IV

I znów mówię: Gdy zazdrość w pustce mnie zaskoczy,

Śnię o innej... Nikt nie wie, czym jest jej pieszczota.

Ma wszystkich zmarłych dziewcząt niezbadane oczy.

Suknia jej — prosto z bajki, — cała brzmi od złota!

Jedziem w modrej karocy. Usta ku mnie chyli.

Tłum wyśnionych cudaków w zachwyceniu czeka

Na pierwszy pocałunek... Ona jeszcze zwleka,

A ja ciebie wśród tłumu postrzegam w tej chwili.

Stoisz — chora i w łachman odziana żebraczy.

Widzisz mnie. Ja umyślnie wzrok utkwiłem w niebie.

I starzejesz się z bólu i brzydniesz z rozpaczy,

I nikt już, nikt nie zdoła dziś pokochać ciebie!

Więc biegnę z nagłym krzykiem, chwytam cię w ramiona,

I płacz piersi schorzałej pieszczotami tłumię!

Umierasz, a ja szepcę: «Wiedziałem, że skona!» —

Wszak rozumiesz? Nieprawdaż?

Dziewczyna rozumie.