— Po mojej prawicy stoją dziewczęta, a po mojej lewicy chłopcy.

Królowa Saby zwróciła się wtedy do swoich astrologów i czarowników:

— Za pomocą dostępnych wam czarów dokonaliście wyboru chłopców i dziewcząt. Oznaczyliście każdego chłopca i każdą dziewczynę niewidocznym i tajemniczym znakiem, na podstawie którego tylko wy byliście w stanie określić, kto jest kto. Pytam więc, czy król Salomon prawidłowo określił ich płeć. Czy prawdą jest to, że po jego prawej stronie stoją dziewczęta, a po lewej chłopcy?

— Prawda — odpowiedzieli chórem.

I jak tu nie wierzyć, że król Salomon w swojej mądrości nie ustępował aniołom?