Rzuć swój chleb na wodę
„Rzuć swój chleb na wodę, gdyż później go nie odnajdziesz”. Tak powiedział był król Salomon847. Mówiąc to miał na myśli: „Świadcz dobro nawet tym, po których nie możesz się spodziewać, że odpłacą ci dobrem. Czynione przez ciebie dobro i tak w końcu zwróci ci się z nawiązką”. Oto dla przykładu kilka zdarzeń, które potwierdzają słuszność tego założenia.
Rabbi Akiba848 opowiada:
Kiedym podróżował po morzu, zobaczyłem, jak w pewnej chwili niedaleko nas zaczął tonąć i wkrótce poszedł na dno statek. Widok tonącego statku wstrząsnął mną. Zdałem sobie sprawę, że na tym statku znajdował się znany mi wielki uczony w Piśmie. Kiedy jednak dotarliśmy do prowincji Kaputnia i wysiadłem ze statku, spotkałem tego uczonego całego i zdrowego. Z miejsca zapytałem go, jak to się stało, że udało mu się ujść z tonącego statku? Jego odpowiedź brzmiała:
— Rabbi, dzięki twojej modlitwie fale wzburzonego morza zaniosły mnie na ląd.
— Jakie — zadałem mu pytanie — twoje dobre uczynki sprawiły, że tak się stało?
— Kiedym wszedł na statek — odpowiedział — natknąłem się na pewnego biedaka, który trapiony głodem poprosił mnie o kawałek chleba. Dałem mu wtedy cały bochenek. On ze swej strony, życząc mi szczęśliwej podróży, dodał, że tak jak ja uratowałem mu życie, tak Pan Bóg uratuje moje życie. Na tym polega sens wersetu: „Rzuć swój chleb na wodę”.
Drugi przykład: po wielkim morzu płynął duży żaglowiec. Silny wiatr miota! przez jakiś czas statkiem, aż zagnał go na cichą wodę. Tu statek znieruchomiał. Pasażerowie widząc, że statek stoi nieporuszony w miejscu i nie ma widoków na to, żeby mogli dotrzeć do celu, postanowili rozdzielić między sobą całą żywność, jaka była w posiadaniu wszystkich na statku, Wyszli z założenia: „Jeśli już mamy umrzeć — to razem. Jeśli przyjdzie nam żyć — to wszystkim”.
I przyszedł Bóg z pomocą. Otworzył im oczy i wskazał na sposób ocalenia. Upiekli kózkę i przywiązali ją do przodu statku. Wyczuł przyjemny zapach pieczystego wieloryb. Podpłynął do statku, wbił zęby w mięso i zaczął ciągnąć. W ten sposób pociągnął za sobą cały statek i wyprowadził go ze stojącej wody. Kiedy statek przybił do jednego z portów Rzymu, pasażerowie opowiedzieli rabbiemu Eleazarow849i i rabbiemu Jehoszui850 o swym cudownym ocaleniu. Obaj w tym cudzie dostrzegli potwierdzenie wersetu: „Rzuć swój chleb na wodę”.
Trzeci przykład: Bar Kapara851 spacerował kiedyś w Cezarei nad brzegiem morza. Nagle zauważył, jak z tonącego statku wyskoczył nagi człowiek, który ostatkiem sił dopłynął do brzegu. Bar Kapara natychmiast podszedł do niego i wręczył mu dwa talary, żeby miał na kupno ubrania. Zaprosił go również do domu i użyczył gościny. Przez kilka dni uratowany, a był nim wysoki urzędnik państwowy zatrudniony na dworze cesarskim, gościł w domu Bar Kapary. Na pożegnanie dał mu Bar Kapara jeszcze trzy talary.
W jakiś czas potem władze zaaresztowały kilku Żydów. Oddano ich do dyspozycji doradców cesarza. Zrozpaczeni Żydzi zadawali sobie pytanie, kto ich będzie bronił przed sądem cesarza. Po długiej dyskusji doszli do wniosku, że tylko Bar Kapara może to uczynić. On bowiem cieszy się szacunkiem samego cesarza. Na ich prośbę zjawił się Bar Kapara. Dowiedziawszy się, że ma interweniować u władz królestwa w sprawie uwolnienia ich, Bar Kapara zapytał:
— A wiecie wy, że władza niczego za darmo nie robi?
— Damy ci pięćset złotych talarów. Idź i porozmawiaj z władzą.
Bar Kapara wziął pięćset złotych talarów i udał się do władz. Przekroczywszy gmach urzędu, natknął się na owego dygnitarza, którego niedawno gościł. Ten serdecznie się z nim przywitał i zapytał:
— Co cię sprowadza do nas? Czym mogę ci służyć?
— Proszę, abyś okazał litość aresztowanym Żydom.
— Chyba wiesz o tym, że nasza władza nikogo bez przyczyny nie aresztuje?
— Tak, wiem o tym, ale tu mam pięćset złotych talarów. Weź je i uwolnij Żydów.
— Nie. Nie wezmę ich. Możesz je zatrzymać dla siebie — za te pięć talarów, któreś mi wtedy dał. Za jedzenie zaś, którym mnie częstowałeś w twoim domu, uwolnię aresztowanych Żydów. Idź więc w pokoju do domu. Zachowałem i zachowuję dla ciebie pełny szacunek.
Również ta historia potwierdza słuszność wersetu: „Rzuć swój chleb na wodę”.
I jeszcze jedno potwierdzenie:
Pewnego razu statek zaczął tonąć na pełnym morzu. Z pokładu pogrążającego się w wodzie statku wyskoczył pewien goj852, który trzymał w rękach deskę. Na tej desce udało mu się dopłynąć do brzegu. Był nagi, więc ukrył się w piasku. W tym samym czasie przechodzili tamtędy Żydzi, którzy odbywali pielgrzymkę do Jerozolimy853. Uratowany goj zwrócił się do nich z prośbą:
— Dajcie mi jakieś ubranie. Pochodzę z rodu Ezawa, brata Jakuba854, z którego rodu i wy pochodzicie. Morze pochłonęło cały mój dobytek.
Żydzi okazali się jednak nielitościwi. Co więcej, powiedzieli, że taki los powinien spotkać wszystkich z rodu Ezawa.
Nieszczęsny goj ujrzał wśród gromady Żydów rabbiego Eleazara ben Szamna. Zwrócił się do niego tymi słowy:
— Poznaję cię, jesteś wielkim uczonym. Cieszysz się ogromnym szacunkiem narodu żydowskiego. Ty wiesz, jak należy szanować człowieka. Zdobądź się na micwę855 i daj mi ubranie, żebym mógł przykryć gołe ciało.
Rabbi Eleazar miał na sobie zwykle siedem ubrań. Zdjął z siebie jedno i dał nagiemu gojowi. Potem zaprowadził go do siebie do domu, dał mu jeść i pić i dwieście złotych denarów856 do kieszeni. Następnie z wielkim szacunkiem odprowadził go do jego domu rodzinnego odległego o jakieś czternaście mil.
Po jakimś czasie zmarł cesarz i na opuszczony tron powołano owego goja. Zaraz po intronizacji wydał on dekret, na którego podstawie miano wszystkich Żydów w państwie zabić, a Żydówki sprzedać w niewolę. Na wieść o tym strasznym dekrecie cesarza delegacja Żydów udała się do rabbiego Eleazara ben Szamna, żeby wstawił się za Żydami.
— Wiecie przecież — oświadczył rabbi Eleazar — że władza nic za darmo nie robi.
— Masz — powiedzieli delegaci — cztery tysiące złotych denarów. Idź i wyproś uchylenie dekretu.
Rabbi Eleazar wziął pieniądze i udał się do pałacu cesarskiego. Stanąwszy przed drzwiami, powiedział strażnikom, żeby zameldowali cesarzowi, iż jakiś Żyd chce mu złożyć życzenia zdrowia i pomyślności. Cesarz polecił wprowadzić go. Zobaczywszy swego zbawcę, padł przed nim na kolana i zapytał:
— Co cię sprowadza do pałacu?
— Przyszedłem cię prosić, żebyś odwołał dekret o wytraceniu Żydów.
— Powiedz mi — powiedział cesarz — czy w waszej Torze857 zawarte jest kłamstwo?
— Nie!
— W waszej Torze jest napisane, że nikt z Ammonitów858 ani Moabitów859 nie może przebywać wśród Żydów, albowiem oba te narody nie chciały dać Żydom chleba i wody. Jest w niej również napisane, że nie należy nienawidzić Edomitów, ponieważ wywodzą się od Ezawa, waszego brata. Ja jestem potomkiem Ezawa, a więc jestem waszym bratem, a twoi Żydzi odmówili mi kiedyś pomocy — w chwili kiedy byłem w biedzie. Kto zaś postępuje wbrew Torze, ten zasługuje na śmierć.
— Prawda, tamci Żydzi zgrzeszyli, ale mimo to powinieneś okazać Żydom miłosierdzie.
— A czy wiesz — odpowiedział cesarz — że nasza władza niczego za darmo nie robi?
— Mam przy sobie cztery tysiące złotych denarów. Weź je i okaż miłosierdzie.
— Te cztery tysiące zachowaj dla siebie za tamte dwieście, które mi kiedyś dałeś. Za jedzenie i picie zaś, które mi dałeś, zostaną Żydzi uwolnieni od śmierci. A teraz wstąp do mego skarbca i wybierz sobie siedemdziesiąt ubrań za tamto ubranie, które mi wtedy dałeś. Potem możesz pójść cały i zdrowy do swego narodu i powiedzieć mu, że z wdzięczności dla ciebie zostawiam ich w spokoju.
Również to wydarzenie potwierdza sens wersetu: „Rzuć swój chleb na wodę”.
Pewien człowiek wytłumaczył sobie dosłownie sens wersetu „Rzuć swój chleb na wodę”. Codziennie więc brał bochenek chleba i wrzucał go do morza. Pewnego dnia zauważył na brzegu, jak rybak wyłowił rybę z morza. Kupił od niego rybę i otworzywszy jej brzuch, znalazł w nim perłę. Jest rzeczą jasną, że chleb rzucony do wody przyciągnął rybę z perłą.
Dostatnie życie na tym świecie i wieczne życie na tamtym
Pewien uczeń rabbiego Szymona ben Jochaja860 wyjechał za granicę i dorobiwszy się tam wielkiego majątku, powrócił do kraju. Pozostali uczniowie, zazdroszcząc koledze majątku, postanowili również wyjechać za granicę, aby się tam wzbogacić. Rabbi Szymon dowiedziawszy się, że chcą opuścić rodzinny kraj, wyprowadził ich za miasto, na szeroko rozciągającą się równinę. Odmówił modlitwę, której zakończenie brzmiało: „Dolino! Dolino! Zapełnij się złotymi denarami861”.
I w mgnieniu oka dolina zapełniła się złotymi denarami.
— Jeśli pragniecie złota — oświadczył rabbi Szymon — to bierzcie, ile chcecie, ale wiedzcie, że jeśli teraz weźmiecie je, pozbędziecie się waszego udziału na tamtym świecie, albowiem za studiowanie Tory862 otrzymuje się nagrodę tylko na tamtym świecie.
*
Rabbi Chaja Raba863 i rabbi Szymon ben Chalafta864 siedzieli kiedyś razem w dużym beit hamidraszu865 w Tyberiadzie866 i studiowali Torę. Jedni twierdzą, że działo się to w wigilię święta Pesach867, drudzy zaś utrzymują, że było to w wigilię Jom Kippur. Obaj w pewnej chwili usłyszeli dochodzące z ulicy odgłosy krzyczących ludzi. Rabbi Szymon zapytał wtedy rabbiego Chaję:
— Dlaczego wszyscy tak krzyczą na ulicy? O co im chodzi?
— Przed nami święto — odpowiedział rabbi Chaja. — Ci, co mają pieniądze, robią zakupy, ci zaś, co pieniędzy na święto nie mają, idą do swoich pracodawców, żeby dostać od nich forsę.
— Jeśli tak — oświadczył rabbi Szymon — to ja też pójdę do Pana, któremu służę, a On z pewnością da mi to, o co poproszę.
I rabbi Szymon wszedł do jednej z licznych grot w Tyberiadzie i zaczął się modlić. I nagle jakaś niewidzialna tajemnicza ręka podała mu drogocenny diament. Rabbi Szymon zaniósł go do naszego rabbiego Hakadosza868, który był bardzo bogatym człowiekiem i znał się na szlachetnych kamieniach.
— Skąd u ciebie taki diament? — zapytał. — To niezwykle cenny kamień. Na razie daję ci za niego trzy złote denary. Idź na targ i kup sobie na święto, czego ci tylko potrzeba. Po święcie zorientujemy się, ile kamień jest wart, i sprzedamy go temu, który da najwięcej.
Rabbi Szymon wziął te trzy złote denary i zakupił na święto przeróżne dobre i potrzebne rzeczy. Kiedy jego żona zobaczyła przyniesione przez męża pyszne wiktuały, zawołała:
— Szymonie! Tyś chyba stał się złodziejem. Doskonale wiem przecież, jak mało miałeś pieniędzy na zakupy. Skąd wziąłeś pieniądze?
Rabbi Szymon opowiedział jej, jak w cudowny sposób dostał się w jego ręce cudowny kamień i jak rabbi Hakadosz dał mu za niego trzy złote denary.
— Coś ty najlepszego zrobił? Chcesz, żebyś na tamtym świecie miał mniej o jeden brylant niż twoi koledzy?
— To co mam teraz zrobić?
— Zwróć sklepikarzowi zakupione rzeczy i oddaj pieniądze temu, który ci je dał, a brylant zwróć Wielkiemu Panu w niebie.
Rabbi Szymon tak postąpił. Rabbi Hakadosz dowiedziawszy się o tym, zapałał gniewem. Polecił wezwać do siebie żonę rabbiego Szymona. Kiedy ta się zjawiła, zaczął ją strofować:
— Sprawiłaś swemu mężowi, człowiekowi ze wszech miar sprawiedliwemu, wielki ból i zmartwienie. Dlaczego to zrobiłaś?
— Chciałbyś — odpowiedziała żona — żeby w naszym ślubnym baldachimie na tamtym świecie był o jeden brylant mniej niż u pana i jego kolegów?
— A nawet gdyby w baldachimie zabrakło jednego brylantu, to myślisz, że nie potrafimy wystarać się o dołożenie drugiego?
— Rabbi! Na tym świecie spotkamy się, ale na tamtym być może nie zetkniemy się oko w oko. Czy sławny tannaita869 nie powiedział był, że każdy cadyk870 posiada w raju swoje mieszkanie?
Rabbi przyznał jej rację.