13

Pewnego późnego wieczora, kiedy dyżurny urzędnik policji X komisarjatu układał się właśnie na spoczynek, w komisarjacie zjawił się śmiertelnie blady człowiek z błyszczącymi oczami. który przedstawiwszy się jako Witold Berg, inżynier elektrowni miejskiej, zameldował, że skradziono mu nogi. Domagał się przytem kategorycznie natychmiastowego wyznaczenia mu do pomocy kilku ajentów i zaznaczał, że czekać nie może ani chwili.

W komisarjacie obecnych było zaledwie dwuch ludzi, dyżurny urzędnik oznajmił mu zatem bardzo grzecznie, że musi się chwilkę zatrzymać, ponieważ ludzi na miejscu nie ma, można dopiero po nich zatelefonować. Przybyły oświadczył, że czekać ani chwili nie może i że skoro nie mogą mu udzielić pomocy w tym komisarjacie, — uda się do innego.

Dyżurny urzędnik starał się go zatrzymać wszelkimi możliwymi argumentami. Wrócił urzędnik, który telefonował i oznajmił, że najdalej za trzy minuty ajenci będą na miejscu.

Przystąpiono do spisywania protokółu.

Nie zdołano jednakże wydobyć od nieznajomego nic więcej ponadto, że dziś wieczorem kiedy był nieobecny w mieszkaniu skradziono mu nogi.

Na samo wspomienie przybyły drżał na całym ciele i chciał biec. Z trudem udało się go zatrzymać.

Przedłużono indagację. Wreszcie na schodach dały się słyszeć kroki.

— Otóż i oni — powiedział przyjaźnie dyżurny — niepotrzebnie się pan niepokoił. —

Weszło sześciu barczystych ludzi i stanęło po obu stronach drzwi.

— Ludzie są do pańskiej dyspozycji — powiedział urzędnik — Pan będzie łaskaw wskazać im drogę.

Berg uścisnął na pożegnanie rękę komisarza, którą ten mu podał z wielką skwapliwością, i wyszedł przodem. Ale nie przestąpił jeszcze progu, gdy nagle uczuł na sobie dwanaście silnych rąk, które powaliły go na ziemię. Próbował się wyrwać, szamotał się, gryzł, tarzał się z nimi po ziemi, kilka razy udawało mu się nawet oswobodzić, ale wreszcie opadał ogłuszony i skrępowany. Czuł, że płynie gdzieś wdół po spadzistej płaszczyźnie; potem na chwilę owiało go wilgotne jesienne powietrze. Wreszcie uświadomił sobie, że wciskają go w jakieś ciasne szczelnie zamknięte pudełko. Pokrywa pudełka zatrzasnęła się. Berg stracił przytomność.

Urzędnikom dyżurnym X komisarjatu nie sądzonem było widocznie spać tej nocy. Zaledwie ucichły kroki na dole, zawiadomiono telefonicznie komisarjat, że przy ul. N. pod Nr. 14 otruła się kwasem siarczanym korespondentka Izolda Morgan, która przed dwoma miesiącami utraciła w wypadku tramwajowym obie nogi.