Dobra zasada
Podczas pobytu w Rzymie Bar Jochani postanowił wydać przyjęcie dla notabli rzymskiego rządu. W tym czasie przebywał również w Rzymie rabbi Eliezer bar Josi842. Bar Jochani zapragnął zasięgnąć w tej sprawie rady rabbiego Eliezera. Obaj pochodzili z jednego miasta, a rabbi Eliezer był człowiekiem o dużym doświadczeniu życiowym.
Zapytany o radę, jak urządzić przyjęcie i kogo zaprosić, rabbi Eliezer odpowiedział:
— Radzę ci postąpić w myśl zasady, którą uważam za bardzo dobrą. Jeśli masz zamiar zaprosić dwadzieścia osób, to przygotuj jedzenie i picie dla dwudziestu pięciu osób. Jeśli zaprosisz dwadzieścia pięć osób, to musisz przygotować jedzenie i picie dla trzydziestu osób.
Bar Jochani zaprosił na przyjęcie dwadzieścia pięć osób, ale pomyślał, że nie wszyscy przyjdą i przygotował tylko dwadzieścia cztery porcje. Na przyjęcie przyszli wszyscy zaproszeni goście i wtedy okazało się, że dla jednego brakuje porcji. Gość nie należał do wstydliwych i gromkim głosem zawołał:
— Proszę mi podać choć trochę jarzyn! Mój talerz jest pusty! Jestem głodny!
Bar Jochani spostrzegł się, że popełnił błąd. Bojąc się, że to go może drogo kosztować, podał gościowi miskę wypełnioną złotem i zaczął go przepraszać. Głodny gość jednak jeszcze bardziej się rozzłościł. Rzucił w twarz Bar Jochaniego miskę ze złotem i zawołał:
— Na co mi twoje złoto? Czy złoto nadaje się do jedzenia?
Po tym nieudanym przyjęciu rabbi Bar Jochani poszedł do rabbiego Eliezera i opowiedział mu, co się stało. Na zakończenie oświadczył:
— Wstydzę się, że nie postąpiłem zgodnie z twoją radą.
Nakaz cadyka843
Pewien dostojnik z miasta Cyporia844 wyprawił uroczystość obrzezania845 synka. Wśród zaproszonych gości był rabbi Szymon ben Chalafta846. Do stołu podano bardzo stare wino. Ojciec chłopca zwrócił się do gości tymi słowy:
— Pijcie i rozkoszujcie się tym starym winem. Mam nadzieję, że was poczęstuję nim również w dniu wesela mego chłopca.
Goście jednomyślnie mu przyklasnęli. Wyrazili też życzenie, aby dostojnik dożył dnia wesela syna.
Po uroczystości rabbi Szymon ben Chalafta udał się do domu. Nikt mu nie towarzyszył. Rabbi chciał być sam. Nagle drogę zastąpił mu Anioł Śmierci. Była już noc i miasto tonęło w ciemnościach.
— Rabbi polega widać — powiedział Anioł Śmierci — na swojej pobożności i dlatego nie boi się niebezpieczną porą chodzić samotnie po mieście.
— Kto ty jesteś? — zapytał rabbi.
Kiedy ten powiedział, rabbi go zapytał:
— Dlaczego jesteś taki smutny?
— Mam — powiedział Anioł Śmierci — w ręku wykaz, na którym napisane jest, że po trzydziestu dniach od uroczystości obrzezania mam zabrać chłopca do krainy śmierci. Tymczasem słyszałem, że jego ojciec obiecał poczęstować was tym samym starym winem w dniu ożenku chłopca. Ty zaś, rabbi, pobłogosławiłeś i złożyłeś ojcu życzenia, żeby dożył wesela syna. Z powodu tego błogosławieństwa boję się, że unieważniony zostanie wyrok śmierci i chłopiec pozostanie przy życiu.
— Skoro już masz w ręku wykaz skazanych na śmierć, to pokaż mi go. Chcę zobaczyć, jak długo jeszcze pożyję.
— Na życie takich ludzi jak ty ani nie mam wpływu, ani władzy nad nim.
— Skoro nie jesteś władny decydować o moim życiu i o życiu moich kolegów, obyś nie był władny obalić mojego błogosławieństwa i życzenia, żeby ojciec dożył wesela swego syna. Oby taka była wola Wiekuistego.