Pieśń zerowa. Usprawiedliwienie

Niech zaczną się tajemne i skryte mruczanki

z witaminami, z minerałami, z kleikiem ryżowym

dla ciebie, pachnący mlekiem cielaku

byś był jeszcze bardziej syty niż zwykle

Obiecuję nie stać na paluszkach u nóg

nie dotykać czupryną wielkiej kazalnicy

Jej mroczne sapanie słychać już z daleka

Wszyscy mają podniesione wysoko oczy

dostrzegają rozwiązania sklepień żebrowych

Pani w drugiej ławce popuszcza mocz

stary niedźwiedź mocno śpi, my się go boimy

Oto wschodzi nowa gwiazda na Południu

jej ciemność oblewa mnie lukrem

skleja moje ruchy, czyni je monumentalnymi

Pani ortodontka ostrzegała mnie przed słowami

które psują od swej słodyczy zdrowe zęby

Moje końskie uzębienie prawidłowo spoczywa

w smyczy z nierdzewnego drutu, pociągnij dalej

pogryzę swój język do mięśnia, do anatomii

Zostanę przysypana magicznym proszkiem

bym mogła skryć swe bliki i odbicia od ciebie

gruba warstwa niech skryje moją głowę

niczym pokrywa śniegowa będzie ciężka

niespodziewanie wywoła katastrofy konstrukcyjne

Oby ich ogrom przeraził ekipy budowlane

zastanawiające się nad tym, jak temu zapobiegać

Pan majster radzi — szlifierki używamy ostrożnie

by nie ranić jaśminowych i pachnących rąk

Pogłaszcz, no pogłaszcz mnie, no jeszcze boleśniej

Wydrapałam resztki komfortowego naskórka

spod kolan, spod łokci, z szyi, z ramion, z pleców

Drapałam się boleśnie, ale i z bolesną przyjemnością

do czarnej krwi, do białej kości

Czerwone ślady po tych wycieczkach są obecne

Nic nie pomaga, próbowałam alantanu, cukru pudru

nic nie złagodzi tych objawów, żadna tajemna maź

Mimo swej kruchości oraz tendencji do cukrzycy

uczyniłam swe kroki hałaśliwymi i monumentalnymi

Rehabilitacja obślinionej i bezwładnej Bianki

Nie ma już wózka inwalidzkiego, ni pomocnej dłoni

droga jest tylko na oślep

Trudno wymacać jakieś znajome, przyjazne kształty

znaleźć jakąś barierkę

Jestem straszliwie zakudlona, zakundlona

Oczy porasta cierpki zarost zapomnianej

na policzku rośnie warkocz mojej siły Samsona

po moim grzbiecie biegają drogocenne pchły

Weszłam po skrzypiących z delikatności schodach

na stary, zapomniany strych pełen bibelotów

Kiedyś były tak dobrze rozpoznawane z daleka

teraz wszyscy zapomnieli ich przyjemnego widoku

Takie dekoracyjne, takie dodatki do wszystkiego

po prostu świetne się nadają na black garden party

Idę z wypukłą piersią pełną nie mleka, ale stali

przyporządkowaną mi przypadkowo i śpiesznie

przez świat natury, kotów, gruszek, lepkich much

Naturalna odporność wzmacniana przez składniki

w mleku nowej matki o chłodnym spojrzeniu

Nie spodziewaj się ciepłego, rozpoznawalnego

to wszystko dla tych, którzy mają tylko dziąsła

nie potrafią dobrze i prawidłowo przepychać dalej

Moja konstrukcja tak delikatna, wrażliwa

będzie niezniszczalna, wiekuista i trwała

Będą się o nią rozbijać kutry rybackie pełne węgorzy

jak o górę lodową lub nie zanotowaną na mapie rafę

Padlinożerne ryby będą miały zdziwiony wyraz pyska

nad wyraz, nad słowo

Moje podbrzusze miękkie kute jest w niezwykłym stopie

z kowalskim zacietrzewieniem wykuwane w piwnicach

Technologowie z Uniwersytetu w Chicago

nigdy nie dojdą, z jakich składników jest ten stop

mimo licznych badań i wielości papieru do drukarki

będą uśmiechać się niepewnie, spoglądając na siebie

Oto idzie przed wami Bianka, wasza prywatna bielanka

sypie w niezwykłej obfitości czarne kwiaty

z zawieszonym na szyi koszyczkiem

Rozsypuję ich kadzielniczy swąd pod wasze stopy

by ośmielić wasze kroki i uczynić je odtąd innymi