6

Hermes, przewodnik dusz, jako bóg śmierci pojawia się po raz pierwszy w Odysei. Jego berło uśmierza powieki śmiertelnych.

„Oto nim skinął: słuchają dusze i lecą z poszumem...

Na drogę truchła je owo prowadzi Hermes zbawiciel,

I przelatują nad strugą oceanową, mijają

Skały Leukady, gdzie wrota słoneczne są — mijają

Krainę snów i na łąki zlatują asfodelowe”.

Śmierć krąży nad Odyseją jak Hermes nad strugą oceanową, nad wrotami słonecznymi, nad krainą snów. Ogigia jest państwem śmierci podobnie jak wyspa zapomnienia Lotofagów. Mieszka tu nimfa Kalipso, „straszliwa bogini”. W nocy nad wyspą pięknej nimfy szybuje chwiejnym lotem sowa, unosząc w szponach tłuste myszy, zamyślone wrony spacerują po piasku wybrzeża, krogulec, „rodzony brat śmierci”, gnieździ się w gałęziach cmentarnych cyprysów. Śmierć śpiewa na łąkach syrenich, śmierć — sześciogłowa suka drzemie w jaskini Skilli, śmierć — boska Charibdis „ponurą poi się wodą”. Łódź Feaków sunie cicho po mglistym morzu, upiorna i nierzeczywista jak łódź Charona

„Cicho, cichutko... usiedli milczkiem na ławach

Ujęli wiosła i cumy z kamiennych kołków na brzegu

Poodczepiali. — A ledwie wiosły się pozad odmachną,

Zaledwie ruszą, już ciężki sen na powieki runie:

Sen nieprzespany i słodki — najbardziej śmierci podobien”.

Odyseja rozwinęła się z mitu eschatologicznego i dlatego podróż do piekieł jest kulminacyjnym punktem wędrówek Odyseusza. Tu, w proroctwie Tejrezjasza zacieśnia się węzeł tragiczny: Odys, który pogardził nieśmiertelnością, aby „chociażby dym, co się z dala unasza nad ojczystą ziemią, raz jeden, choćby konając — ujrzeć” — Odys, skazany jest na tułaczkę i wiosło sążniste ująwszy w ręce — uciekać musi daleko, daleko, wędrując stopą strudzoną, aż przyjdzie do ludzi takowych, których wzrok nigdy na ziemi morskich nie widział fal...

Uwikłana w alternatywach mowa Tejrezjasza pomknęła bramą z kości słoniowej — „kosmata i koźlokształtna”, bo nawet w piekle, jak nas zapewnia Lukian z Samosaty, świątynia Kłamstwa mieści się obok świątyni Prawdy.

Lajos spłodził syna, który go zabił, Krezus przekroczył Halys i zgubił potężne królestwo, druhowie Odysa nie oszczędzili trzód Apollona i nie wrócili do Itaki. Czy Odys spotkał wędrowca, czy odprawił przepisaną pokutę, czy wrócił? Homer nie odpowiada na te pytania. Piorun Zeusa zamyka Odyseję jak groźny wykrzyknik. Przeczuwamy tylko właściwą tragedię i zbliżającą się nieuchronnie katastrofę. Homer, podobnie jak Timantes, „znał granice, jakie Gracje nakładają na jego sztukę, wiedział, że rozpacz objawia się wykrzywieniami szpetnymi zawsze” i dlatego przesłonił widowisko nazbyt smutne: siwy, zmęczony Odyseusz kusztyka wsparty na kiju po piaszczystych wertepach dalekich od Itaki krain. Ten król dążący uparcie z wiosłem na ramieniu w głąb lądu, musiał chyba przypominać strach na wróble — śmieszny, jak koźlonogi symbol tragiczności.