Krzywda

Zamknij okno... W ogrodzie — zbyt śpiewno.

Oczy do snu lub do śmierci zmruż.

Krzywda nasza kończy się na pewno!...

Życie — mija... Wolno spocząć już...

Dzień się nowy na obłoków bieli

Nie zatrwoży, że ciał naszych brak...

Lecz to wszystko, cośmy przecierpieli,

Niechaj we mgle ma choć drobny znak!

Bo czym zgrozę odkupić zagłady,

Łez wysiłek i ten pusty czas,

Gdy śmierć zniszczy nawet ran tych ślady,

Ran, co niegdyś tak bolały nas?

II

[Com uczynił...]

Com uczynił, żeś nagle pobladła?

Com zaszeptał, żeś wszystko odgadła?

Jakże milcząc, poglądasz5 na drogę!

Kochać ciebie nie mogę, nie mogę!

Wieczór słońca zdmuchuje roznietę6.

Nie te usta i oczy już nie te...

Drzewa szumią i szumią nad nami

Gałęziami, gałęziami, gałęziami!

Ten ci jestem, co idzie doliną

Z inną — Bogu wiadomą dziewczyną,

A ty idziesz w ślad za mną bez wiary

W łez potęgę i w oczu swych czary —

Idziesz chwiejna, jak cień, co się tuła —

Wynędzniała, na ból swój nieczuła —

Pylną drogę zamiatasz przed nami

Warkoczami, warkoczami, warkoczami!

II