Pieśń pierwsza. Strojne przygotowania

Cierpkie wilcze jagody o kolorze nieprzeniknionym

w mojej rozwartej jamie ustnej niczym perły macicy

turlają się, rozsadzają się przez wewnętrzne ciśnienia

mają niezwykłą moc trucia i atakowania śluzówki

Być może istnieją sanktuaria Matki Bożej z żylakami

od zbyt ciężkich reklamówek reklamujących pustki

gdzie przez pomyłkę komuś śnią się niewłaściwe sny

Przygotowałam się odpowiednio do pisania pieśni

Nocne rzucania kamieniami w zwierzęce skowyty

Stroiłam się, zerkając na małe, schowane lusterko

takie kosmetyczne, takie żeby nikt nie widział

Wkładałam różne wersje ubrań, chcąc robić wrażenie

niebieskie spodnie, czarna bluzka, biały stanik

Nic jednak nie pasowało w mojej garderobie

z radością odkryłam, że wszystkie moje ubrania

są za małe na mnie, co za miła niespodzianka

Stanęłam naga, bardzo narażona przed sobą

Spoglądałam ciekawie, uśmiechałam się cynicznie

wobec siebie, wobec mojego własnego podglądactwa

W moich włosach zaszczepiłam dyskretne sadzonki

byłam bardzo tkliwą ogrodniczką dla moich pasożytów

jak dziwne zwierzę w głębi ciemnych kolorów

z drobnymi żyjątkami narośniętymi na nim

naturalnie, bez dekoratorstwa, bez designu

Tylko niech one zdobią moją niezręczną nagość

Jest wśród nich parę niezwykłych okazów, spójrz

moje słodkie narośla, moje guzy schowane

Ze względu na tę uroczystą, podniosłą okazję

założę tylko dziecięcy śliniaczek, bo będę się ślinić

od dużej ilości słów, nadmiar może mnie pobrudzić

Brudasek będzie opowiadał

Prosto do kąpieli, marsz

Prosto do chloru, marsz

Moja ucieczka przed detergentem zaczyna się

Mogłabym zapuścić sobie długą, gęstą brodę

czesałabym ją, zmieniając codziennie stylistykę

to w prawo, to w lewo

Merdałabym nią jak długim ogonem uznania

starcze doświadczenie zaklęte w końskim włosiu

To naprawdę robi cyrkowe wrażenie

ilu jest chętnych na takie rozwiązanie

Stoją cierpliwie w długiej kolejce, doczekując się

Przenoszą ciężar ciała z jednej nogi na drugą

delektując się rozdawanymi za darmo drinkami

Moja broda pasowałaby stylistycznie do powagi sytuacji

Mój złagodzony wzrok osiadałby na pobliskiej ławce

ze zmęczenia, już nie mogłabym iść dalej, jeszcze

dalej, i jeszcze przejść przez płot, i jeszcze przez ten

dziurawiąc swoje nylonowe rajstopy z przeceny

Więc udaję się na dziką wyprawę do źródeł Amazonki

jako tako dogadam się pewnie z każdym ludem

pogryzą mnie jakieś łacińskie muszki przeszkadzajki

Moją samotną przeprawę zrelacjonuje chrząszcz

Dostanę po buzi od jakiegoś nazistowskiego przybłędy

Wsłuchując się w zwiastujące dźwięki odmętów

maczetą będę ciąć ostro zarośniętą od dawna ścieżkę

Szeleszcząc złowieszczo i delikatnie

ze śliniakiem i ze spinkami we włosach przez las

będę szeptać o Niebie, Piekle, staroświeckim Czyśćcu

Wysoko drażniący środek do czyszczenia toalet

stoi z boku obok niszczącego wszystko proszku

wraz z brudem zginie wszystko

Obsikane dookoła, tylko nie tam

Rozluźnij nozdrza teraz