Pieśń dwudziesta dziewiąta. Blu przechodzi do punktu F

pieśń antyarchitektoniczna

Na czarnej plaży nie ma już żadnych budowli

ani z piasku, ani z kamienia na brzegu

Nic już nie musi być konstruowane, opierane

Nie ma żadnych oparć ani sił ciążenia

Nic nie musisz już wykreślać na kalce

Nie potrzebujesz różnicować grubości linii

widzialnych i cieńszych, prawie niewidzialnych

albo nieistniejących przerywaną linią

Nie znajdziesz tu żadnych drogich przyborników

No spróbuj zrobić makietę mojego niekroczenia

No spróbuj zrobić makietę mojego odchodzenia

Przygotuj planszę, gdzie narysujesz moją niedrogę

Niech będzie perfekcyjnie wykonana na tekturze

Niech nic już nie będzie na pachnącym papierze

Jeśli pozostanie pusta, będzie zaprawdę pełna

Ulep to swoimi higienicznymi łapami, z piachu i błota

bez projektu, bez niczego, na golasa, z brudzeniem się

Taka niezwykła jest droga od punktu C i D do F

Powinna być zrealizowana w ramach konkursu

pająków zaangażowanych z okolicy do happeningu

one robią to ze śliny i włókien, gdy nikt nie widzi

To linie słów niewypowiedzianych, rozpiętych

pomiędzy w miarę stałymi, czarnymi gałęziami

Po takim moście przejdę, nie raniąc się, do ciebie

mój kolejny ochotniku, mój dawco opowieści

Skopane resztki kształtów przesuwa dalej wiatr

Foremka po moim kształcie pozostawia ślad

powielony wielokrotnie w celu osiągnięcia rytmu