Pieśń dziewiąta. Wybrzeże

Na plaży dostrzegłem resztki po ludziach

Zbiornik je zabierze, poszerzając swoje reguły

lingwistyczne

Bliskość morza sprawiała, że piasek rumienił się

był poświęcony wielokrotną ilość razy

na wszelki wypadek uświęcany stale

Miewa swoje ledwo słyszalne harmonie

Niechcący porzucone muszle dające echa

wyrzeźbione w kruchej powłoce wapniowej

wspominają pracownie rzeźb z plasteliny

zwiastują perfekcję w niedoskonałym tworzywie

Północna plaża pociągała mnie najbardziej

inaczej łamała się tu linia brzegu zwiędniętego

Nie było tu żadnego przedstawiciela ratownictwa wodnego

Zanurzyłem swe stopy w piaszczystym brokacie

Moje istnienie mieniło się niczym zabawka na choince

pełna refleksów, pełna uroczystej odświętności

lecz pozbawiona odbić wpatrzonych we mnie

Spacer do wysokiej kobiety, którą obrałem za punkt A

sprawiał mi niewymowną przyjemność

Samotny wypad za miasto w pojedynkę

Pojedynek ze sobą samym

W podmiejskim pociągu, dwie moje połówki

Czy jeszcze coś Pan sobie życzy?

Wie Pani, tak się jeszcze zastanawiam

cienie po ciałach w formie ręczników, poproszę

Dizionario di lingua perfetta, per favore

jeszcze poproszę, aby pani się też spakowała

do tych zakupów, czy zmieści się Pani do jednej reklamówki?

Czy wszyscy się zmieszczą?

Mój wózek złomiarza, wiecznego tułacza

da sobie radę z takim ciężarem, z taką mnogością

na sankach zawiozę, zostawiając po sobie ślad

Wszyscy będą w stanie mnie wywąchać już teraz

psy policyjne, młodzieżówki polityczne

Moje sekretne drogi i skróty