Śmiercie

Chodzą Śmiercie126 po słonecznej stronie,

Trzymający się wzajem za dłonie.

Którą z naszej wybierzesz gromady,

By w cmentarne uprowadzić sady?

Nie chciał pierwszej, że nazbyt miniasta127,

Grób, gdy hardy, pokrzywą porasta.

Nie chciał drugiej, że nadmiernie złota,

Nie zna ciszy, kto się tak migota128.

Wybrał trzecią, co choć bogulicha129,

Lecz tak cicha, że wszystko nacicha130.

Coś za jedna, że podobasz mi się

W swym bożystym na ziemi zarysie?

Żal mi, przeżal131 ptaka, co odlata132,

Dla cię133 umrę z nieżalu do świata.

Blada jesteś, jak to słońce w zimie —

Kędy134 dom twój i jak ci na imię?

Dom mój stoi na ziemi uboczu,

A na imię nic nie mam, prócz oczu.

Nic w tych oczach nie mam, prócz wieczoru,

Pewna byłam twojego wyboru.

Jeden zowąd śmierć sobie wybiera,

Ale drugi tą śmiercią umiera.

Choć wybrałeś, nie wiedząc dla kogo,

Zawszeć będę135 pamiętną i drogą.

Jestem śmiercią twej matki, co w chacie

Uśmiechnięta czeka teraz na cię.