Kartografia

Jak jakiś Marco Polo

z przeludnionego Żyrardowa

wiercę dziurę za dziurą

w sklepieniu czaszki

i myślę o szybkim pojednaniu

z milczącą naturą,

bez którego niemożliwe

jest nie tylko sporządzenie

przyzwoitej mapy,

ale i posiadanie butów.

Chyba wiercę nie tam,

gdzie powinienem,

bo nie jestem w stanie

przypomnieć sobie, która skarpeta

jest dziurawa. Nie mogę

poprosić o drugi, jeżeli

nie przymierzyłem pierwszego.

Nie mogę zdjąć prawego,

jeżeli lewa jest w porządku.

Gość obok przymierza czwartą parę.

Gość obok jest gościem, który

jest obok. Chcę tu zostać

i patrzeć na wielkie cycki,

które prawie dostałem z butem.

Chcę znaleźć miejsce, gdzie można

przymierzyć prawy wielki cycek.

Chcę uporać się z dziurawym światem,

zanim oczy nad cyckami

powiedzą: „Wiercisz

nie tam, gdzie powinieneś”.