Przyśpiew

Wkosmacona w kwiat płytki,

Łeb ująwszy w dwie chwytki,

Pszczoła, nim ją porwie lot,

W słońcu myje się, jak kot —

I do naga z odwianych64 skrzydeł się rozbiera.

Lada powiew — lada

Płoszy wróbli stada,

I psi rumian65 kreśli cień

Ten sam niemal, co dzień w dzień,

I żuk brzuchem w niebiosy złudnie zaumiera66.

Staw obłokiem żegluje,

Młyn mu kołem ojcuje,

Spoza lasu szumi las,

Spoza czasu szemrze czas,

Droga roztopolona67 śni się nie do końca...

Utrudą68 żałobny

Koń, dozgonnie ksobny69,

Zaniepatrzył się na wóz,

Przymknął oczy w cieniu brzóz

I krótkim kaszlem dudni, jak kobza70, do słońca.

Niech się dłuży cień ławy,

Niech wypoczną w nim trawy!

Z łbem na łapie chudy pies

Śpi po łapy owej kres,

Jakby na niej się świata kończyło bezdroże.

Ziele w jarze71, ziele!

Skąd twoje wesele72?

Niech się wzmaga wiew73 i żar,

Niech się wzmaga bór i jar,

I to wszystko, co jeszcze, prócz nich, stać się może!