4.

Za portierą,

Po schodkach,

Na górze

Zabiegały przyśpieszone kroki...

Głosy... Głosy... Gwar... Rumot... Stąpania...

Co?.. Policja?.. Obława?.. Rewident?..

Niee. Nic, nic.

Maleńki incydent...

Z pokojów wychylają się goście przygodni.

Przysłuchują się...

Skandal poczuli.

Na korytarzu stoi łysy staruszek

Bez spodni

I krzyczy.

Dziewczyna rozczochrana, w koszuli,

Wtuliła się w kąt za schody —

Jęczy:

— Nie mogę już...

— On mnie zamęczył... —

Staruszek zaspany

Mruga w świetle oczkami szklistymi od sadła

I krzyczy wkółko:

— Trzymajcie ją! Trzymacie!..

— Ona mnie okradła!... —

— Co-o?.. Kto pana okradł? Gdzie pana okradli?!

— Pijany! Wariat!...

— U nas jeszcze nie było wypadku... —

Ucichło. Ucichło.

W czarnej nocy gdzieś dzwonił telefon:

— Halloo! Dziewiąty komisariat... —