1.

Dziecku, rozkochanemu w mapach i obrazkach —

Wszechświat — jego wielkiemu równy jest pragnieniu.

Jak olbrzymią jest ziemia w lamp wieczornych blaskach,

Jakże drobną jest ziemia w przeszłości wspomnieniu!

Pewnego ranka z mózgiem, w którym myśl się pali,

Z sercem pełnym rozpaczy, mar i namiętności —

Odpływamy, kołysząc z rytmem srebrnej fali

Naszych dusz nieskończoność — na mórz skończoności.

Ci — chcą uciec z ojczyzny, macochy złowrogiej;

Ci — rzucić swych kołysek zgrozę, a niektórzy,

Zatopione w kobiety oczach astrologi,

Swoją Cyrce1 tyrańską o zapachu róży.

Aby nie zezwierzęceć, szukają miraży,

Upajając się światła i przestrzeni trunkiem;

I lód, który ich mrozi; słońce, co ich żarzy,

Z wolna z nich pocałunek ściera za całunkiem.

Lecz prawdziwi wędrowcy są ci, którzy płyną,

Aby płynąć. I z sercem podobnym lekkiemu

Balonowi — przeznaczeń swych nigdy nie miną —

I zawsze mówią: Płyńmy! choć nie wiedzą czemu!

Ich żądze są jak chmury wyciem wichrów gnane,

Oni marzą, — jak rekrut walk pobojowiska —

Namiętności olbrzymie i nieokiełznane,

I nigdy duchom ludzkim — nieznane z nazwiska!