Kartka bez daty
Znowu jakieś szeptanie po ulicach; stoliki po kawiarniach gęściej obsadzone.
Warszawę ogarnia naprawdę niepokój: wszystkie jego charakterystyczne symptomaty wystąpiły naraz. Produkty w sklepach gwałtownie podrożały; panie dostały znowu febry zakupów gospodarskich. W stroną mostu Kierbedzia166 suną karawany dorożek z tłomokami, pościelą itd. Coś się dzieje: wiatr niegwałtowny, ale wymowny, muska jak przed burzą drzewa i kwiaty.
Tym razem wiatr idzie od strony stanowczo złej, od Suwalszczyzny. W tamtych dzielnicach Niemcom się dotąd szczególnie powodziło. Brawurowe posuwania się generałów rosyjskich do suwalskiej podstawy operacyjnej ku Gombinowi, Ełkowi, Białej, jeziorom mazurskim, kończyły się stale katastrofą niebywałej w dziejach bitew okropności. Prusy Wschodnie i wszystko, co z nimi ma jakąkolwiek styczność, jest w złej sławie. Stamtąd nic dobrego nie przychodzi.
Pantoflowa poczta nigdy tak czynną nie była jak teraz. Przynosi uparte wieści o zajęciu Suwałk, o marszu na Grodno i Białystok, o planie przecięcia komunikacji z Petersburgiem.
Niektóre nowiny dziennikarskie, podawane skromnie i niewinnie petitem167, dają karm168 tym obawom. Władze skarbowe ze Suwałk rzeczywiście przeniosły się do Olity, bardziej na wschód; to jest pewne, a więc...?
Zrozumiano, że Niemcy gotują generalny pochód ku linii twierdz po prawej stronie Wisły, a że „czego chcą, tego zawsze dokonają”, więc czyż może być jakakolwiek wątpliwość, że dopną swego? Kilka ich piekielnych dział 42-centymetrowych wystarczy, żeby fortyfikacje Ossowca, podobno bardzo tęgie i nowoczesne, rozwalić jak kupę piasku.
Strach dzisiejszy ma swoją własną, odrębną fizjonomię. Katastrofa stanie się nie jutro i nie pojutrze — za dni dziesięć lub piętnaście, ale wyrok niecofniony169. Tym razem Niemcy ukazują się w perspektywie, nie jako zwierzęta mordujący niewinnych kaliszan, i nie jako butne, ale względnie spokojne junkry170, zajmujące Częstochowę, Sosnowiec, Włocławek, ale jako ów hufiec potworny, z stadem nowoczesnych słoni Hannibala171 — zrodzonych w Kruppiarni. Widzimy zawczasu owe „kufry” żelazne, które przebiegłszy jak aerolity172 dwie mile w powietrzu, walą w gruzy mury betonowe, pięć metrów grube.
W takim rynsztunku zbliża się teraz niemiecki Attyla173; gdzie koń jego postawi nogę, tam trawa nie wyrośnie. Wszystko, co nam groziło do tej chwili, to były wywiady lub demonstracje dla odciągnięcia sił i uwagi, to były niewinne przygrywki; teraz idzie owo coś niewymierne i nieubłagane, co zburzyło Liège i Namur, a czemu żadna siła ludzka oprzeć się nie zdoła.
A jednak!... Przychodzi komunikat urzędowy i zwiastuje, że na linii Druskienniki-Sopoćkinie nieprzyjaciel został odparty. A więc naprawdę szedł tak, jak głosiła fama — ale może już dalej nie pójdzie!
Otacza nas obłok niepewności, telegramy mówią tylko półgębkiem, jasne jest, że tam się ważą losy Rosji i nasze, walki mordercze trwają dni i noce, głównie w miejscu gdzie schodzą się trzy ziemie: suwalska, kowieńska i grodzieńska.
Ale oto znowu światło nadziei: wojska rosyjskie wypierają wroga przez lasy augustowskie, zadając im wielkie straty, i nawet docierają do samej granicy. Więc nawet — ponownie zajmują Ełk i Białą. Ostrzeliwanie Ossowca — tego klucza do Białegostoku i najważniejszych połączeń kolejowych — nie powiodło się. Obronił się dumny Niemen ze swymi wyniosłymi brzegami. Wprawdzie spalono Druskienniki, ich wspaniały park i domy, ale w nurtach Niemna znalazło śmierć osiem tysięcy Niemców.
Dalej idą wielkie liczby jeńców, ogromne łupy taborów, armat i amunicji.
Pod Ossowcem załamała się legenda o niezwyciężoności Niemców. Czy była to wyprawa ich sił głównych, czy, jak przypuszczają wojskowe pisma rosyjskie, dywersja na wielką skalę — nie ulega wątpliwości, że mogła zaciążyć fatalnie, że wróg nie żałował energii ani materiału ludzkiego i że ostatecznie został rozbity, a może rozgromiony.
Nadchodzą straszne szczegóły tych walk nad Niemnem. Rozpisały się, a nawet rozpasały pióra korespondentów z pola bitwy. Mityczne heroizmy i sukcesy mnożą się z plennością kaczek dziennikarskich. Po drutach telegraficznych idą gratulacje i serdeczności.
Są tacy, ce wierzą nawet, że klęska Niemcom zadana jest całkiem godnym odwetem za klęskę generałów Samsonowa i Martosa174.
I znowu odetchnął kraj swobodniej, a Warszawa wróciła do teatrów, kawiarń, brydża i pokera. Rozpogodziły się czoła; tylko Hestie nasze, boginie ogniska domowego — zasępione. Co zrobić z tymi zapasami kaszy, mąki, cukru, soli, świec stearynowych, drzewa itd. itd.?
Daremnie byś im tłumaczył: „O brzegi Niemna rozbiła się sława niezwalczoności Niemców! Słyszycie? Tu się odwróciła wielka karta historyczna!”
Hestie są niepocieszone...