Kobieta pełna fałszu
Działo się to w czasach panowania króla Salomona540. Pewnego pięknego dnia drogą prowadzącą z Tyberiady541 do Bejtaru542 szedł młody mężczyzna. W Bejtarze mieściła się słynna szkoła religijna, w której nasz młodzieniec miał pobierać nauki. A był on niezwykle urodziwy. Tak piękny, że na jego widok pewna panienka z miejscowości, przez którą przechodził, od razu się w nim zakochała. Poprosiła swego bogatego ojca, aby wziął go za zięcia. Ojciec, jak to ojciec, chciał dogodzić córce, więc pobiegł za młodzieńcem i tak do niego powiedział:
— Mam dla ciebie dobrą propozycję. Jeśli mi nie odmówisz, to ożenisz się z moją córką, która cię pokochała.
Młodzieniec był z początku zdziwiony, ale wyraził chęć obejrzenia dziewczyny. Widocznie mu się spodobała, bo zgodził się ją poślubić. I wkrótce odbył się z wielką paradą ślub. Młodzi po ślubie zamieszkali w domu ojca dziewczyny. Po upływie roku młody żonkoś543 postanowił udać się z żoną do swoich rodziców w Tyberiadzie.
Załadowali do toreb słodkie owoce, żywność, napoje, po czym wsiedli na konie i pojechali. Właśnie przejeżdżali przez jakiś większy las, kiedy nagle wyskoczył zza drzew rozbójnik i napadł na nich. Młodzieniec był bezbronny, a napastnik uzbrojony. I oto stała się rzecz prawie niewiarygodna. Młoda kobieta z początku się przestraszyła, ale nagle poczuła przypływ sympatii, a nawet miłości do rozbójnika. Pomogła rozbójnikowi przywiązać męża do drzewa, po czym zasiadła z nim do uczty. Nieszczęsny mąż zmuszony był patrzeć, jak zabawiają się jego kosztem.
Po uczcie oboje położyli się spać. Rozbójnik postawił sobie u wezgłowia dzban z winem, aby zaraz po obudzeniu móc się napić. I oto stała się dziwna rzecz. Do dzbana podczołgała się żmija, która napiwszy się wina wpuściła do dzbana sporo jadu.
Nad ranem rozbójnik, ledwo otworzywszy oczy, sięgnął po dzban i napił się wina. Wystarczył jeden łyk i rozbójnik padł martwy.
Przywiązany do drzewa małżonek dojrzał w tym, co się stało, prawdziwy cud Boski. Zażądał od żony, aby go uwolniła z więzów.
— Boję się, że mnie potem zabijesz — powiedziała żona.
— Przysięgam, że cię nie skrzywdzę — odparł mąż.
Żona uwolniła go, a on sprawdziwszy, czy rozbójnik rzeczywiście nie żyje, wsiadł na konia, aby pojechać do jej rodziców. Wtedy ona dosiadła drugiego konia i udała się w ślad za nim.
Rodzice żony ucieszyli się z ich przybycia. Szybko zastawili stół i zaprosili młodych do biesiady. W czasie biesiady zięć opowiedział o tym, co się w drodze stało. Ojciec niewiernej córki ciężko to przeżył i nie panując nad sobą, własnoręcznie ją zabił. Kiedy wieść o tym tragicznym wypadku dotarła do króla Salomona, jeszcze bardziej umocnił się w swoim sądzie o kobietach.