W wolnej Ojczyźnie
Życzenie wiernego przyjaciela spełniło się rychło.
Oto jadę, zamknięty w podręcznej torbie Stasia, razem z dokumentami, notatnikiem i najkonieczniejszymi drobiazgami.
Wracamy do niepodległej Polski.
Stałbym u szczytu szczęścia, gdyby nie jedyna zgryzota:
Razem prawie z tak upragnionym listem od Hali i pani Niedźwiedzkiej, że są u siebie w domu, nadeszła wieść o zajęciu Lwowa przez Ukraińców i o bohaterskiej obronie miasta.
Szczęściem Staś, będący obecnie na służbie u świeżo przybyłego do Francji generała Hallera, został przydzielony do misji sprzymierzeńczej, wyjeżdżającej do Polski wraz z jej wielkim wobec świata obrońcą.
Wyjątkowe okoliczności umożliwiły również panu Niedźwiedzkiemu przyłączenie się do jadących, tak że wszyscy razem wyruszyliśmy do kraju.
Nigdy nie odżałuję, że jedyną podróż moją okrętem odbyłem w skórzanej torbie, która tylko z grzeczności udzielała mi skąpych objaśnień.
Jechałem okrętem — i nie widziałem morza! Jechałem do wolnej Polski i nie widziałem Gdańska!
Czułem się głęboko pokrzywdzony.
Dopiero w Poznaniu, na oknie Bazaru, wyjęty z mego podróżnego więzienia, popatrzyłem swobodnie na świat.
Popatrzyłem i poczułem od razu, że chwila, na którą patrzę, jest momentem historii.
Stary zegar, bijący właśnie, wygląda, jakby miał ochotę zatrzymać na niej wskazówki. Szyby mglą się jak załzawione wzruszeniem oczy. W murach bije głębokie, dla przedmiotów jeno87 wyczuwalne, tętno.
Na ulicach kłębi się tłum. Czy to uroczystość triumfalna — czy — walki?
Ach, rozumiem!
Stary Poznań nie zrzucił dotąd jarzma88. Nie zdołałem być w kraju podczas tak upragnionych przewrotów. Nie widziałem wypędzenia Niemców z Warszawy, ogłoszenia niepodległości naszej w Krakowie, oddania władzy wracającemu z magdeburskiego więzienia Komendantowi — zobaczę przynajmniej obudzenie Poznania.
Idą ku nam szeregi dzieci. Coś we mnie drży wzruszoną pamięcią. Dzielne, poznańskie dzieci! Idą świadczyć, jak zawsze, że chcą być Polakami.
Na balkonie tuż obok mego okna stoi wysoka postać męska. Poznaję szlachetną, jasnowłosą głowę, widzianą już niegdyś podczas uroczystego przeglądu wojsk we Francji.
W oczach ma żar natchnionego wzruszenia. Słucha tu dziś tworzonej, żywej, najpiękniejszej pieśni.
W mieście walki.
Każdy kamień, każdy węgieł domu, każda odwiecznie polska piędź ziemi pod stopą — pomaga.
Niedługo dręczy mnie wyrzut sumienia, że tylko z okna patrzę na drogą mi Sprawę.
Już padły nienawistne orły pruskie, czarne stróże niewoli.
Z ratusza wieje biało-amarantowa chorągiew.
Srebrny ptak wolności roztoczył skrzydła.
Zrasta się ziemia polska.
Jedziemy dalej.
Pochmurny ranek zimowy, ale we mnie słońce.
Podrywa mnie niecierpliwość z mego samolotu, co stoi na polu Mokotowskim, oczekując chwili.
Staś obchodzi aparat, bada, ogląda — O! może być zupełnie spokojny! Wszystko tętni w nas pragnieniem lotu i gorączką wiernej serdecznej służby.
Za chwilę mamy lecieć do odciętego Lwowa z dobrą wieścią o idących posiłkach.
Przy hangarach na polu Mokotowskim ruch. Sprawdzają jakiś świeżo nadesłany transport aparatów lotniczych.
Nagły hałas zatrzymanego blisko samochodu.
Zbliża się ku nam grupa wojskowych. Na barwnym tle mundurów jedyna siwa plama.
Pociemniało mi w oczach ze wzruszenia — A więc spełni się najtajniejsze marzenie. Zobaczę Komendanta!
Podchodzą do naszego aparatu. Niezapomniany głos pyta Stasia. On odpowiada radosnym raportem.
Tymczasem barwny adiutant89 pochyla się nade mną.
Poznaję go. On to niegdyś przed chatą Komendanta ochrzcił mnie pierwszy mascotte’ą.
Ale i on mnie poznał. Daj mu Boże zdrowie!
— Toż to nasz brygadowy Miś! — woła ze zdumieniem. — Skądże ten znowu tu? Od kiedyż awansował na lotnika?
Zapytany Staś w paru słowach streszcza moje dzieje.
— Ależ to bohater z wszystkich frontów! Serwus — bracie! — i adiutant potrząsa żartobliwie moją, omdlałą ze wzruszenia łapą.
Siwe oczy Komendanta popatrzyły na mnie badawczo.
I nagle... czyli to złudzenie moje? — oto stal ich mięknie. — na dnie przesuwa się łagodna mgła...
Widzę, widzę drogi wspomnienia:
Rozwalona chata pod grzmotem dział. Wierne, oddane na śmierć serca. Radosna w trudach bojowych pieśń:
„Siwe mundury,
A w butach dziury ...”
Hej, mocny Boże!
Dzierżąca ręka niespodziewanie miękkim ruchem dotyka mnie przelotnie. Milczę od niewypowiedzianego wzruszenia.
Pamiętał...
Już odchodzą ku rojącym się ludźmi hangarom.
Ja i Staś, z jednakowym w obu uczuciem, patrzymy za nimi długo.
Czas na nas.
Motor zaczyna drgać, jak żywe serce, w terkocie śmig. Kółka obracają się chwilę po ziemi. Aparat sunie coraz prędzej, wreszcie wzbija się dumnie w powietrze.
Tamci obrócili się teraz ku nam raz jeszcze i patrzą.
Przed nami nieobjęty, chmurny przestwór zimowy i myśl oczekających we Lwowie kochanych.
Lecieliśmy wysoko, niedostrzegalni w chmurach, gorzej niż zimnym wiatrem targani niepokojem:
— Byle przetrwali!
Aparat wytężał siły i dyszał od napięcia energii, jak śmiertelnie spracowany człowiek. Pędziliśmy bez tchu. Przelecieliśmy szczęśliwie nad frontem. W dole kanonada, łuny... Minęliśmy.
Teraz pod nami miasto. Zniżamy lot. Badamy teren. Lądujemy.
Dostrzeżono nas od dawna. Na polu awiacyjnym otoczono nas od razu. Sczerniałe, przemęczone twarze, rozradowane w tej chwili naszym widokiem.
— Trzymają się resztą sił. Byle prędko posiłki!
Rozglądam się z rozczuleniem dokoła. Toż to Plac Wystawy! Stąd wyruszyłem niegdyś w życie.
Staś ma iść do komendy. Przedtem jednak odczepia z aparatu mnie i, zawiniętego w płaszcz, powierza żołnierzowi.
Drżę z niecierpliwości.
W komendzie zameldowany wchodzi natychmiast. Ja zostaję w poczekalni z żołnierzem.
Staram się, jak mogę, podmówić płaszcz, by rozluźnił się nieco dokoła mojej osoby. Korzystając z pierwszego ruchu, rozwija się jak na zawołanie.
W tejże chwili słyszę jakieś otwarcie drzwi i głos, dziwnie mi znany, mówiący:
— A cóż będzie z naszym odcinkiem? Bo jeżeli jutro...
Nie wytrzymałem. Wyślizguję się żołnierzowi z płaszcza na ziemię, piszcząc głośno w upadku.
Znajduję się wprost pod nogami mówiącego. Nie myliłem się: — mój ułan.
Krzyknął ze zdumienia:
— A ten skąd!
I już mnie podnosi, ogląda. Zwraca się do wytrzeszczającego oczy żołnierza:
— Skąd ten niedźwiedź?
— Melduję posłusznie, ta, ja to lotnikowi z Warszawy tobołek niósł. A tu...
— Lotnikowi z Warszawy! Gdzież on? — przerywa, nie słuchając dalej, mój ułan.
— Melduję posłusznie, ta, w komendzie.
— Dobrze.
Bierze mnie od żołnierza i obraca z rozczuleniem na wszystkie boki.
Żołnierz tymczasem mruczy sam do siebie:
— Ta, co mu za ochota, takiego wozić — Niosę ja tobołek — piszczy cosi. Ki licho, myślę — ale nic. A tu wyskakuje ci taki, publikę człowiekowi w komendzie robić.
Za chwilę wraca Staś.
Mimo woli uczestniczę w ich uścisku. Uśmiechają się.
— A rodzice? a Hala? — pyta gorączkowo Staś.
— Zdrowi! zdrowi! Hala z ciocią pewnie o tej porze w szpitalu przy rannych. Chcesz? Pójdziemy do nich.
— Czekaj, tylko jeszcze trzeba tego wojownika zawinąć — mówi ułan.
— Chodźmy!
— A ty go znasz?
— A któż go miał w Rosji, jak nie ja? Pod kim on tam ze mną nie służył!
— W imię Ojca i Syna! — zdumiewa się Staś.
Zawiązany lekko w płaszcz i niesiony dalej przez żołnierza, piastującego mnie z pełną szacunku niechęcią, wystawiam trochę głowę przez otwór zwinięcia.
Jakże miasto zniszczone! Strzały huczą. Domy szczerzą boleśnie oczodoły wybitych okien.
Słucham rozmowy:
— To tu zaczęła się obrona! — pokazuje ułan Stasiowi mijany gmach szkolny. — Tu padły pierwsze strzały i polała się pierwsza krew — dzieci — Tak. Dzieci i kobiety uratowały miasto.
Staś patrzy chwilę i, podnosząc poważnie rękę do czoła, oddaje cześć.
Jestem w zacisznym, dobrze znanym, najmilszym pokoju. Czy cokolwiek innego istniało kiedy na świecie? Przeszłość wydaje mi się dziwnym, szalonym snem.
I wędrówki bez końca i walki dawne tam, daleko. Nawet powrót do kraju i pierwszy lot do oblężonego Lwowa — czyliż to nie był sen?
A potem tych parę ostatnich miesięcy: Droga do Wilna. Zwycięski lot nad wyzwolonym miastem. Powrót.
Jak w czarnoksięskiej latarni przesuwają się w pamięci obrazy:
Stary Poznań. Tętniące ulice Warszawy. Rynek Krakowski. Ostra Brama w Wilnie. Lwów.
Niebezpieczeństwa minęły.
Pod rozradowaną lampą zasiedli oto wszyscy moi kochani.
Nie brak nikogo. Co za cud!
Państwo Niedźwiedzcy, o posiwiałych nieco od przejść wojennych głowach, patrzą radośnie na Stasia i Halę, rozkwitających jak sama młodość. Zosia, przytulona sierotka, dzisiaj pieszczocha wszystkich, nie spuszcza oczu ze swego starego przyjaciela, ułana.
Nawet stara kucharka drepce radośnie koło stołu, nie mogąc się nacieszyć „swoim państwem, pozbieranym po świecie”.
Na honorowym miejscu pośrodku — ja.
Mówią o mnie.
— Czy też ty myślałaś kiedy Halu — pyta Staś — że twoja zabawka wyrośnie na taką personę?
— A ty, czyś myślał, jakeś nad nim chrzestną mowę recytował, że go będziesz samolotem wozić? Co? — odpowiada Hala.
— Ale, że to niesłychane, gdzie ten niedźwiedź nie był, to fakt — dodaje ułan.
— Żeby tak w książce opisał, toby nie uwierzyli — robi słuszną uwagę stara kucharka, znająca już moje dzieje od początku do końca, jak pacierz.
— Bo Miś jest zaczarowany — oświadcza niespodziewanie Zosia.
— Zaczarowany to on nie jest, moje dziecko — uśmiecha się do Zosi pan Niedźwiedzki — ale że w tym jest doprawdy coś nadzwyczajnego — dodaje już poważniej — to nie ma dwóch zdań.
— Opieka Boska — mówi pani Niedźwiedzka.
— Pewno, Mamusiu! Ale przecież Miś był naprawdę mascotte’ą — upomina się o mój honor Hala.
Kochani! Oni wierzą, że ja im przyniosłem szczęście!
Czuję się wzruszonym i zawstydzonym zarazem.
Czymże bo ja byłem? Czymże jest mascotte’a?
Odbiciem ich. Ich własnych życzeń, ich wiary, ich woli.
Przypomniałem pamiętne słowa lustra. Spełniły się co do joty.
Byłem dzieckiem szczęścia. Doszedłem do wróżonego celu. Służyłem wiernie ludziom.
— A cóż będzie dalej z Misiem? — zapytał nagle pan Niedźwiedzki — No! przecież Stasia nigdy chyba nie puścimy bez Misia na samolocie!
— Oczywiście — zgadzają się wszyscy.
— Słusznie — myślę i ja. — Jeszcze się znajdzie robota. I rozczulonym spojrzeniem ogarniam wszystkie te kochane twarze ludzkie i drogie mi kąty i, uśmiechające się do mnie zewsząd, stare, wierne towarzysze90 ze świata rzeczy.
Hej! czyliż szeroki świat nie stoi otworem dla pluszowego niedźwiedzia!
W pogodnem słońcu sierpniowego ranka, nad przystrojoną w biel i amarant stolicą krąży samolot Stasia.
Szybuje spokojnie, zniżając się powoli. Pod nami Saski plac.
Sobór91 na środku, jak potwór starej krzywdy, obcy, olbrzymi, skamieniały ze zdumienia — patrzy.
Fronton92 utonął mu w sztandarach i zieleni. Na stopniach ołtarz.
Dokoła czworoboki wojsk. Wyciągnięte jak struny, barwne jak grzędy kwietne, świecą nieskończone szeregi żołnierzy.
Chodniki, okna, balkony zalał ciekawy tłum.
Cisza.
Nagle z dwóch stron wybuchają orkiestry ukochanym hymnem:
„Jeszcze Polska....”
Przeleciały chorągiewki szwoleżerów eskorty.
Naczelnik.
Idzie przed szeregami. Gdziekolwiek przejdzie — tam zapala się krótka błyskawica oficerskiej szabli i przepływa miarowa fala prezentowanej broni.
Za nim dostojnicy cudzoziemscy i nasi. Sztab.
Msza polowa, dziękczynna.
I ja się modlę — radością.
Trzy tryumfalne salwy wstrząsają powietrzem.
Koło naszego samolotu krąży już grono innych. W słońcu nad ten tęczowy plac rzucamy garściami białe, ulotne kartki.
Lecą, trzepocą się w słońcu, krzyczą:
— Rocznica!
— Święto żołnierskie wolnej Polski!
— Cześć!
Na czele nieskończonych szeregów idą ci, co przed pięciu gorzkimi laty w taki sam poranek sierpniowy wyszli setką szaleńców przeciwko milionom.
A dziś?
Płyną za nimi wszystkie rodzaje broni. Piechota, konnica, artyleria. Nieskończony, niepowstrzymany potok.
Defilują przed Naczelnikiem.
Jedyna, nieruchoma, siwa plama odcina się wyraźnie na tle kwietnych, płynących barw.
Stalowy lemiesz93, co uprawił te grzędy. Grudka ziemi, z której wszystko wyrosło.
Wojsko polskie!
Nie potworny wąż zaborców i niewolników, ale zastęp wiernych obrońców naszej i cudzej wolności.
Poznaję tylu z nich, choć, niestety, brakuje tylu! Przyjaciele moi ze wszystkich formacji. Gdyby nie to, że przytroczony jestem mocno do mego samolotu, zeskoczyłbym chyba tam do nich!
O, czemuż nie mogę maszerować razem?
W pamięci gra ukochana piosenka:
„Strzelcy maszerują,
Ułani werbują94 —
Zaciągnę się!”
Ha! czyliż nie zaciągnąłem się już dawno?
Lecąc tak oto teraz w górze nad tym rozsłonecznionym placem, zdaję w moim niedźwiedzim sumieniu raport z własnego drobnego żywota:
Służyłem wedle sił. Szedłem przeciwko wszystkim wrogom. Spieszyłem wszędzie, gdziekolwiek walczono o Polskę. Nie zdradziłem nigdy zasad, w których mnie wychowano. Byłem wierny Sprawie.
Ale po co rachunki, jak po skończonej robocie?
Nie myślę przecie wcale o dymisji.
Kto to wie, czego mogę dokonać jeszcze, zanim, syt95 przygód i sławy, spocznę wreszcie na laurach w polskim muzeum wojennym!
Przypisy:
1. pakuły — krótkie, splątane włókna lnu, formujące kłęby, których używa się np. do wypychania tapicerki. [przypis edytorski]
2. źdźbło — tu: okruch, odrobina. [przypis edytorski]
3. tużurek (z fr.) — męska marynarka z zaokrąglonymi połami i jednorzędowym zapięciem, popularna na przełomie XIX i XX w. [przypis edytorski]
4. sygnet — pierścień z herbem. [przypis edytorski]
5. kilim — rodzaj dywanu z dwustronnym wzorem. [przypis edytorski]
6. płowy — tu: blond. [przypis edytorski]
7. skaut — członek organizacji stanowiącej odpowiednik harcerstwa. [przypis edytorski]
8. Zawisza (ok. 1370–1428) — polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego, uczestnik bitwy pod Grunwaldem, uznawany za wzór rycerskiego honoru. [przypis edytorski]
9. organizacje strzeleckie — powstałe przez I wojną światową organizacje paramilitarne takie jak Związek Strzelecki, funkcjonujący w latach 1910–1914. Ich uczestnicy zasilili potem Legiony. [przypis edytorski]
10. neseser — mała walizka. [przypis edytorski]
11. muślin — rodzaj lekkiej, półprzezroczystej tkaniny. [przypis edytorski]
12. członki (daw.) — kończyny. [przypis edytorski]
13. Samosierra — przełęcz w Hiszpanii, 30 listopada 1808 zdobyta przez polskich ułanów na służbie Napoleona. [przypis edytorski]
14. Grochów — bitwa o Olszynkę Grochowską, stoczona w trakcie Powstania Listopadowego, 25 lutego 1831 roku, w której wojska polskie udaremniły rosyjski atak na Warszawę. [przypis edytorski]
15. w sześćdziesiątym trzecim — tj. w czasie Powstania Styczniowego. [przypis edytorski]
16. ryngraf — medalion z godłem państwowym bądź wizerunkiem Maryi, zwykle w kształcie tarczy lub półksiężyca. [przypis edytorski]
17. serwantka — niewielka, oszklona szafa do przechowywania dekoracyjnych bibelotów. [przypis edytorski]
18. Zamordowanie arcyksięcia austriackiego Ferdynanda w Sarajewie — zamach dokonany 28 czerwca 1914 przez Gawriło Principa, doprowadził do wybuchu I wojny światowej. [przypis edytorski]
19. grynszpan — zieleń, kolor utlenionej miedzi. [przypis edytorski]
20. Mannlicher — karabin (od nazwiska austriackiego inżyniera Ferdinanda Mannlichera, konstruktora broni palnej). [przypis edytorski]
21. butny — nadmiernie pewien siebie. [przypis edytorski]
22. tabor — środki transportu pozostające do dyspozycji wojska. [przypis edytorski]
23. serwantka — niewielka, oszklona szafa do przechowywania dekoracyjnych bibelotów. [przypis edytorski]
24. story — zasłony. [przypis edytorski]
25. szynel — rodzaj wełnianego płaszcza, charakterystycznego dla rosyjskich żołnierzy a. urzędników. [przypis edytorski]
26. taraban — wojskowy bęben w kształcie wydłużonego walca. [przypis edytorski]
27. wrogi — dziś popr. forma M.lm.: wrogowie. [przypis edytorski]
28. sołdatiszki (ros.) — żołnierzyki. [przypis edytorski]
29. rebiatiszki (ros.) — zdrobniale: dzieci. [przypis edytorski]
30. pałatka (ros.) — namiot. [przypis edytorski]
31. k’czortu (ros.) — do diabła. [przypis edytorski]
32. sławno — sens: świetnie. [przypis edytorski]
33. denszczik (ros.) — adiutant a. ordynans. [przypis edytorski]
34. sołdat (z ros.) — żołnierz. [przypis edytorski]
35. dygować (pot.) — nieść coś z wysiłkiem. [przypis edytorski]
36. czaj (ros.) — herbata. [przypis edytorski]
37. mars — groźna, wojownicza mina. [przypis edytorski]
38. sobaka (ros.) — suka. [przypis edytorski]
39. prosto — po prostu. [przypis edytorski]
40. marszruta — tu: rozkaz wymarszu. [przypis edytorski]
41. podwoda — pojazd cywilny zarekwirowany przez wojsko. [przypis edytorski]
42. sdajus’! (ros.) — poddaje się. [przypis edytorski]
43. maciejówka — czapka męska z okrągłym daszkiem. [przypis edytorski]
44. kiep (daw.) — głupek. [przypis edytorski]
45. śpas a. szpas — zabawna sytuacja. [przypis edytorski]
46. przyzba — wał ziemny usypany wokół podmurówki chaty. [przypis edytorski]
47. Komendant — Józef Piłsudski (1867–1935), dowódca wojskowy, działacz niepodległościowy i socjalistyczny, w czasie I wojny światowej organizator Legionów, naczelnik państwa po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918, wycofał się z polityki w roku 1922, by w 1926 przejąć władzę w wyniku tzw. przewrotu majowego. [przypis edytorski]
48. klinga — tnąca część broni białej. [przypis edytorski]
49. wcale (daw.) — całkiem. [przypis edytorski]
50. Lasek Buloński — park w Paryżu. [przypis edytorski]
51. mascotte (fr.) — maskotka. [przypis edytorski]
52. fasować — wydawać z magazynu. [przypis edytorski]
53. znój — trud, wysiłek. [przypis edytorski]
54. pean — tu: pieśń pochwalna. [przypis edytorski]
55. piędź — dawna miara długości, odległość między końcami kciuka a środkowego palca. [przypis edytorski]
56. indagacja — wypytywanie. [przypis edytorski]
57. jasnopłowy — jasnoblond. [przypis edytorski]
58. Stanisławów — obecnie Iwanofrankiwsk, miasto na terenie Ukrainy. [przypis edytorski]
59. derka — gruby koc, zwykle stosowany jako okrycie dla konia. [przypis edytorski]
60. kanonada — ostrzał. [przypis edytorski]
61. prijut (ros.) — przytułek. [przypis edytorski]
62. monaszka (ros.) — mniszka, zakonnica. [przypis edytorski]
63. rad (daw.) — zadowolony. [przypis edytorski]
64. rad (daw.) — zadowolony. [przypis edytorski]
65. fronton — frontowa ściana budynku. [przypis edytorski]
66. jąć (daw.) — zacząć. [przypis edytorski]
67. Haller, Józef (1873–1960) — generał wojska polskiego, legionista, pod koniec I wojny światowej dowódca tzw. błękitnej armii, zorganizowanej we Francji. [przypis edytorski]
68. alianci — sojusznicy. [przypis edytorski]
69. Deutschland, Deutschland über alles!/ Über alles in der Welt! (niem.) — Niemcy, Niemcy ponad wszystko, ponad wszystko na świecie (początek niemieckiego hymnu narodowego). [przypis edytorski]
70. aeroplan — samolot. [przypis edytorski]
71. In der Heimat! in der Heimat! (niem.) — w ojczyźnie! w ojczyźnie! [przypis edytorski]
72. Was ist das? (niem.) — co to jest? [przypis edytorski]
73. kolossal (niem.) — sens: robi wrażenie. [przypis edytorski]
74. szwank (z niem.) — szkoda. [przypis edytorski]
75. Voyons! Voyons! un ours? (fr.) — zobaczmy! zobaczmy! niedźwiedź? [przypis edytorski]
76. Ah, c’est trop fort! (fr.) — to za dużo (dosł.: to jest za silne). [przypis edytorski]
77. Ça! Par exemple! (fr.) — To! Na przykład! [przypis edytorski]
78. Un russe (fr.) — rosyjski. [przypis edytorski]
79. marraine (fr.) — matka chrzestna. [przypis edytorski]
80. menaża (daw.) — stołówka wojskowa. [przypis edytorski]
81. Marsylianka — pieśń z czasów Rewolucji Francuskiej (1791), obecnie hymn Francji. [przypis edytorski]
82. „Quand Madelon vient nous verser à boire...” (fr.) — fragment z La Madelon, piosenki popularnej we Francji podczas I wojny światowej, w tłum. „Kiedy Madelon był nam podawany (do picia)”. [przypis edytorski]
83. régiment (fr.) — pułk. [przypis edytorski]
84. Sacrebleu! (fr.) — francuskie przekleństwo. [przypis edytorski]
85. uniform — mundur. [przypis edytorski]
86. etażerka — mebel, złożony z kilku otwartych półek. [przypis edytorski]
87. jeno — tylko. [przypis edytorski]
88. jarzmo — część uprzęży; tu przen.: niewola. [przypis edytorski]
89. adiutant — oficer przydzielony do wyższego dowódcy, niedowodzący jednostka polową. [przypis edytorski]
90. towarzysze — dziś popr. forma B. lm: towarzyszy a. towarzyszów. [przypis edytorski]
91. sobór — Sobór św. Aleksandra Newskiego, cerkiew prawosławna na Placu Saskim (obecnie Pl. Piłsudskiego) w Warszawie, zbudowana pod koniec XIX w., a rozebrana w latach 1924–26. [przypis edytorski]
92. fronton — frontowa ściana budynku. [przypis edytorski]
93. lemiesz — część pługa, która podcina skibę. [przypis edytorski]
94. werbować — tu: wcielać kogoś do armii. [przypis edytorski]
95. syt — dzis popr.: syty. [przypis edytorski]