Pieśń dwudziesta ósma. Wada wzroku się powiększa

Wada wzroku się nareszcie powiększyła

Jestem teraz bardzo niewidoma, a tym więcej widzę

Niepotrzebne są mi więc grube okulary do czytania

soczewki, lupy zegarmistrzowskie wszczepiane

Problemy z sercem miłosiernym pod bluzką

z sercem, od którego odchodziły złote promienie

łuny kolorowe sugerujące mój wewnętrzny blask

Już dawno było widać ciche nieprawidłowości

Czy to jeden z tych złotych, ostrych promyków

przez przypadek wbił się w drugą stronę tak

że malowane kropelki krwi sączyły się skrycie

pod koronkową bluzką kości i ścięgien kolorowych

Podczas rozmowy z dziećmi przy kawie zbożowej

serce malowane przetarty dźwięk wydało

Jęknęłam, a pauza wcisnęła się w żelazną rytmikę

słaby wzrok osłabł jeszcze bardziej w tej chwili

wśród krzyków zdumienia dzieci odchodziłam

ich płacz i zdezorientowanie sytuacją łaskotały jeszcze

Promyki pozłacane mojego słabego serca błyszczały

ściągane za pomocą Magnesu z plusem i minusem

Podniosłam swoje oczy z miłosierną wadą wzroku

a wtedy zostałam porwana z wielkim zdecydowaniem

na tutejszą plażę, łagodnością swego klimatu ujmującą

Teraz leżę na ręczniku o nieostrych krawędziach

w błyszczącym brokacie siedzimy tu razem, odpoczywając

razem gramy w scrabble, czekając, aż litery roztopi fala

która mieni się niezwykłymi barwami z daleka

wszystkie odcienie miłosierdzia w nieskończonej ilości

Tu słowa nareszcie wypełniają się potencjalnościami

ich krawędzie ciągle są przebrzmiałe z nadmiaru znaczeń

na ten nasz brzeg leżących spokojnie i zapiaszczonych

Tutaj jest sens w słodkim bezsensie gry popołudniowej