Królewna Czarnych Wysp

Królewna Czarnych Wysp, podwójną bielą rąk

Rozwidniająca zmierzch w miłosnych żądz pośpiechu,

Rozdawczyni snów i mąk,

Pełna zdrady, pełna grzechu,

Całująca własne dłonie,

Zanim czar utracą w zgonie,

Dziś o północy w ogrodzie,

W kwiatach, w rosach, w cieniu, w chłodzie

Umarła.

W przedzgonnej105, nagłej męczarni

Wiła się po bujnej darni106,

W snach się wiła wciąż a wciąż,

Szalejąc ku nocy jasnej,

Aż zwinęła się, jak wąż,

Dookoła śmierci własnej.

Dzwonią w kościele.

Zbiegli się kochankowie na gwar dzwonów złoty,

Złoty gwar wśród drzewnych cieni,

Wszyscy smutni i zdradzeni,

Zbłąkani wpośród tęsknoty.

«Smutki nasze — srebrne taśmy

Wokół bioder królewny!

Pragnienie w śmierci ugaśmy,

Poranek nasz — niepewny!»

Tak to marzeń obyczajem

Pozdrowiwszy się nawzajem,

Na ramiona krzepkie, dumne

Niewesołą wzięli trumnę

I ponieśli na wprost słońca

W pszczół wyroje, w żal bez końca,

W sen o Bogu i o Maju.

W nagłą pustkę na rozstaju,

W spodziewaną poprzód107 grozę,

W cień cmentarza, popod108 brzozę,

A niosąc, wciąż kołysali,

A kołysząc, zamawiali,

Żeby miała śmierć słodką.

Kopiąc wspólnie dół wśród ostu

Najpierw w glinie, potem w głazie,

Wspominali raz po razie,

Że była topoli wzrostu.

«Kopmy dół dla smutnej wieści,

Aż się topola pomieści,

I ułóżmy do snu ciało

Tak, jakby samochcąc109 spało».

Ułożyli, poprawili

Raz i jeszcze, a po chwili

Przyglądali się z pobrzeży,

Czy dość samochcący leży?

Naówczas110 gąsiory111 złote

Ujęli poprzez tęsknotę

I wlewali miód do dołu

I kolejno, i pospołu112,

Wlewali go cienką strugą,

Ale suto, ale długo,

Żeby miała śmierć słodką.

Potem, lutnie113 nastroiwszy

Do żalnego w śmierć okrzyku,

By okazać ból żarliwszy,

Stanęli w chóralnym szyku

Według głosów, według losów

Przeznaczonych od niebiosów,

I chóralnie zaśpiewali

Pieśni o wszelkiej oddali,

O kalinie114, która latem

Zbłąkała się poza światem,

O pośmiertnym w różach znoju

I o wiecznym niepokoju,

I śpiewali pieśni smutne,

I miłosne, i okrutne,

Księżycowe i słoneczne,

I wesołe, i taneczne,

Żeby miała śmierć słodką.

A gdy jej dusza, niby kropla z wiosła,

Strącona z ziemi — w ciemność się uniosła,

Aniołowie, w locie biegli,

Na spotkanie jej wybiegli,

Bardzo senni, bardzo biali,

Szalejąc w wieczności progach,

Zagrobnie ją całowali

I po rękach, i po nogach,

Żeby miała śmierć słodką.

Miałam ci ja śmierć słodką,

Śmierć w kwiatach oniemiałą,

Jakbym była lilią białą,

Albo stokrotką.

Złożyli mię115 kochankowie

W grobie na wznak, jak w alkowie116,

Nie szczędzili mi w mych mękach

Ni ostatniej na sen rady,

Ni pieśni, ni miodnych trunków,

A na nogach i na rękach

Dotąd jeszcze czuję ślady

Anielskich pocałunków!

Pokój mym cieniom.