Nagroda dobroczyńcy

Pewien człowiek miał dwóch synów. Jeden z nich rozdawał hojnie jałmużnę, natomiast drugi był niesłychanie skąpy. Ten, który rozdawał jałmużnę, sprzedał dom wraz z całym swoim mieniem, a uzyskane pieniądze rozdał ubogim. W dzień Hoszana Rabba871 podczas Święta Szałasów872 żona wręczyła mu dziesięć szekli873, żeby poszedł na targ i kupił coś dla dzieci. Kiedy tylko znalazł się na ulicy, zauważyli go gabajowie874, którzy zbierali datki na rzecz ubogich. Oto — pomyśleli sobie — mamy przed sobą człowieka, który nie skąpi datków. Zaraz też podeszli do niego i powiedzieli:

— Racz spełnić micwę875 i ofiaruj coś na rzecz sieroty, która wychodzi za mąż i nie ma ślubnej sukni.

Nasz dobroczyńca nie zawahał się. Wyjął dziesięć szekli, które mu dała żona na zakupy dla dzieci na święto, i wręczył je kwestującym gabajom. Wstydząc się wrócić z pustymi rękami do domu, skierował kroki do bóżnicy876. Wszedł i usiadł na ławce w kącie. Zaczął się przyglądać dzieciom, które zgodnie ze zwyczajem w dzień Hoszana Rabba bawiły się rzucaniem cytronów877. Zebrał cały worek walających się po ziemi cytronów, poszedł do portu, wsiadł na statek, który wypłynął na pełne morze. Statek dopłynął do miasta, w którym mieściła się siedziba króla. Tego właśnie dnia król ciężko zaniemógł. We śnie zjawił mu się anioł, który powiedział, że jedynym ratunkiem będzie, jeśli spożyje cytrony, nad którymi Żydzi odmawiają w Święto Szałasów błogosławieństwo.

Obudziwszy się ze snu, król polecił natychmiast zdobyć takie cytrony. Urzędnicy króla przeszukali wszystkie zacumowane w porcie statki handlowe. Sprawdzili wszystkie sklepy w miastach i nie znaleźli. Zupełnie przypadkowo jeden z poszukujących urzędników natknął się na siedzącego w kącie statku naszego dobroczyńcę. Widząc przy nim worek, zapytał go, czy ma coś.

— Jestem — odpowiedział — człowiekiem biednym i nie mam nic do sprzedania.

Urzędnik kazał mu otworzyć worek. Na widok cytronów zapytał, co to za owoce.

— To są cytrony, nad którymi Żydzi odmawiają błogosławieństwo w Święto Szałasów.

Usłyszawszy to, urzędnik polecił swoim pomocnikom zanieść worek do pałacu królewskiego. Król spożył cytrony i zaraz potem wyzdrowiał. Z wdzięczności za uzdrowienie polecił napełnić opróżniony worek złotymi denarami878 i wręczyć go naszemu biedakowi. Na odchodnym król zapytał go, czy ma jeszcze jakieś życzenie.

— Owszem — odpowiedział biedak — spraw, żeby ci, którym sprzedałem moje mienie, zwrócili mi je za odpłatą. Zapłacę im złotymi denarami, które ty, królu, mi dałeś. Ponadto chciałbym, żeby wszyscy mieszkańcy mego rodzinnego miasta wyszli mi na powitanie.

Król wydał rozkaz, żeby tak się stało. Kiedy biedak miał dopłynąć statkiem do miasta, wysłannicy króla głośnymi okrzykami wezwali ludność do wyjścia na jego spotkanie. Niedobry jego brat też wsiadł do łodzi. Nagle morze się wzburzyło i potężna fala uderzyła w łódź. Skąpy brat wraz ze swoimi dziećmi zatonął. Majątek jego przeszedł w ręce naszego dobroczyńcy.