2.

Naśladujem, o zgrozo! wartałki2 i błoto

W ich skokach i w ich tańcu. Nawet sny trująca —

Ciekawość — serca nasze zalewa zgryzotą —

Niby Anioł okrutny, co biczuje słońca.

Szczególny los, w którym się cel wieczyście zmienia,

Co nigdzie może nie jest, albo może gdzieści,

Dotąd człowiek jak wariat dąży bez wytchnienia

I nigdy nieziszczoną nadzieją się pieści.

Nasz duch jest szukającym Ikarii okrętem,

Wtem słychać głos: źrenicę otwórz swego oka!

Jakaś mgła swym śpiewaniem nęci nas zaklętem,

Brzmiąc: Szczęście — Sława — Miłość... Nie, to skał opoka...

Każda wyspa przez majtka z masztu dostrzeżona

Zda się nam obiecanym z dawna Eldoradem;

Wyobraźnia nocnymi orgiami zmęczona

Głaz odnajduje próżny — w świetle ranku bladem.

Czyli rzucić do morza tego nieszczęśliwca,

Kochanka fantastycznych krain? Czy w kajdany

Ma iść ten pijany majtek, Ameryk odkrywca,

Co zwielokrotnia przepaść przez Fatamorgany?

Tak to stary włóczęga, co się w błocie kiwa,

Marzy w mglistym powietrzu o raju tęczowym —

Oczarowanym okiem Wenecje odkrywa

Tam, gdzie nędzna chałupa lśni w blasku łojowym.