Warkocz

Znowu nędza do ucha nam śpiewa,

I tej śpiewki słuchamy bezradnie.

W piecu reszta dopala się drzewa —

A co jutro uczynić wypadnie?

Mówię do cię492 z koślawym uśmiechem:

«Mam ja trąby, fujary, organy,

Śpiewak ze mnie, co kupczy493 swym echem —

Gdzież mam echu ustawić stragany?»

Z bezmyślnego wyrazem skupienia

Dzieci nasze w nas patrzą ciekawie.

Ty mi ruchem wskazujesz ramienia

Bose nogi, zwieszone na ławie.

Ból się skrzętny w twych wargach trzepocze,

Aż myśl zbawcza w tym bólu urasta:

«Wiem, co zrobię! Obetnę warkocze

I na sprzedaż poniosę do miasta!

Głód je co dzień przepala zarzewiem,

Co dzień wiotsze i wartość już tracą.

Tak mi smutno i straszno, bo nie wiem,

Ile ludzie za warkocz zapłacą?»