III. Demostenes
Uzdolnienia — usposobienie — skłonności — porywy
W żyłach Demostenesa płynęła po matce krew naddunajskiego chłopa. Było w nim coś, co go czyniło obcym w swoim narodzie. Nie lubił gimnastyki — Grek! — wina nie pijał, pracował od najmłodszych lat do pięćdziesiątego roku życia niezmordowanie. Chłopcem będąc, gniewał się, gdy rzemieślnik wstał wcześniej do zajęcia od niego. Ruchy miał niewyszukane, nerwowo szybkie; gestykulował namiętnie. Wpadał w gniew tak łatwo, jak kobieta. Ajschines zarzucał mu skłonność do płaczu. Źle zbudowany, nie miał gracji ani w ruchu, ani w słowie. Brakło mu wielkich uzdolnień; podziwiał pamięć Ajschinesa, mówił z wysiłkiem i głos go — bywało — zawodził. Improwizował niechętnie i nie było tajne, że przygotowywał się do mów. Poklask zdobył sobie dopiero z czasem, wielkim nakładem pracy i zaparcia się.
Człowiek, który naprawdę nie bał się niczego i drwił w obliczu śmierci, miał chwile lęku — przed tłumem, jakby tremę; w poselstwie do Aleksandra Wielkiego zawiodły go nerwy i zawrócił z drogi. Ajschines i Teopomp69 nazwali go kameleonem; zdziwiło to już Plutarcha — a jednak coś było na tym: nerwy. Zajadłość Demostenesa budziła odrazę, ale miewała ona swoje skoki. Jak zwierz ruszony z legowiska, myśl jego rzucała się ku przypuszczalnym wyjściom, uderzała o mur charakteru i konsekwencji — i wracała „do porządku dziennego”. Zdawało się, że jak wahadło, na to tylko wychylał się, by móc się powtórzyć. Człowiek niezłamanej konsekwencji myślowej, zdradzał pewną nerwowość w praktycznym jej zastosowaniu. Być także może, że nieznane nam dzisiaj zwyżki i zniżki nastrojów politycznego dnia wytłumaczyłyby nam pewne przeciwieństwa, jakie rysują się np. między sprawą przyjęcia preliminarzy pokoju a krytyką poselstwa, między nieobesłaniem igrzysk pytyjskich70 a mową O pokoju.
Demostenes był naturą stworzoną do walki, nie do miłości i nie do przebaczania. Poczucie triumfu wstrząsa całą jego duchową istotą — to wada natur zdobywczych; potem przylgnęła ona do stoików. Zajadłość Demostenesa wobec przeciwnika budziła protesty u sędziów, miał nie cofać się przed zarzutami, które wywoływały gwizdanie wśród audytorium. Mowa o Chersonezie i Trzecia Filipika wygłoszone były chyba w gorączce. Przed bitwą pod Cheroneją groził, że każdego, kto ośmieli się doradzać pokój, zawlecze własną ręką za włosy do więzienia. Niekryta duma rozpiera mu piersi w mowie O wieńcu. Wyzwiska rzuca z rzadka — garściami. Namiętności Demostenesa odpowiada namiętność Eurypidesa71, obie jeszcze w formie pełnej klasyczności wobec np. Zoila72, Timajosa73, potem aleksandryków74. Fanatyzm Demostenesa przerażał kompromisowe natury. Lud miał go nazywać żmiją, co było pospolitym przezwiskiem zajadłych adwokatów. Jadowitość Demostenesa nie miała w sobie nic słonecznego, jak u Cycerona; dowcip jego był cierpki i palący, a zawsze ponury. Ajschines i Dejnarchos zarzucali mu, że jest złowrogim zjawiskiem. Wrodzona gorycz usposobienia łączyła się z wysoce nieposzlakowanym charakterem. „Nie tylko o tym pamiętajcie — mawiał Demostenes — że jestem gorzki, ale że bezpłatnie”. Ostatnie słowo Demostenesa do zbira-aktora było jadowitym szyderstwem. Miewa momenty humoru i satyry, ale żółć i pasja były u niego czarną kartką na kalendarzu politycznym. Zresztą takie były czasy. Z tym wszystkim był ostrożny zazwyczaj; zdania warunkowe są prawdziwą plagą dla tłumacza Demostenesa. Nie bez osobistej odwagi, przecież zawisły był od nastroju chwili.
Plutarch zarzuca mu brak staranniejszego wykształcenia; w pismach mówcy niepodobna doszukać się popisu erudycją, ale tchną one osobistą kulturą autora, jakkolwiek z natury rzeczy nie zapominają o poziomie słuchacza. Nie znać w nich najmniejszego zainteresowania dla filozofii, bo retoryka uchodziła podówczas za uniwersalne i wystarczające wykształcenie, ani w ogóle żadnych innych horyzontów poza politycznym. Nie zapominajmy wszelako, że w starożytności nie dzieło zależało od autora, ale autor od dzieła, a dziełem Demostenesa była mowa sądowa przed przedstawicielami mieszczaństwa. Demostenes jest jedynym autorem epoki klasycznej, który zastosował do siebie hasło podjęte później przez stoików: pracy nad sobą — jest wykładnikiem najwyższego, jakie znamy w starożytności, napięcia woli. „Przyjaciel trudu ponad siły” — tak sam siebie nazywał. Takim trudem ponad siły było jego życie, trudem może i przez to także chlubnym, że daremnym. Sprężyną moralności Demostenesa jest poczęta w rozumie, a zahartowana w woli idea nieznużonego wysiłku. Demostenes nie wrócił Atenom świetności, ale jak wysoko — jeden — podtrzymywał poczucie godności w narodzie, świadczy późniejsze upodlenie Aten za Demetriusza Poliorkety75. Toteż pewna szczudłowość daje się wyczuć w kaznodziejskim tonie Filipik; był to język już wtedy mało zrozumiały dla ogółu współczesnych.
Twarde czasy rodzą twardych ludzi; Demostenes nie miał molle cor76 Owidiusza. Oddychanie atmosferą sądu ateńskiego w IV wieku nie usposabiało do łagodności. Republikanie nie żartowali w sądach, a urząd Jedenastu77 był jednym z najbardziej pracowitych. Nowożytnego czytelnika gorszy łatwość, z jaką Demostenes żąda za każde przewinienie kary śmierci; działał tak w myśl retorycznej dewizy, że żądać za dużo jest to otrzymać dosyć. Kazał stracić za szpiegostwo Antyfonta, Anaksinosa, przy którego stole niegdyś siedział, kapłankę Teorys. Śmierć wyprzedzały w wypadkach szpiegostwa tortury. Na wieść o zamordowaniu Filipa włożył wieniec; wytykano mu to, ale czyż Grecy nie wieńczyli tyranobójców? Wszak niedługo potem lud ateński uchwalił dekret honorowy dla lekarza, który rzekomo otruł Aleksandra Wielkiego. „Nie godzi się triumfować nad poległymi” — powiedział Homer, ale Homer nie był demokratą.
Religia
Nazywano nieraz w ostatnich czasach Demostenesa politycznym anachronizmem. Niewątpliwie również anachronizmem był człowiek kończący w IV wieku swe mowy modlitwą. Archaiczna formułka, gdzieś jeszcze z czasów sądów pod lipą, powtarzała się zapewne i w ludowych kazaniach i radach. Lud krzywo patrzył na mówców unikających zwrotów modlitewnych. Ten miał okręt na morzu, tamten zboże w polu, inny sklepik z dewocjonaliami — bez bogów żyć nie można. Poddanie się woli bożej — taki jest stereotypowy finał tragedii, wyszłej z jasełek ludowych. Religia Demostenesa jest zupełnie ludowa, w ogólnym zarysie odtwarza wierzenia wszystkich czasów i narodów. Wiara jego błąka się między losem a opatrznością. Wiara w los należy do religii schyłku; u męża stanu jest cokolwiek nie na miejscu. W Drugiej mowie olintyjskiej i w mowie O pokoju los odgrywa rolę furtki ukojenia. Choć zbożniejsi78 od Filipa, ulegają Ateńczycy — w ideologii wojen perskich jest to paradoks. W Demostenesie budzi się pragmatyzm wieku czwartego; bo Filip działa — dodaje mówca. Na język naszych czasów przetłumaczona odpowiedź Demostenesa brzmiałaby jak słynny aforyzm: „Pan Bóg trzyma z silniejszymi batalionami”. Prawda, że zawód polityka szybko oducza metafizyki. Demostenes wierzy w te wyrocznie, które są mu na rękę, odrzuca niewygodne. Zakazuje pytać się Pytii79, ponieważ ta sprzyja, jego zdaniem, Filipowi — przekupiona. Dowiedziawszy się wcześniej od innych o śmierci Filipa, udaje, że miał sen wróżący szczęście; tę sztuczkę praktykowano często w starożytności. Rzadkie u starożytnych wzmianki o życiu pośmiertnym występują u Demostenesa wyraziściej. Nieznany autor pochwały Demostenesa (w I w. po Chr.) powiada, że wiary w nieśmiertelność duszy nauczył się mówca od Ksenokratesa80 i Platona. Demostenes ufał więcej niż Fokion w sprawiedliwość opatrzności i w los Aten. W tym wszystkim bardzo trudno jest rozplątać, ile należy zapisać na rachunek własnych przekonań mówcy, ile policzyć na karb „stanu solidnego”, którego opinia była najwyższym prawem demokracji ateńskiej.
Polityka
Demostenes sam o sobie powiada, że obrał kierunek wszechgrecki. Panhellenizm Demostenesa jest nowym ukształtowaniem dwakroć złamanego imperializmu ateńskiego. Choć romantyk, nie był Demostenes zdolny do iluzji w rodzaju mrzonek Isokratesa. Nie był fantastą politycznym — był patriotą. W ówczesnych stosunkach rola taka zmuszała imaginację81 do pewnego wysiłku, większego niż dzisiaj żąda się od męża stanu. Patriotyzm swój ujawniał Demostenes ofiarami na rzecz państwa, wystawił własnym kosztem trzy galery: na Eubeę, Hellespont, pod Bizancjum; wykupował jeńców i wyposażał niezamożne dziewczęta.
W gruncie rzeczy był, jak nie da się inaczej pomyśleć, partykularystą, w najlepszym razie imperialistą; wszechgrekiem zrobiło go niebezpieczeństwo macedońskie, na nie ześrodkował całą uwagę; wtedy zdolny był nawet cieszyć się z powodzenia Teb. Nie jest wykluczone, że w młodości szukał zrazu oparcia o potężne stronnictwo polityków realnych spod znaku Eubulosa. Mowa o okręgach podatkowych odbijałaby wpływ rozważnej taktyki wybitnego finansisty, w Mowie rodyjskiej zawierałby się przemarsz do przeciwnego obozu. Wyraźną opozycję przeciw Eubulosowi wyrażają: Mowa przeciw Aristokratesowi, Mowa o udziałach i Trzecia mowa olintyjska. Być może jednak także, że interesy klientów, dla których pisał adwokat, wpływały na polityczne stanowisko, wyrażone w danej mowie. Zwrot przeciw Filipowi nastąpił około roku 349.
Politykę Demostenesa ożywiają wielkie idee moralne. Demokracja jest w oczach Demostenesa jedynie moralną instytucją. Wysoko podnosi mówca proporzec ogólnogreckiej idei cywilizacyjnej. Wielkoduszność, honor, ambicja, ludzkość — to terminy techniczne w politycznym słowniku Demostenesa. Zadaniem Aten jest obrona uciśnionych; tak późniejsza idea chrześcijańskiego rycerstwa wschodzi jako filozofia polityczna IV wieku na gruzach imperialistycznego państwa związkowego. Moralnością obywatela jest spełnianie obowiązku. Polityk musi być harmonijnie zgrany z nastrojami ludu. Katechizm społeczno-polityczny Demostenesa jest zwięzły: pełnić powinność. Gdy człowiek uczynił wszystko, co do niego należało, nie ma do zarzucenia sobie wyniku, jakikolwiek on będzie. Jako apostoł energetyki82 jest poprzednikiem drugiej szkoły stoickiej. Czyn ma znaczenie etyczne i wartość leży w nim samym.
Stronnictwo Demostenesa tworzyli: Likurg, Hyperejdes, Hegezyp, Polieukt, generałowie Chares, Diopejtes, Leosthenes. W miarę jak psuły się stosunki z Hyperejdesem, wywiązywało się pewne czucie polityczne między Demostenesem a Demadesem. Demostenes należał wtedy do zrezygnowanych, ale od ugodowców dzieliła go przepaść moralna, widoczna z ostatnich kart mowy O wieńcu. W obozie Demostenesa prawicę przedstawiał Likurg, lewicę Hyperejdes. Hazard polityki Demostenesa potępił pierwszy Polibiusz83, potem Fénelon, Mably i Consin. Pogląd społeczny Demostenesa odpowiada doktrynie Arystotelesa; na obu oparł się Montesquieu. Oczywiście mowy sądowe nie mogły obyć się bez pewnej dozy demagogii; np. mowa przeciw Timokratesowi zawiera apoteozę, wielokrotnie powtórzoną, sądownictwa ateńskiego; w mowie przeciw bogatemu Meidiasowi gra Demostenes zręcznie — we własnym interesie — na nienawiści klasowej. Nawet przygotowanie się staranne do mowy przed ludem uważał za wymaganie demokratycznej lojalności. Sama nawet wymowa była w opinii mówcy urządzeniem demokratycznym.
Główne znamiona twórczości
Rozwój techniki pisarskiej. Jeżeli da się wyśledzić w poglądach etycznych Demostenesa pewien rozwój, to niewidoczny jest on w jego twórczości. Tymczasem dowiadujemy się skądinąd, że w pierwszej młodości zdradzał silną manierę modernistyczną, gubił się w okresach przeładowanych ogólnymi sentencjami i zamroczonych zawiłym wnioskowaniem. Znane nam mowy wykazują wprawdzie często nieznośne w odczuciu nowożytnego literata okresy, wszelako wzorowo zbudowane, sentencji — całkiem banalnych wedle topiki84 Arystotelesa — w nich skąpo, z pożytkiem dla autora.
Kompozycja. Czasem nawet w obrębie jednej mowy nie da się dostrzec rozwój myśli. Wybitną charakterystyką Filipik jest ustawiczny nawrót jednej i tej samej myśli przewodniej. Badania nad dyspozycją u Demostenesa wykazały, jak kołowanie zasadniczego ośrodka stanowi jedność jego mów. Dyspozycja mowy O wieńcu, jakkolwiek pozwala ustalić plan w najogólniejszych zarysach (np. całkiem wyraźna strategika retoryczna wmieszczania słabych argumentów w środek) — jak go szkicuje sam autor — przecież w szczegółach nawiązuje do zwykłej u Demostenesa metody hipnotyzowania jedną myślą. Ale mówca wie, jak dalece taka metoda nie tylko nie oznacza braku w kompozycji, ale wynika z najgłębszego wczucia się w psychikę audytorium. Jeżeli mówca chce o czymś przekonać lub coś wtłoczyć w świadomość, musi wśród ustawicznych wariantów powracać niepostrzeżenie do sedna rzeczy i nie nudząc słuchacza, przecież naprzykrzać się jego podświadomym odczuciom myślą, która ma wkopać się w te podskórne warstwy, by w nich zakiełkowała.
Dialektyczny charakter mów. Przeładowanie zdaniami warunkowymi jest niewątpliwie wadą stylistyczną mów Demostenesa; za to zawdzięcza im jedną z najpotężniejszych form argumentacji: dylemat. Stąd nadzwyczajna jasność wywodów.
Literatura w mowach. Fénelon powiedział, że czytając Demostenesa, myśli się o rzeczach, które on powiedział, nie o słowach. Praktyczność wywodów łączy Demostenesa z wymową Isajosa. Rzeczywiście nie miał on się za literata, wyrażał się ujemnie o enkomion85 i epideiktyce86, a były to dwa najbardziej beletrystyczne gatunki prozy obok dialogu i noweli. Także działanie mów Demostenesa nie jest obliczone na słuchaczy o upodobaniach literackich. Isokrates rady swoje poprzedza długimi wywodami historycznymi, u Demostenesa argumentacja obraca się dokoła aktualnego położenia politycznego, bez dążenia do całości literackiej. Wprost trwożnie unika Demostenes ozdób stylu. Tymczasem przypatrzywszy się mowom Demostenesa okiem antycznym, odkrywamy w nich wiele literatury.
Epifonem. W późniejszej retoryce był zwyczaj kończyć mowę efektem, silniejszym akordem, który był obliczony na dłuższy pobrzęk w uszach słuchaczów. Nie znajdując tego tzw. epifonemu u Demostenesa w miejscu, które Rzymianie rezerwowali na miseratio, czyli efekty wzruszające, wymyślono bajkę, jakoby istniał w Atenach zakaz działania w mowach państwowych na uczucia słuchaczy. Tymczasem nowożytna kompozycja, przenosząca zakończenia nawet sztucznie niepozorne i banalizujące nad patetyczny finał, przyznaje palmę lepszego smaku greckiej kompozycji z doby klasycznej. Jeden Rzymianin (Horacy), który — może dzięki przymieszce krwi — miał smak literacki w jakości greckiej, ma analogiczne klauzule. Epifonem, jako ogólna sentencja, często wykrzyknik, po grupie przykładów lub wywodów, nie był znany przed Demostenesem.
Mowy wygłaszane a publikowane. Literacki charakter mów Demostenesa już stąd wynika, że zachowane nam mowy są stylistycznie raczej broszurami niż rzeczywistymi przemówieniami. Mówca sporządzał brulion przed wygłoszeniem przemówienia; po mowie brulion uzupełniał, czasem nawet przerabiał — i ogłaszał. Tak np. Trzecia Filipika przekazana jest w dwu redakcjach: krótszej i dłuższej; dłuższą redakcję uważa się za publikację z papierów niewykończonego szkicu mowy, krótszą za pamflet87, ogłoszony przez samego autora. Czwarta Filipika jest może szkicem mowy, wydaniem pośmiertnym z papierów. Są i dowody retuszu, np. Ajschines cytuje z mowy Demostenesa O przekroczeniu upoważnień poselskich urywki, których w znanej nam redakcji brak. Współcześni stwierdzali wielkie różnice między pisanymi a mówionymi mowami; mowy wygłaszane miały mieć więcej temperamentu. Właściwością improwizacji Demostenesa miał być impet. Arystoteles widział w nim modernistyczną manierę. Jakoż dawni mówcy przemawiali bardzo statecznie, dopiero radykalna demokracja wprowadziła gestykulację i modulację głosu ze zmianą natężenia. Także maniery na „trybunie ludu” nie były salonowe. Aristogejton nazwał Demostenesa i Likurga „sakramenckimi bestiami”. W każdym razie jednak pisma Demostenesa są bliższe mów wygłoszonych niźli rzekome mowy polityczne Isokratesa, które są czysto literackim produktem do recytacji. Demegorie88 Demostenesa stoją — o ile idzie o układ — w pośrodku między rzeczywistymi mowami ludowymi a broszurami politycznymi.
Retoryka. Jak wszyscy prozaicy IV wieku, ulega Demostenes wpływowi stylu isokratejskiego, co wyraża się w unikaniu rozziewu89, w budowie okresu i w rytmicznych wygłosach, zwłaszcza we wcześniejszych mowach. Szereg figur retorycznych, albo wprost nieznanych u Isokratesa, albo bardzo rzadkich, znachodzi się u Demostenesa częściej i w doskonalszej formie. Wedle słów starożytnego retora figury krasomówcze u Demostenesa miały impet straszliwy; mówiono o furkocie słów jego. Gdzieniegdzie przebija forsowność i jaskrawość wyrażenia. Sofizmaty uderzają szczególnie w mowie Przeciw Tymoteuszowi.
Styl. Styl Demostenesa nie odtwarza mowy codziennej; jest wyszukany. Prawdopodobnie brzmią wiadomości starożytne, że Demostenes kształcił się na uroczystym i sztucznie wyhodowanym stylu Tukidydesa. Specjalnie stylistycznych uzdolnień Demostenes nie objawia. Niepodobna, by mówił w takich okresach i w tylu zdaniach warunkowych. Kształtując później szkic, patrzył głównie na symetrię, wyrazistość i zwartość; estetyczne odczucie zapewne drzemało, a więcej pracowała logika mózgu. Ustawiczność okresów warunkowych, piętrzenie zdań pobocznych przed głównym, wielka zawiłość budowy, co prawda zawsze poprawnej, działają nużąco na czytelnika. Każda literatura ma swoje prądy i maniery, pisarz albo je urabia, albo im ulega, najrzadziej stoi poza nimi. Wpływ Isokratesa, jako stylisty, na współczesną generację był potężny, a Demostenes teoretykiem stylu nie był; wziął, co było gotowe, jak inny wielki współczesny: Arystoteles. W jednym i drugim wypadku wybitna indywidualność autora nadaje wyraz konstrukcji gramatycznej. Dlatego mógł Leosthenes90 powiedzieć o stylu Demostenesa, że jest młotem wykuty.
Ocena człowieka i twórczości
Kim był duchowo Demostenes? Bardzo trudno jest rozsądzić, czy Demostenes był właściwie mówcą, czy politykiem, czy literatem. Trudność pochodzi stąd, że jako polityk systematycznie nie działał, był raczej teoretykiem politycznym niż praktycznym politykiem; jako mówca więcej dbał o politykę niż o literaturę; a znowu widzi się u niego talent w kunsztownym manewrowaniu piórem, a nie znajduje się zaradności politycznej; umiał przekonywać, nie potrafił zmuszać. Koniunktury polityczne przepatrzył jak nikt inny, lecz najwięcej sukcesów uzyskiwał nie akcją czysto dyplomatyczną, ale potęgą wymowy, ile razy błysnął nią na zgromadzeniach ludowych państw, do których przybył w poselstwie. Niepodobna także nazwać Demostenesa pisarzem politycznym, ponieważ wymowa jego zajmuje się sprawami, nie zagadnieniami. Niewątpliwy u Demostenesa zmysł polityczny podporządkował się całkowicie patriotycznemu punktowi widzenia. Dlatego nie określimy nigdy istoty twórczości Demostenesa, wychodząc od osobowości.
Talent polityczny. Za to patrząc na autora od strony epoki i państwa, zaczynamy rozumieć istotę jego twórczości: był tym, czego potrzebowało państwo, a więc przede wszystkim był patriotą. Jest to najgłębszy rys osobowości mówcy: nie twórczość jego jest patriotyczna, ale patriotyzm jest źródłem jego twórczości. Nie on sam. Ustrój państwowy sprawił, że Demostenes był mówcą, epoka — że był politykiem. Powiedziano słusznie, że nie był pozytywnym politykiem: bez wielkości Filipa nie byłoby i wielkości Demostenesa. Nie był geniuszem politycznym, w takim bowiem razie byłby uratował naród. Demostenes jest tragiczną wielkością, jaką może wydać tylko nieszczęśliwy naród. Gdyby szukał sam siebie, może byłby znalazł swoją siłę najrzetelniejszą, byłby wypowiedział się całkowicie, jako literat. Ale on o tym nie myślał; czynił wszystko, czym może jednostka uratować państwo. Tymczasem republiki nie uratuje jednostka, nie wiedzieć jak genialna, jeżeli będzie tak radykalnie republikańska jak Demostenes. Na wielkość państw demokratycznych składa się suma miliona szarych wysiłków; indywidualista Demostenes, myśląc inaczej, był literatem. Słaba strona jego polityki jest źródłem jego sławy — czyż tak nie bywa? Niebezpieczny to patriotyzm wkładać na państwo odpowiedzialności, którym ono nie sprosta, choćby nie wiadomo jak szczytne i „godne przodków”. Ambicje państwowe grożą większym niebezpieczeństwem niż prywatne. Łatwo można wybaczyć wybitnemu człowiekowi, że ocenia społeczeństwo wedle własnej miary; polityk nie może żyć napięciami własnej jaźni. Teraz możemy odpowiedzieć na pytanie. Demostenes urodził się literatem, pochłonęła go polityka. Sztuki dla sztuki starożytność przedaleksandryjska nie znała; dlatego Demostenes nie czuł się literatem, ale politykiem. Praktyczne rezultaty były błyskotliwe, ale mało pozytywne, to znaczy mało polityczne; formalnie powstaje literatura dla nas niezrozumiała.
Demostenes nie doceniał militarnej siły Macedonii. Był za dumny, by barbarzyńcy przyznać możność zwycięstwa nad Grekiem. Filipa zaliczał do najgorszej hołoty. Aleksandra Wielkiego nazywał sowizdrzałem91. Niestety, pogarda nie niszczy przeciwnika. Demostenes nie miał najmniejszego zrozumienia dla stosunków wojennych. Optymizm jego na punkcie dalszych losów wojny, raz zaczętej, tłumaczy się chyba tylko masową neurastenią, której najtrudniej przychodziło zacząć, więc poza początek nie patrzyła. Ponad porywy Demostenesa ileż więcej słuszności politycznej kryło się w maksymie osiwiałego taktyka Fokiona: „Bądź najsilniejszym, albo przyjacielem najsilniejszego”! Morskiej orientacji u Demostenesa ani śladu, mimo reform administracyjnych w tej gałęzi. Koalicja lądowa przeciw Filipowi nie miała widoków.
Talent literacki. Talentu Demostenesa nie można oceniać samego w sobie, zwłaszcza gdy nasze kryteria nie znajdują zastosowania w ocenie jego twórczości. Talent każdego pisarza najwybitniej występuje dopiero w porównaniu ze współczesnymi; wtedy widać, ile kroków naprzód dzieli go od masy — a to jest właśnie ocena. Przeczytawszy mowę Ajschinesa w tym samym procesie, rozumiemy dopiero, jakim arcydziełem jest mowa Demostenesa O wieńcu. Charakter wymowy Demostenesa jest na wskroś nowożytny. Cyceron jako główne jej znamię wymieniał siłę. Jakoż nazywano mowy Demostenesa taranami. Nieznany autor pisemka O wzniosłości (z I w. po Chr.) istotę wymowy Demostenesowskiej upatrywał w patetyczności. Zdaniem nowożytnych, źródłem twórczości tragicznego mówcy jest rozum zwulkanizowany uczuciem. Demostenes należy do tego typu genialnych ludzi, gdzie wielkim dyspozycjom duchowym odpowiadają mierne uzdolnienia mechaniczne. Wszystkim była dlań akcja, metodą — niezłomna konsekwencja. Proza Demostenesa ma w sobie przedsmak schyłku.
Idealizm. Nie darmo Cyceron zrobił Demostenesa uczniem Platona. Platon powiedział, że piękny jest wszelki przypadek w szlachetnym wysiłku. Od Platona wiedzie ród teza o idealnym zwycięstwie, odeń polityka bierze ów wysoki rozpęd ideału. Ale Platon wykazywał bezskuteczność wysiłków jednostki o lepszym uznaniu wśród pospólstwa, bo Platon był estetą. Jako chrzciciel stoicyzmu, jako kaznodzieja obowiązku, stanowi Demostenes pośrednie ogniwo między fantasmagorią platońską a idealizmem pragmatycznym. Gdy Platon jest teoretykiem, Demostenes jest romantykiem w życiu. Dlatego był gorzki. Platonowi zawdzięcza wysokie natchnienie swej wymowy, rzeczowość Lizjaszowi i Isajosowi — jeżeli nie chcemy nic przy nim samym zostawić; a przecież zostaje: połączenie, ten bój o rzeczy nieosiągalne, rozegrany we wrzawie ludowych zgromadzeń. Nie przebacza się romantykom w polityce; po przeszło dwu tysiącach lat wolno im wyrazić hołd.
O honor Grecji. Demostenes wypełnił wezwanie poety, by całą duszę oddać ojczyźnie; w mowie O wieńcu sam mówi o całkowitym oddaniu się państwu. Był ostatnim słowem politycznym Grecji, bo zginął razem z ojczyzną. Nieznany autor Pochwały Demostenesa (I w. po Chr.) mówi o nim, że kochał Ateny do szaleństwa, i cytuje słowa Eurypidesa o dziewicy, która przed ciosem śmiertelnym zbiera szaty, aby przyzwoicie upadła, konając; tę przysługę oddał swej ukochanej Demostenes. Mowa O wieńcu jest dowodem, że Demostenes przypisywał Cheronei czysto honorowe znaczenie. Samego mówcę porównywano do twierdzy, która zajęta — okazuje się niezdobytą. Przez mgły wieków wielki blask bije od tej postaci.
Żywot — pisma — czasy
Pierwszy okres (do pierwszej Filipiki). Fénelon zauważył, że w mowach Cycerona jest tyle samego Cycerona, gdy z Demostenesa nie sposób odtworzyć jego życiorysu. Był synem bogatego fabrykanta broni. Jak Isokrates, Sofokles, Lizjasz, wyszedł ze stanu średniego. Sam się nazywa synem ludu. Ajschines wytykał mu niegreckie pochodzenie; miał rzeczywiście po matce przymieszkę krwi północnej, z Bosporu92 scytyjskiego. Chował się z siostrą o dwa lata młodszą; siedmioletniego odumarł ojciec, wcześnie zgasły. Młoda wdowa, nie poszedłszy za ostatnią wolą męża, która polecała ją wyborowi jednego ze stryjów sieroty, poświęciła się całkowicie wychowaniu dzieci, a nie mogąc dać im dostatków, rozpieszczała je. Kobiecym wychowaniem tłumaczyć można ambitną i łatwo pobudliwą naturę mówcy. Do poświęcenia się wymowie miała Demostenesa pociągnąć zasłyszana w chłopięctwie mowa adwokata i polityka Kalistrata. Dziewiętnastoletni przyrzekał sędziom, że nie będzie mniej pożyteczny dla państwa niż ojciec jego — fabrykant broni.
Pierwszy raz wystąpił w procesie przeciw stryjom opiekunom — o roztrwonienie powierzonego im w zarząd majątku. W mowach widoczna jest pewna przesada, wynikająca z istoty mowy sądowej. Jak później w procesie przeciw Meidiasowi, tak i tu spotkał się z nieprzychylną postawą stronnictwa Eubulosa; stryjowie młodzieniaszka cieszyli się osobistymi względami wszechwładnego polityka, wskutek czego dwudziestoletni mówca musiał zadowolić się niewielkim odczepnym. Był wtedy uczniem Isajosa. Od dwudziestego piątego roku życia pisze mowy dla drugich, wyłącznie w procesach cywilnych, np. spadkowych, jak Isajos. Natomiast wstrzymał się niemal aż do trzydziestego roku życia od występów publicznych w procesach politycznych, gdyż nie miał powodzenia przed ludem, jąkał się bowiem, ruszał ramionami, głos miał słaby, a styl niewyrobiony. Żelazną pracą poskramiał nerwy i uzupełniał braki; tymczasem pisał dla klientów.
W jednej z najwcześniejszych mów o podkładzie politycznym oskarża Androtiona; był to uczeń Isokratesa i mąż stanu, później wygnany; napisał w Megarze historię Attyki. Androtion wydobył się z oskarżenia. W dwa lata później wniósł Demostenes skargę przeciw Tymoteuszowi w związku z manipulacjami pieniężnymi poprzedniego winowajcy; jednakże po zwrocie sumy, sprzeniewierzonej przez Androtiona, skarga przeciw Tymoteuszowi straciła powab, toteż mowa wydaje się niewykończona. Po długiej przerwie występuje znowu osobiście w skardze przeciw Leptynesowi, który rok temu przeprowadził uchwałę znoszącą wolność od ciężarów państwowych dla zasłużonych. Demostenes występuje jako adwokat nieletniego syna Chabriasa, który niedawno poległ pod Chios. Leptynesa popierała partia sędziwego męża stanu i generała Aristofona; z jego to wnioskiem zgadzała się także oszczędnościowa polityka Eubulosa; szukano zatem powodu, który mógł skłonić młodego adwokata do wystąpienia przeciw dwom filarom państwa; współczesna komedia zarzucała Demostenesowi bezskuteczne konkury o rękę wdowy po Chabriasie. Ale był to poryw idealizmu, który obaj wielcy mężowie stanu zapewne wybaczyli. Podobnie jak poprzednie mowy, skargą o bezprawność wniosku była mowa przeciw Aristokratesowi, który wniósł uchwałę zabezpieczającą generała Charidemosa w całym państwie związkowym. Charidemos był spowinowacony przez małżeństwo z Kersobleptesem, królem Odrysów w Tracji. Można się tu dopatrzeć wpływu polityki Eubulosa; nie był to, zdaje się, jednak krok szczęśliwy, bo osłabiał rywala Filipa i przygotowywał przyszłe jego ujarzmienie. A jednak Demostenes widzi już na tle grozę Filipa; proces odbył się w rok po wniesieniu.
Tak od trzydziestego roku zaczyna się krótki okres gorączkowej działalności w politycznych procesach o nieprawność wniosków. Po trzydziestce ożenił się; córeczkę z tego małżeństwa stracił wcześnie. Zwyczajem IV wieku mieszkał nie w mieście, lecz w Pireusie. Mowy cywilne pierwszego okresu są zajadłe, mowy polityczne umiarkowane. Pierwszą mową polityczną jest wywód O okręgach podatkowych, tak czysto techniczny, że uczeni wątpią, czy w ogóle był wygłoszony. Były to nowe okręgi podatkowe dla wyekwipowania trójrzędowców93, w liczbie dwudziestu po 60 członków; brała w nich udział tylko najbogatsza warstwa 1200 obywateli. Okręgi ułatwiały uiszczanie podatków nadzwyczajnych. Osobno odróżniano w państwie 300 obywateli najbogatszych, którzy należeli do pierwszej klasy majątkowej. Młodzieńczy projekt reformy przewidywał rozszerzenie liczby podatników do 2000, ponieważ z dawnych 1200 wielu nie poczuwało się do obowiązku, wskutek czego wynikały stale niedobory. Zapowiedzianą reformę — w odmiennym duchu — przeprowadził Demostenes w czternaście lat później. Młody polityk ostrzega w tej mowie przed doraźną wojną z Persami, a więc występuje już poniekąd przeciw idei odwetu, szerzonej przez Isokratesa i Eubulosa.
Również przeciw Eubulosowi wymierzona jest mowa W obronie mieszkańców Megalopolis. Demostenes domagał się w niej, by nieść pomoc Związkowi Arkadyjskiemu94 przeciw Sparcie, której Eubulos nie chciał sobie narażać. Koniunktury zmieniły się później i ten sam Demostenes objeżdżał potem państwa peloponeskie z prośbami, by nie dały się Filipowi pozyskać przeciw Lacedemończykom. Eubulos przemógł i pomoc nie przyszła do skutku. Nieznany autor słynnej rozprawki O wzniosłości (I w. po Chr.) podziwiał mowę trzydziestodwuletniego mówcy przeciw Meidiasowi. Podczas zatargów o Olint i Eubeję objął Demostenes za swą fylę95 Pandionis wyekwipowanie lirycznego chóru męskiego na Wielkie Dionizje w marcu 348 roku. Potężny bogacz i stronnik partii rozwagi, który już występował przeciwko niemu w procesie przeciw opiekunom, w czasie zwykłej przy takich uroczystościach rywalizacji między kandydatami do wyekwipowania z różnych fyl wymierzył Demostenesowi w teatrze policzek. Wskutek wzburzenia Demostenes wprawdzie przepadł w konkursie, ale lud zebrany dał mu pełną satysfakcję. Ponieważ Meidias obraził Demostenesa w chwili pełnienia czynności religijno-państwowej, groziła mu wielka kara, dlatego wpływami swymi starał się odwlec proces. Po dwóch dopiero latach przyszło do rozprawy. Demostenes wtedy co prawda zasiadał w Radzie Państwa, ale wobec wszechwładnego stronnictwa czuł się osamotniony. Wedle prastarego zwyczaju greckiego zadowolił się — chudym — odszkodowaniem pieniężnym. Mowa została w papierach, skąd ją ktoś wydobył po śmierci mówcy. Można sobie wyobrazić, jaki orkan pasji i zażartości wznieciła zniewaga w piersi wrażliwego idealisty. Mowa jest istnym pożarem wściekłości i zemsty.
Śmielej już przeciw Persji występuje Demostenes W obronie Rodyjczyków. Po śmierci satrapy Mauzolosa wdowa Artemizja prowadziła nadal jego politykę zaborczą i utrzymywała załogę na Rodos. Demostenes popiera myśl przeforsowania powrotu na wyspę zbiegłych stamtąd demokratów i doradza zbrojne pogotowie, jednakże bez zaczepki. Zbrojne pogotowie oznaczałoby plan odnowienia Związku Morskiego. Wnioski upadły pod naporem polityki Eubulosa, wystrzegającej się zawikłań z Persją.
Okres drugi (do kongresu korynckiego). Z wolna wchodzi Demostenes w wiry życia politycznego. Wojna ze sprzymierzeńcami skończyła się — Ateny odczuły przerażającą pustkę wokół siebie. Tymczasem Ares96 macedoński kołatał do bram Grecji. Amfipolis, Pydna, Potidaja, Metone znajdowały się w ręku Filipa. Trzecia wojna święta, w jaką wplątała się Fokida, zrabowawszy skarbiec delficki, czyni Filipa panem Tesalii. Postępy macedońskie w Tracji zmusiły w końcu Kersobleptesa do kapitulacji. Związek Filipa z Peryntem i Bizancjum zagrażał połączeniom handlowym Aten. Filip maszerował na Grecję i Demostenes podniósł po raz pierwszy głos ostrzegawczy, który miał zamilknąć dopiero w stygnącej krtani starca. W Pierwszej mowie przeciw Filipowi nie ma jeszcze tej zajadłości, co w Drugiej mowie olintyjskiej. Charakter Pierwszej Filipiki, jak i trzech Mów olintyjskich jest dydaktyczny, prze energicznie do akcji. Po raz pierwszy w mowach Demostenesa występuje Macedonia jako narodowe niebezpieczeństwo. Cała mowa jest jedną skargą na brak inicjatywy. Ale rady mówcy są dosyć bezradne: 2000 wojska — planu strategicznego nie sili się nawet podać. Trzydziestotrzyletni Demostenes nie był jeszcze panem opinii, bo wyraża obawy, czy rady nie wyjdą na złe doradcy. Rozgoryczenie na ogólną apatię widocznie nie przełamało letargu, bo praktycznego rezultatu z mowy nie było.
Mowa O udziałach, wygłoszona w roku następnym, jest broszurą na ten sam temat, jaki poruszają Druga i Trzecia mowa olintyjska. W głowie dojrzewającego polityka paliły się coraz nowe projekty. Reforma proponowana w tej mowie jest bardzo radykalna. Demokracja uważała państwo za rodzaj towarzystwa akcyjnego i zamiast nadwyżkę budżetową obrócić na palące potrzeby wojskowe, traktowała ją jako dywidendę, z której miano opłacać obywatelom widowiska sceniczne. Wszelkie wzmianki o innych możliwościach użycia tych pieniędzy z pożytkiem państwa — przyjmował lud z furią. Trzeba było najwymyślniejszych okrążań na tej drodze. Więc Demostenes proponował, aby każdy obywatel pobierał udział z dochodów państwa, który by go jednak zobowiązywał w razie potrzeby do służby wojskowej, a w takim razie nie otrzymywałby już osobnego żołdu. Była to dowcipna kombinacja uprzywilejowanej polityki udziałów na rozrywkę — z postulatem wojskowym. Pytanie tylko, jak przedstawiały się w praktyce widoki przeprowadzenia. Pomysłowość Demostenesa jest dowodem, jak drażliwa była kwestia. Później wymyślono bajkę, jakoby karą śmierci zagrożono temu, kto by ośmielił się stawiać wniosek o skasowanie funduszu teatralnego.
Daleko bardziej stanowcze poglądy na powszechny obowiązek służby wojskowej, jak i na zniesienie udziału na rozrywki przebijają w trzech Mowach olintyjskich. Wygłosił je w latach 348–9, błagając o odsiecz dla zagrożonego miasta. Gdy przybyło poselstwo z Olintu, mówca liczył trzydzieści siedem lat. Trudno ustalić bliższą chronologię Mów olintyjskich, tak mało w nich aktualności. Na stanowczy ton Demostenesa w tych mowach wpłynęła częściowo jeszcze inna okoliczność; oto stronnictwo Eubulosa zaangażowało się w roku 348 w popieraniu tyrana Plutarcha w Eretrii na Eubei. Demostenes, jakkolwiek ostrzegał usilnie przed tą wyprawą, musiał w niej wziąć udział jako hoplita97. Ogólny nastrój tak silnie przechylał się na stronę wyprawy, że tłum mało co nie podarł ubrania na Demostenesie, gdy przemawiał z ramienia opozycji. Za to niepowodzenie wyprawy wzmocniło stanowisko Demostenesa. Partia Eubulosa przycichła po klęsce, a nawet popierała odsiecz Olintu. Po upadku miasta (Olint padł w roku śmierci Platona), Eubulos postawił w jesieni roku 348 wniosek obesłania miast z projektem utworzenia panhelleńskiego związku przeciw Macedonii. Wniosek o reformę funduszu teatralnego postawił za mówcę niejaki Apollodor; zaskarżony przez Stefanosa, wniosek upadł. W Drugiej mowie olintyjskiej przycina Demostenes jadowicie bogaczom z Eubulosem i Fokionem na czele; cała mowa napisana jest w tonie namiętnej inwektywy. Sarkazm Trzeciej mowy olintyjskiej uderza na soldateskę98 samowolnych generałów.
Mowy polityczne przerywa para procesów, różnie tłumaczona, a mało wyjaśniona do dziś dnia. Oto w roku 343 bronił Demostenes bankiera Formiona przeciw Apollodorowi. Mamy zaś wśród pism Demostenesa inną mowę, przeciw Stefanosowi, który był świadkiem przeciw Formionowi z ramienia Apollodora. Wyglądało to na obsługiwanie obu stron procesujących się przez jednego adwokata, co w starożytności gorszyło już Plutarcha.
Przypuszczają uczeni, że druga mowa wyszła spod pióra Apollodora, ponieważ starożytni komentatorowie znali taką wersję. Nie znamy prawdy, ale podobna historia powtarza się u Lizjasza i u Cycerona. Cały życiorys Plutarcha cechuje szczepowa niechęć, zależność od paszkwilów Teopompa uderza w oczy na każdym kroku; niemiecka nauka, nieprzychylna antycznemu szermierzowi idei demokratycznej, gorliwie podchwytywała wszystkie punkty zaczepne. Starożytni w sprawy zarobkowe nie wkładali wiele etyki, odstęp czasu między oboma procesami i nieznane nam okoliczności mogły dorzucić swoje. Ajschines, który nie cofał się przed żadną potwarzą, stawia wprawdzie Demostenesowi zarzut w sprawie Apollodora, ale odmiennej natury.
Skoro Olint znalazł się w ręku Filipa, a orędzie Eubulosa trafiło w pustkę, zdecydowano się skorzystać z ofiarowanego przez Filipa pokoju. Na wniosek Filokratesa, poparty przez Eubulosa, wysłano poselstwo do Pelli99; w jego skład wchodzili między innymi Demostenes, Ajschines i Filokrates. Zawarto rozejm na zasadzie zachowania obecnego stanu posiadania. Filip zobowiązał się nie atakować w czasie rozejmu ostatniej większej posiadłości Aten na północy, trackiego Chersonezu100. O zwrocie Amfipolis nie było mowy; włączenie sprzymierzeńców ateńskich do traktatu sformułowano bardzo ogólnikowo; Filip dodawał tajemnicze a nieokreślone obietnice. Po powrocie zdawał się Demostenes w pierwszej chwili okazywać pełne zadowolenie z wyników poselstwa i postawił wniosek o uwieńczenie legacji. Posłów Filipa gościł u siebie i wystarał się o honorowe miejsce dla nich w teatrze. Licząc się z nastrojami Zgromadzenia, wniesiono projekt traktatu w formie bardzo ogólnikowej i oględnej, bez wzmianki o Amfipolis i o wyłączeniu Fokidy z traktatu. Aliści101 Demostenes zaatakował na pełnym Zgromadzeniu posłów, zażądał szczegółowego sformułowania w sposób korzystny dla Aten. Wobec oporu posłów macedońskich ograniczył się do zastrzeżenia w traktacie, że do trzech miesięcy mogą wszystkie inne państwa greckie przystąpić do ugody. Usunięto klauzulę wykluczającą Fokidę i Halonessos od traktatu, po czym Zgromadzenie przyjęło traktat, a władze ateńskie zaprzysięgły go.
Wyruszyło drugie poselstwo celem odebrania przysięgi od Filipa, co miało mieć charakter ratyfikacji pokoju. Demostenes wziął w nim udział, ale trzymał się z dala od towarzyszów poselstwa. Zamiast jednak udać się nad Hellespont, gdzie Filip dokonywał pospiesznych podbojów, przesiedziało ono w Pelli trzy miesiące, aż Filip, syty łupów, wrócił, by podpisem utrwalić stan posiadania, powiększonego między jednym poselstwem a drugim. Po powrocie Demostenes oskarżył poselstwo przed Radą Państwa i przeprowadził wniosek odmawiający mu wieńca, ale na Zgromadzeniu przeszedł dekret Filokratesa z honorami dla Filipa. Stronnik Demostenesa, Timarchos, wniósł przeciw najobrotniejszemu obok Filokratesa rzecznikowi pokoju, Ajschinesowi, skargę o przekroczenie uprawnień poselskich. Na odwet Ajschines, podniósłszy wątpliwość, czy Timarchos jest uprawniony do wykonywania jakiejkolwiek czynności urzędowej, udowodnił mu zniesławiające przewinienia obyczajowe w młodości. W ten sposób były uczestnik praktyk guślarskich i aktor przedmiejski upokorzył zasłużonego polityka. Złączonymi siłami Hyperejdes i Demostenes wytoczyli proces Filokratesowi i bardzo łatwo udowodnili ma szereg przekupstw, bo Filokrates po powrocie z poselstwa nie krył się ze swym nagłym wzbogaceniem. Filokrates uszedł przed oczywistym wyrokiem śmierci, który też zapadł zaocznie. Ajschines nie mógł przyjść nawet do słowa w jego obronie.
Pokój Filokratesa przypada na rok 346; w lecie 343 roku rozegrała się pierwsza walka o byt czy niebyt polityczny między Demostenesem a Ajschinesem. W tym procesie wygłosił Demostenes mowę O przekroczeniu uprawnień poselskich. Fokion, Eubulos i Nausikles wytężyli wszystkie siły, rozumiejąc, że nie idzie o jednostkę, ale o kwestię kierunku politycznego, czyli po prostu o państwo. Odpowiedź Ajschinesa nie zawiera ani jednego rzetelnego przeciwdowodu (Demostenes obwiniał go głównie o zdradzenie sprawy Kersobleptesa), mimo to jednak pupil stronnictwa pokoju wyszedł obronną ręką z procesu. Szkic Demostenesa, podobnie jak w procesie przeciw Meidiasowi, pozostał w tece.
Między pokojem Filokratesa a skargą przeciw Ajschinesowi nastąpiła katastrofa fokijska. Trzecia wojna święta przeciągała się, ale po śmierci generała Onomarcha i wyczerpaniu zrabowanych skarbów nie zdołała Fokida utrzymać swych wojsk zaciężnych w karności. Wiedział o tym Filip i wnet po podpisaniu pokoju, odciążywszy większość swych frontów, przekroczył Termopile i zmusił armię fokijską do kapitulacji, w połowie lipca roku 346. Ostateczny akt przemocy wyprzedziły komedie dyplomatyczne. W świątyni Demeter pod Termopilami zbierała się tzw. rada pylagorów, czyli delegatów Amfiktionii Pylajsko-Delfickiej. Amfiktionia była pierwotnie czysto religijnym zjednoczeniem sąsiadujących państw czy miast, celem wspólnego wykonywania lokalnego kultu. Z czasem polityczna intryga zamieniła pobożne zebranie w kuźnię podstępów i sztuczek. Filip bystrym okiem dyplomaty ujrzał natychmiast w Amfiktionii Pylajsko-Delfickiej najwygodniejsze narzędzie swych zabiegów. Dynastia macedońska wywodziła się od Heraklidów102, a w związkach sakralnych tlił się jeszcze za pełnego dnia demokracji pewien płomyk arystokratycznej tradycji. Jeszcze pierwej pylagorzy uchwalili ekspedycję karną przeciw Fokidzie, wszelako Ateny uchyliły się od udziału w niej, a na pylagorę swego na najbliższe posiedzenie Amfiktionii wyznaczyły — z niewiadomych powodów — Ajschinesa. Drugi przykład niepoczytalnej polityki koalicyjnej Aten: także w poselstwie do Filipa reprezentowane były już różne obozy; nic dziwnego więc, że przyszło między posłami do kontrowersji przed królem, co osłabiło ich powagę. Ajschines pod pozorem, jakoby Amfisa, miasto Lokrów Ozolskich, na granicy Fokidy, zamierzało wytoczyć przed Amfiktionią skargę na Ateny i proponować grzywnę, ściągnął na Lokrów wyrok Amfiktionii za uprawianie świętych gruntów; wykonanie wyroku powierzono Filipowi i tu dopiero zaczęła się gra w otwarte karty. Filip zlekceważył mandat, ale za to zajął Elateję, najznaczniejsze miasto we Fokidzie. Popłoch padł na Ateny, zarządzono mobilizację. Trzecie poselstwo do Filipa w sprawie poprawek do traktatu — Demostenes nie brał w nim udziału — zawróciło z drogi. Fokidę, obsadzoną przez Macedończyków i Teban, wyjęto spod prawa, a głos jej w Amfiktionii przeniesiono na Filipa. Filip wysłał poselstwo i notę uspokajającą do Aten. Ale Ateny ochłonęły z paniki; miasto otwarło bramy przed uchodźcami fokijskimi, odrzucono zaproszenie na uroczystości pytyjskie, mające odbyć się po raz pierwszy pod protektoratem Filipa, którego zresztą zastąpił później po odwrocie z Grecji jeden z generałów, i fotele ateńskie miały świecić pustkami. Filip zaprotestował, a wojska macedońskie i amfiktionów groziły Atenom świętą wojną. Od wkroczenia Filipa do Fokidy cały wpływ polityczny przeszedł na Demostenesa, chociaż Eubulos jeszcze kilka lat sprawował finanse, a Fokion zasiadał w strategionie. Demostenes zrobił gest uspokojenia i Ateny przyjęły milczkiem protest do wiadomości; to mowa O pokoju. Zapewne, że między nieobesłaniem Pytiów a mową O pokoju nie ma wiele logiki, politycznie jednakowoż i jedno, i drugie mogło być potrzebne i usprawiedliwione.
W Sparcie panowała orientacja antymacedońska, jak w Atenach. Nienawiść do Sparty zapędzała państwa peloponeskie, jak Mesenę, Megalopolis (Związek Arkadyjski) i Argos w obóz Filipa. Demostenes wybrał się w poselski objazd po tych miastach, usiłując mowami skłonić je do zbliżenia do Sparty. Jak u progu kariery politycznej Demostenesa leżało w interesach Aten osłabiać persofilską Spartę, tak teraz ten sam interes Aten wymagał silnej Sparty z silnymi Atenami przeciw Macedonii. Między oboma stanowiskami zachodzi związek — polityczny. Rezultatem objazdu był zbiorowy protest w Atenach poselstw peloponeskich i Filipa. Demostenes odpowiedział Drugą Filipiką, jeżeli nie ściśle przy tej sposobności, to przy podobnej. Zarówno ta mowa, jak i mowa O Chersonezie mają na celu podniesienie ducha; sprawa ojczyzny stała się sprawą prawa i słuszności. Demostenes obwinia Filipa o złamanie pokoju, odrzuca dalsze złudzenia; trzeba się przygotować na wszystko.
Militarna taktyka okrążania Aten, jaką uprawiał Filip, rozzuchwalony powodzeniem imprezy fokijskiej, podnieciła Grecję do tego stopnia, że Filip wycofał swe wojska na północ i wysłał pojednawcze poselstwo do Aten, gdzie spotkało się ono z poselstwem perskim. Wysłany teraz przez Ateny w poselstwie do Filipa Hegezyp żądał poprawki klauzuli, która gwarantowała obecny stan posiadania, na dawny, prawny. Zmiana stylistycznie niepozorna, w rzeczywistości była jadowita, bo mieściła w sobie żądanie zwrotu Amfipolis, Pydny, Potidai, Metony i Olintu, nie licząc restytucji Kersobleptesa, pokonanego między preliminarzami a ratyfikacją, i wydania zagarniętych wtedy nadbrzeżnych warowni w Tracji. Podobno jednak Kersobleptes kapitulował jeszcze przed wyruszeniem drugiego poselstwa z Aten. Druga klauzula tyczyła zabezpieczenia przed Filipem państw stojących poza traktatem. Klauzulę przeparło stronnictwo akcji, bo Fokion odradzał czynić z pokoju Filokratesa panhelleńską sprawę. Filip bardzo niegrzecznie odprawił optymistyczne poselstwo, a sam przez legatów103 ofiarował w drodze kompromisu Atenom ustępstwa w drugiej klauzuli, traktat handlowy i wysepkę Halonessos104, żądając w zamian dopuszczenia młodej floty macedońskiej do udziału w policji morskiej. Warunki odrzucono. Odnośnie do Halonessos powstał humorystyczny spór — który bawił komediopisarzy i wrogów — czy Filip ma ją darować, czy tylko zwrócić. Zachowana w szeregu pism demostenesowskich mowa O Halonessos rozwodzi się nad tym stylistycznym szczegółem; nie jest jednakże pióra Demostenesa, ale raczej pochodzi od Hegezypa.
Na Chersonezie Trackim generał Diopejtes bronił posiadłości ateńskich przeciw Kardii; ponieważ ta stała w związku z Filipem, więc akcja Diopejtesa była wojną za pokoju. W mowie o położeniu na Chersonezie żąda Demostenes, by poprzeć Diopejtesa. Jeszcze większy żar nienawiści bije z Trzeciej Filipiki: Filip złamał pokój, pozostaje tylko wojna — nie czekać, aż stanie u granic. Wypadki wymuszają z ust najdumniejszego z Greków wyznanie wyższości militarnej Filipa. Podniosłość nastroju, widoczna już w Drugiej Filipice, wzmaga się jeszcze i miesza z zawziętością. Trzecia Filipika jest nam przekazana w dwóch redakcjach: krótszej i dłuższej; trudno wyrokować na pewno, która jest szkicem, a która publikacją. Z Czwartej Filipiki pozostał tylko brulion, zlepiony z urywków z mów innych, wydany, jak się zdaje, z papierów; są wątpliwości, czy pochodzi od Demostenesa.
Nie znamy żadnej mowy z lat 340–38, choć musiał Demostenes wygłosić niejedną, bo pod wybuch wojny był nad wyraz ruchliwy, stawiał wnioski i jeździł z poselstwami; wtedy otrzymał drugi złoty wieniec. Na konferencji w Atenach, w marcu roku 340, przyszło do związku między Atenami a Eubeą, Megarą, Akarnanią i Peloponezem. Wyznaczono kontyngent, żołnierza, a dowództwo oddano Atenom. Flota ateńska pod komendą Fokiona obala tyranie na Eubei. Wypożyczone Eubei okręty ateńskie nękały wybrzeże macedońskie. Czterdziestoczteroletni Demostenes stoi u zenitu znaczenia. Został ministrem marynarki i zorganizował flotę; reforma odciążała klasy uboższe i pozyskiwała mówcy ulicę. Demostenes zawiesza wypłaty udziałów z funduszu teatralnego na czas wojny; wstrzymano pracę na budowlach publicznych. Zarząd nowej kasy wojennej otrzymuje szwagier Likurga, na czele wszystkich finansów staje sam Likurg. Mandat sięgał do roku 334. Tak najwpływowsze urzędy dostają się w ręce stronnictwa akcji. Fokion, który niemal zawsze przechodził przy wyborach, przepadł w roku 339/8; dopiero Areopag ex post105 nakazał jego wybór. A przecież jako wódz nie dorównał Fokion Ifikratesowi, ani Tymoteuszowi, ani nawet taktyce Charesa. Szanowano charakter, choć weredyk106 nie krył się z niechęcią do demokracji. Był uczniem Platona — i to może coś tłumaczy.
Nie było złudzeń po obu stronach. Filip był także gotów. Wczesnym latem roku 340 maszeruje wśród spustoszeń brzegiem ateńskiego Chersonezu i uderza na Perynt, po zawodzie pod Peryntem na Bizancjum, a równocześnie przesyła listownie do Aten wypowiedzenie wojny. Ateńczycy i bez niego stanęliby po stronie zagrożonych miast. Na wniosek Demostenesa rozbito tablicę z przymierzem. Znowu polityka koalicyjna: Meidiasa i Ajschinesa wybrano deputatami107 do Amfiktionii. Odsiecz morska wysłana na Hellespont miała pełne powodzenie, ale poważniejszego jakiegoś planu wojskowego Ateny nie były zdolne przeprowadzić; także Peloponez nie stanął na apel. Oczy całej Grecji zwróciły się ku Tebom, bo Filip uderzyć na Ateny mógł tylko w przymierzu lub w wojnie z Tebami, gdyż droga z Termopil do Attyki z konieczności wiodła przez terytorium tebańskie. Może triumf Demostenesa nad poselstwem macedońskim w Tebach nie był szlachetny, bo powiodło mu się uwikłać je w matnię wbrew ich interesowi, niby z idealnych pobudek, a głównie z nieodzownej potrzeby Aten — ale był to triumf niesłychany, nieprawdopodobny wprost sukces dyplomatyczny. Te same Teby, które od trzech prawie wieków szły w obroży perskiej, decydują się w obliczu realnych korzyści, jakie im przyrzekali wysłannicy Filipa, zahipnotyzowane jak gdyby wymową natchnionego patrioty, podjąć święty bój o wolność przy boku odwiecznego wroga przeciw niedawnemu sprzymierzeńcowi. Fenomen — nawet po Elatei — nie do zrozumienia. Jakie lata ekstazy musiał wtedy przeżywać Demostenes, skoro nie spisał mów tebańskich!
Nieszczęśliwy wynik bitwy pod Cheroneją nie był prawdopodobnie zawiniony wyłącznie niedbalstwem generała Lysiklesa, skazanego po klęsce na śmierć, ale raczej był wyrazem ogólnej przewagi militaryzmu macedońskiego, który za kilka lat miał podbijać świat, nad kondotierstwem i pospolitym ruszeniem „obywateli”, najlepiej czujących się w teatrze. Filip uląkł się sam swojego szczęścia i przystał na rozejm. Starożytne źródła podają jednogłośnie, że Demostenes opuścił stanowisko w szeregu i uciekł z pola walki. Ogólnie zarzucano mu brak animuszu wojskowego. Trudno dziś zaprzeczyć; być może człowiek napięciem nerwów żyjący utracił na chwilę władzę nad nimi. Ale także trzeba się mieć na baczności przed pospolitym bajczarstwem, jakie w starożytności lubiło czepiać się wybitnych ludzi. Wszak i generałowie odbywali odwrót, choćby najpospieszniejszy, z armią, oszczędzając się dla lepszej okazji. Użyjmy nawet drastycznego wyrazu: uciekł — ze wszystkimi. Mówią, że rzucił tarczę. Archiloch, Alkajos, Horacy108 chwalą się tym. Dosyć trudno przypuścić, by ten sam lud, który ukarał śmiercią Lysiklesa, mógł dezerterowi powierzyć zaszczyt wygłoszenia mowy pogrzebowej nad poległymi, a potem wyprawić go na zakup zboża okrętem, by go usunąć z oczu zwycięzców.
Mowy pogrzebowej nie znamy; zachowana ma bezbarwny koloryt isokratejski i nie pochodzi od Demostenesa. Ateny zatrzymały Salaminę, Delos, Samos, Lemnos i Imbros, otrzymały Oropos, straciły Chersonez. Flota pozostała nieuszczuplona. W sprawy wewnętrzne Aten Filip nie wmieszał się. W jesieni roku 337 na panhelleńskim kongresie w Koryncie obwołano Filipa wodzem wyprawy przeciw Persom. W ten sposób swoboda polityki zagranicznej została im odjęta. Atenom zostawiono swobodę uchylenia się od związku, z której za radą Fokiona nie skorzystano. Sparta neutralność przypłaciła spustoszeniem i obcięciem granic.
Okres trzeci (do samobójstwa na Kalaurei). Działalność Demostenesa ogranicza się odtąd do prac administracyjnych. W jesieni roku 335 spada jak grom zburzenie Teb109. Aleksander Wielki przed wyprawą do Azji pragnął dać Grecji nauczkę, która by ją uspokoiła na długo; dlatego zażądał również od Aten wydania radykalnych mówców, lecz na prośby Demadesa i Fokiona zgodził się, by im wytoczono proces w Atenach, do czego oczywiście nie przyszło. Znamy z końca mowy O wieńcu nastroje ateńskie za wyprawy Aleksandra Wielkiego: z przygnębieniem słuchano o zwycięstwach, łowiono uchem pogłoski o zamieszkach, o klęskach... Przykład Teb i Sparty odebrał ochotę do lekkomyślnych powstań.
Mowę O wieńcu napisał Demostenes jeszcze przed bitwą, a proces rozegrał się w dziesięć lat później, w roku 330. Aleksander był daleko, a niechęć do Macedończyków rosła w miarę zwycięstw. Ton polityczny mowy jest tak swobodny, jak gdyby wygłoszona była w niepodległym państwie. Lud czuł skruchę przed mówcą, a gniew na tych, którzy go wiedli na macedońskim pasku ku zagładzie. Wytoczenie rozprawy w takim momencie leżało w interesie Demostenesa, nie Ajschinesa, skoro ją przegrał, a ponadto musiał ujść z Aten na zawsze ze śliną pogardy i piętnem najmity i zdrajcy na miedzianym czole. Na pozór obie mowy obracają się koło osoby trzeciej, Ktezyfonta, który w roku 340 postawił wniosek o uwieńczenie mówcy. Wniosek zaskarżył Ajschines z powodów formalnych, gdyż ustawa zabraniała wieńczyć urzędników w służbie przed absolutorium, a Demostenes piastował godność komisarza do naprawy murów. Obrona Demostenesa uchyla się od porządku argumentacji, jakiego żądał Ajschines w zakończeniu swej mowy, a głównie zajmuje się przeglądem politycznej działalności mówcy, przeciwstawiając ją zdrożnościom w życiu i działaniu Ajschinesa; w środek wtłoczył Demostenes strategicznym sposobem część najsłabszą, tj. kwestię prawną, jak w ogóle odmawiał procesowi charakteru prawnego, a podkreślał polityczny. Proces był sensacją dnia w całej Grecji; obaj mówcy byli świadomi, że zdają sprawę z przeżytego życia.
Publiczność ateńska miewała do końca swoje nastroje; przyszedł czas, że uprzykrzył się i Demostenes. Aleksander Wielki zostawił za sobą Bagdad110 i zdawał się przerastać świat; przy tym świadczył różne grzeczności Ateńczykom; podobno Demostenes cieszył się wielkim wzięciem u matki króla i u samego władcy. Wielkie zwycięstwa, począwszy od Issos111, zachwiały może otuchą patrioty. Być może, że i Demostenes począł liczyć się poważnie z przypuszczeniem, że naprawdę nadeszły inne czasy. Faktem jest, że w procesie Harpalosa oskarżał Demostenesa dawny druh, a nieugięty wróg Macedonii, Hyperejdes. Konserwatywna Rada na Areopagu pamiętała chyba Demostenesowi Cheroneję; wszak z tego powodu przeszedł mówca przez ogień procesów, skierowany nań po klęsce ze strony stronnictwa zachowawczego, a ocalenie zawdzięczał łasce ludu. Stało się tak: Harpalos, skarbnik króla macedońskiego, uciekł z Ekbatany112 na 30 okrętach, sprzeniewierzywszy krociowe sumy. Wbrew opinii Hyperejdesa odradzał Demostenes wpuszczać flotę Harpalosa do portu. Harpalos jakiś czas operował pieniędzmi, po czym ponowił prośbę, motywując ją swym obywatelstwem ateńskim, tym razem za milczącą zgodą Demostenesa, co dało powód do podejrzeń. Gdy władze macedońskie zażądały wydania Harpalosa, Demostenes zawiesił nad nim areszt prewencyjny. Wtem znika z więzienia Harpalos, a komisja znajduje zaledwie część zdeklarowanej przezeń sumy (700 talentów). Zaczęły się rewizje, wytoczono śledztwo wśród niebywałego rozgorączkowania opinii, Areopag wymienił kilku winowajców, między nimi Demostenesa, nie podając najmniejszych dowodów. Wykazało się, że Demostenes wziął pewną kwotę od Harpalosa, ale też znaleziono ją wciągniętą w jego książkach urzędowych; później, gdy Harpalos zginął na Rodos, nie znaleziono nazwiska Demostenesa na przechowanej wśród papierów liście tych, którzy pobrali „łapówki” od defraudanta. Wszelako podnoszono przeciw mówcy, że nie zdał sprawy przed ludem po aresztowaniu Harpalosa. Oczywiście nie ma dowodu, że przez ręce Demostenesa nie szło nigdy złoto perskie na cele polityczne; wiemy nawet, że otrzymywał je na tajne zbrojenia; utrzymywanie kliki kosztowało także. Obce pieniądze lubią obiegać w krajach pozbawionych swoistej orientacji politycznej i często przechodzą — niestety — przez ręce najczystszych ludzi. Kara za branie pieniędzy od Persów była w Atenach Demostenesa świątobliwą staroświecczyzną. Nieposzlakowany Likurg, wyniosły Perykles, stawali przed sądem republiki o defraudacje. U Plutarcha na temat procesu są anegdoty, których nie znają Dejnarchos i Hyperejdes. Plutarch wie nawet dosłownie, o czym rozmawiali Demostenes i Harpalos! Notatka, jakoby Aleksander Wielki znalazł w Sardes113 rachunki z pieniędzy wystawionych Demostenesowi, wygląda na celowe dyskredytowanie antymacedońskiego polityka. Jeżeli Ajschines każdy krok polityczny Demostenesa tłumaczył przekupstwem, czemuż i w przypadku Harpalosa zarzut nie mógł mieć cech prawdopodobieństwa? Demostenesa sądziły trzy trybunały, razem 500 sędziów.
Skazany na grzywnę w wysokości 50 talentów, musiał ratować się ucieczką na Eginę. Wygnanie znosił z trudnością, prawie niemęsko, jak Cyceron. Do tej epoki odnoszą się listy Demostenesa, pisane z wygnania do Aten, jeżeli są autentyczne, gdyż w zbiorze pism przekazanych pod imieniem Demostenesa szereg mów z pewnością nie pochodzi spod jego pióra. Także pochodzenie zbiorku wstępów do mów jest podejrzane; zresztą Demostenes, Platon i Cyceron są jedynymi autorami starożytności, którzy dochowali się mniej więcej w całości; tekst mów Demostenesa przekazały nam dobre rękopisy.
Śmierć Aleksandra Wielkiego wydawała się Grekom początkowo szczęściem nie do wiary. Drugą zaraz myślą było oczywista powstanie. Leosthenes obsadza Termopile, łączą się Argos, Elis, Mesenia; Sparta, Arkadia, Achaja leżą w ciężkiej niemocy po świeżych ranach. Po zwycięstwie pod Platejami pada Leosthenes pod Lamią w walce z wojskami Antypatra. Demostenes opuszcza Trojdzenę, gdzie ostatnio przebywał, łączy się z poselstwami ateńskimi i współdziała tak skutecznie, że Ateny odwołują go z wygnania. Coraz niepomyślniejsze wieści przychodzą z pola walki. Generał Krateros przychodzi z Bagdadu na pomoc Antypatrowi. W sierpniu roku 322 klęska pod Krannon114, prawie współcześnie z przegraną morską115, wydaje Ateny na łup krwiożerczej wściekłości Antypatra. W małej kapliczce Posejdona, na wysepce Kalaurei, zażyciem trucizny uratował się Demostenes z rąk siepaczy macedońskich, w październiku roku 322. Pokój podyktowany przez Antypatra usuwa więcej niż połowę obywateli od życia politycznego, załoga macedońska obsadza Munichię116. Ateny zamieniły się w prowincjonalne miasto macedońskie z autonomią gminną. Inspektorzy policji miejskiej nosili mundury pełnych sławy generałów. W przeszło 40 lat potem postawiono w Atenach pomnik z następującym napisem:
Gdybyś mógł tyle ramieniem, Demostenesie, co radą,
Nigdy by macedoński zwycięzca nie rządził Helladą.
Potomność
Rozliczne wzmianki, rozsiane po pismach nie tylko Demostenesa, ale nawet jego przeciwnika, Ajschinesa, świadczą o sławie, jaką cieszył się mówca za życia. Obok Isokratesa żaden inny mówca nie mógł sobie pozwolić na tak surowe karcenie obywateli. Sława Demostenesa rozbrzmiewała od Pelli po Ekbatanę. Klęska polityczna nic w tym nie zmieniła. Zrazu uchroniony przed pierwszą drapieżnością triumfatorów, potem uwolniony wielokrotnie przed sądem, był tłumaczem uczuć narodu nad mogiłą poległych. Po śmierci istniał w Atenach formalny kult Demostenesa; na wniosek synowca117 mówcy wzniesiono zmarłemu statuę, a najstarszy syn otrzymał honorowy stół w ratuszu.
Imię Demostenesa przeszło niebawem w przysłowie i miało równe znaczenie, jak w Rzymie imię Katona; jeszcze naszego Jana Zamoyskiego nazywano równocześnie Demostenesem polskim i Katonem Cenzorem. W szkołach mówiono o sile, indywidualności, wzniosłości demostenesowskiej. Słyszymy o naśladowcach jego stylu. Założyciel drugiej szkoły stoickiej, Panajtios, cenił wysoki poziom moralny polityki i wymowy Demostenesa, a poglądy Panajtiosa, najmilej widzianego w Rzymie z wszystkich filozofów, udzieliły się Rzymianom. Brutus statuę Demostenesa postawił między wizerunkami przodków. Valerius Maximus, autor podręcznika szkolnego z czasów Tyberiusza, wyraził się o Demostenesie, że w połowie wydała go matka, w połowie własna pilność. Święty Hieronim uwielbiał Demostenesa. Plutarch znał już obfitą bibliografię o nim; zresztą szlachetny Beota, będąc gorącym patriotą lokalnym nawet wtedy, gdy Beocja118 nie istniała już jako osobna jednostka polityczna, kulturalna i językowa, czuł żal do Demostenesa za wciągnięcie Teb w zagładę, podobnie jak gniewały go relacje Herodota119 o niezaszczytnej roli Beocji w wojnach perskich; wiedziony tym uczuciem, zapisuje wszystkie potwarze, jakie krążyły o Demostenesie w starożytności.
Potem ceniono Demostenesa głównie jako stylistę; nazywano go ustami Grecji. Dionizy z Halikarnasu stawia niesłusznie wyżej styl Demostenesa nad Platona. Lukian120 w utworze wierszowanym wkłada początek Pierwszej mowy olintyjskiej w usta Jowisza zagajającego roki121 niebieskie. Komentarze do Demostenesa pisali: sławny gramatyk za Augusta, Didymos, i Zosimos z Askalonu, czy Ulpianus. Estetyczne studia o stylu Demostenesa pisał Dionizjusz z Halikarnasu, historyk i krytyk z I w. przed Chr. Pod nazwiskiem Lukiana zachowała się Pochwała Demostenesa, która Homerowi, jako królowi poezji, przeciwstawia Demostenesa, jako króla prozy. Eliusza Arystydesa, sofistę z późnego schyłku, nazywano nowym Demostenesem. Inny sofista z tego samego okresu, Himerios, naśladuje tematy i styl wielkiego mówcy. Tak samo współczesny Libanios zalecał głównie lekturę Demostenesa.
Rękopisy mówcy były poszukiwane za cesarstwa. Wszyscy wybitni mówcy przeszłości, jak Cyceron, Bossuet, Fénelon, Montesquieu, Kamil Desmoulins i Mirabeau karmili się jego strawą. Nawet kazalnica nie stroniła od dorobku retoryki antycznej: nadworny kaznodzieja Ludwika XIV, Massillon, bronił kultury krasomówczej przeciw prostocie ewangelicznej. Olivier Patru, parlamentarzysta francuski, zapożyczał do mów swych całe zwroty z Demostenesa. W oczach La Fontaine’a był Demostenes wcieleniem czystego rozumu. Dziwiono się, że tragiczna nieugiętość, jaką Demostenes dzieli z Prometeuszem i Elektrą, nie natchnęła Alfierego; z małym zaszczytem dla mówcy wyręczył go Konczyński.
Najczęściej tłumaczono Demostenesa we Francji: do roku 1842 istniało tam 18 tłumaczeń wszystkich dzieł mówcy. W Niemczech do początku XIX w. było 16 tłumaczeń. W roku 1805 przetłumaczył mowy Demostenesa Jacobs, ażeby naród niemiecki pobudzić do walki z Napoleonem. Nauka ostatnich dziesiątków lat wiele zajmowała się Demostenesem. Wśród uczonych szczególny podziw dla Demostenesa okazywali J. W. Schäfer, autor dwutomowego dzieła podstawowego o Demostenesie, Blass i Spengel, zasłużeni badacze na polu wymowy w Grecji. Szczególnym szacunkiem cieszy się Demostenes do dziś dnia w Anglii. Nauka niemiecka od czasu rozbratu narodu niemieckiego z romantyzmem, po zwycięstwie Bismarcka, usiłowała zdyskredytować Demostenesa, jako niesumiennego adwokata i ograniczonego polityka.
Demostenes — Cyceron
Mimo woli nasuwa się porównanie z drugim mówcą starożytności, z Cyceronem. Cecyliusz z Kaleakte i Plutarch poświęcili osobne rozprawy zestawieniu sławnej pary mistrzów żywego słowa. Kwintylian triumfuje, że Cyceron ma więcej dowcipu i patosu niż Demostenes. Przeciwnie, Melanchton i Fénelon przenosili122 Demostenesa nad Cycerona. W perspektywie wieków i przy ocenie wpływów na kulturę nowożytną ogromnym krokiem naprzód wysuwa się mało posągowa, ale nierównie promienniejsza postać Cycerona, Cyceron był większym i wszechstronniejszym talentem, więcej beletrystycznie uzdolniony, bardziej porywa i przykuwa do siebie. Cyceron zaczyna, Demostenes kończy literaturę klasyczną swojego narodu; obaj wydoskonalili piśmiennictwo, jakie uprawiali, ale Cyceron równocześnie je stworzył, był inicjatorem i świadomym swego dzieła architektem kultury rzymskiej. Trudne językowo pisma Demostenesa, w dodatku napisane w języku mniej znanym, nie stały się tak uniwersalną strawą, jak dzieła Cycerona i ani w części nie wpłynęły tak na urobienie piór, serc, mózgów i języków potomności. Dla moralistów średniowiecza Cyceron był universum duchowym. Dopiero Odrodzenie, niby chorągiew buntu przeciw wszechwładzy encyklopedysty, rozwinęło wolumina demostenesowskie.
W ocenie spadku po antyku, w historii genezy i rozwoju kultury nowożytnej Demostenes wprost niknie obok filozoficznie wykształconego mówcy rzymskiego; a przecież Cyceron za życia korzył się przed niedoścignionym wzorem wymowy Greka. Jeżeli Demostenes jest najciaśniej jednostronny wobec Cycerona, to jednak nie odczuwa się u niego płytkiej deklamacji i powierzchownych tyrad, niewypływających z głębszego przekonania, po prostu ćwiczeń stylistycznych, co zbyt często trafia się Cyceronowi. U Demostenesa deklamację wypiera patetyczność. Demostenes miał w sobie ze szkoły Lizjasza coś szczerego, był silniejszą indywidualnością, Cyceron bogatszą i bardziej świadomą siebie. Demostenes jest rzeczowy, Cyceron osobisty; w systemie Demostenesa słońcem jest państwo, w systemie Cycerona — operetkowy konsul. Moralna powaga uderza u Demostenesa, pomysłowość i dowcip, esprit123 — u Cycerona. Zmysł polityczny, który uwypuklał talent Demostenesa, stanowi słabą stronę uzdolnień Cycerona. Ale lektura choćby tylko mów sądowych Cycerona bardziej może zająć nowożytnego czytelnika; znowu trzeba szukać przyczyny nie od strony autora, ale od strony dzieła. W Rzymie trybunał stanowiły dwa najwyższe stany, w Grecji mieszczaństwo, typowe w swym kołtuństwie. Toteż mowy Cycerona wykazują wyższy poziom i lepszy smak. W życiu obaj mówcy mają niejedno podobieństwo; obaj, gorący patrioci, nie mieli wojennego animuszu, obaj jednakowo boleśnie znosili wygnanie. Podobnie jak Demostenes, tak i Cyceron po czterdziestce mają pauzę; a znowu w sześćdziesiątce ostatni płomień — w którym obaj zgorzeli.
Wpływ Demostenesa w Polsce
Wymowa sądowa nie cieszyła się w Polsce wielkim poważaniem. Piasecki nazywał ją canina eloquentia (wymowa psia), Orzechowski prokuratora, tj. adwokata, stawiał na równi z katem. Za to kwitnęły wspaniale inne gałęzie wymowy i byli w Polsce, wedle słów Orzechowskiego, „ludzie Demostenesowi i Cyceronowi bardzo podobne”. Co prawda, podobieństwo było najogólniejsze, bo było rodzajem figury retorycznej zamiast „wybitny mówca” mówić „Demostenes polski”, i często o Demostenesie mówili metonimicznie124 ludzie, którzy pism jego nie znali. Tak Mikołaja Sienickiego, obrońcę reformy religijnej, nazwał Węgierski Demostenesem polskim. Jakub Niemojewski, wedle ówczesnej oceny, „z Demostenesem zrównać się zdoła”. Birkowski w mowie na pogrzebie Joachima Ocieskiego rzekł o nim: „Demostenes, jaki zdał się mówić, gdy Ocieski mówić począł”. Także Szczęsny Kryski (XVI/XVII w.) zdobył sobie miano polskiego Demostenesa. O Mateuszu Pełce orzekł Paprocki: „fuit alter Demosthenes”125; toż o Jakubie Skórkowskim. Wymowę Andrzeja Szołdrskiego (XVII w.) porównywano ze swadą Demostenesa. Nawet taki adwokat Mitarnawski za Sasa uchodził za Demostenesa... słonimskiego!
Więcej wagi przywiązywać należy do bardziej rzeczowych porównań. Wedle Jakuba Górskiego łączył w sobie Orzechowski Tulliuszową obfitość i Demostenesową dzielność; ogólnie zwano Orzechowskiego Demostenesem łacińskim; w rzeczywistości, mimo że Orzechowski znał dobrze język grecki i mimo że wielokrotnie naśladuje greckiego mówcę, np. w Turcykach zbliża się do Filipik126, a szczególnie do Drugiej mowy olintyjskiej, przecież charakterem wymowy stoi bliżej Cycerona. Orzechowski Demostenesa „drugdy”127 czytywał. „Demostenesa gdy czytam, naczytać się go nigdy nie mogę” — powiada gospodarz w dialogu szóstym Rozmowy około egzekucyjej polskiej korony. Czytywał go w oryginale greckim, będąc zdania, że „żadnego na świecie języka między ludźmi niemasz, który by foremności swej przyrodzonej utracić nie musiał w cudzym języku”, toteż podając szerokie wycinki z mowy Przeciwko Leptynowi we własnym przekładzie, dodaje: „aleć go pewnie niemotą wielką nazowiesz, gdy go polskim językiem mówić usłyszysz”. Nie zadziwi więc nas grecki cytat z tej samej mowy w Rozmowie. W dialogu ósmym, Około obrony a około sądów, zachęca papieżnik: „Czytajcie sobie o tem Orationem Demosthenis περί συμμοριών128, tam najdziesz osobliwą radę około tej obrony potocznej”. W Quincunxie wtórym woła sam Orzechowski: „Czytajcie Olintyjaki i Filipiki jego, najdziecie w tam tych oracyjach straszliwe argumenta przeciwko księstwom, których każdy dobrego urodzenia człowiek lękać się sprawnie może, a księstwa się jako piekła chronić”.
W kazaniach Łukasza Lwowczyka dopatrywali się znawcy „potęgi Peryklesowej, bujności Demostenesa”. Kazania sejmowe Skargi przypominają tu i ówdzie znakomitsze sentencje Demostenesa, ale zależność może być pośrednia — przez szkolny podręcznik wymowy. Jakub Górski, osiemkroć rektor Akademii Krakowskiej za króla Stefana, usuwa z wszechnicy resztki scholastyki, torując drogę autorom szczególnie czytanym za Odrodzenia, a więc z greckich pisarzy Isokratesowi, Demostenesowi i Arystotelesowi, głównie dla wykształcenia retorycznego. Szymon z Pilzna, zwany Maricius, profesor Akademii Krakowskiej, w połowie XV w. wykładał Demostenesa obok Cycerona. W szkołach jezuickich czytano Demostenesa w piątej, czyli najwyższej klasie; ale lektura grecka nie cieszyła się względami u jezuitów. W ogóle nie można mówić o jakimś poważniejszym wpływie Demostenesa na piśmiennictwo polskie.
Wydania polskie
W Krakowie u Wietora 1521 wydał Ślązak, Antoni Mela, tłumaczenie łacińskie Mowy rodyjskiej. W wierszu dedykacyjnym do biskupa Piotra Tomickiego, napisanym w miarach i stylu Katullusa, usprawiedliwia Mela utartym zwyczajem niepozorność daru i wychwala łaskawe względy, jakimi głodni uczeni i literaci cieszyli się u możnego mecenasa. Tekst grecki Mowy rodyjskiej z tłumaczeniem łacińskim i objaśnieniami wydał u Mat. Scharffenbergera w Krakowie w roku 1547 Szymon Maricius z Pilzna i przypisał Piotrowi Kmicie; na odwrotnej stronie karty tytułowej widnieje łaciński epigram, którego autor, Jakub Przyłuski, w tych mniej więcej słowach apostrofuje „polskiego czytelnika”:
Murem była Atenom wolna Rodos; dla cię
Drogi Polaku murem jest Hun na bachmacie129.
W nas godzi Geta, czyhał Pers i Trak na one.
Biada obu; już leżą twierdze powalone,
Jeśli jednak rozumem pragniesz ujść zagładzie,
Zagłębiaj się Sarmato w Szymona przekładzie.
Ten sam profesor wydał tekst grecki Mowy o pokoju z tłumaczeniem łacińskim w Krakowie u wdowy po Unglerze w roku 1546 do użytku szkolnego, dedykując i tę pracę Piotrowi Kmicie; samo tłumaczenie łacińskie Mowy o pokoju wydał Antoni Mela w Krakowie u Wietora w roku 1531 i w dłuższym utworze dystychicznym łacińskim poświęca przekład Piotrowi Opalińskiemu, który przepędził młodość na studiach we Włoszech. Cel swojej pracy nauczycielskiej określa polski humanista w tych słowach:
Niech lacka młódź zacnemi studiami pojona
Zacznie obrzydzać sobie dzikie obyczaje;
Dognać albo wyprzedzić chcąc inne plemiona,
Skarby własnej natury niech sama poznaje.
Krzysztof Hegendorf wydał tłumaczenie łacińskie czterech Filipik łącznie z greckim tekstem Drugiej mowy olintyjskiej w roku 1535 z dedykacją do Andrzeja Górki. Anonimowy epigram wstępny nie zdaje się pochodzić od autora. W przedmowie (łacińską prozą) opowiada tłumacz swą rozmowę z Janem Stratiusem, której zawdzięczał pobudkę do podjęcia przekładu. „Na mnie samego” — mówi dalej — „lektura tych mów robi nieraz takie wrażenie, że zapominam o Atenach, a zdaje mi się, jakby Demostenes przemawiał w jakiemś nowożytnem państwie chrześcijańskiem...” A dalej: „Słyszałem od Piotra Mozellana, człowieka prawych obyczajów i wielkiej nauki, jak i rozwagi, że kardynał Bessarion, wysłany niegdyś w poselstwie do króla francuskiego Karola, aby go odwrócić od przymierza z Włochami, a nakłonić do wydania wojny Turkom, wygłosił zamiast własnej mowy pierwszą Filipikę, mało co zmieniając”. Andrzej Frankenberger wydał w Gdańsku w roku 1570 łacińskie streszczenia mów Demostenesa (i Cycerona). W wieku XVII poza nazwiskiem Piotra Wierzbięty Biskupskiego, który w frankfurckiej akademii wygłosił w roku 1605 łacińską pochwałę pism Demostenesa, i nazwiskiem Starnigela nie słyszymy nic o studiach nad Demostenesem.
Tłumaczenia polskie i rozprawy
Pod koniec wieku XVIII wydaje Ignacy z Nagurk Nagurczewski w Warszawie polskie tłumaczenie Filipik „z przyłączeniem uwag historycznych i politycznych”. Przekłady swe odczytywał Nagurczewski przed ogłoszeniem drukiem królowi Stanisławowi Augustowi. W liście dedykacyjnym do króla wyznaje wymowny filolog, że od dawna pociągał go „krasomowny ten Greczyn, głośny talentem ięzyka, a ieszcze bardziey założoną na gruncie serca miłością ku swoiey Rzeczypospolitej”. Nagurczewski zna sądy starożytnych o Demostenesie, a jego własna charakterystyka mówcy, jaką czytamy we wstępie, zachowuje i dziś w pełni swą ważność; oto jej brzmienie: „...Co zaś bardziey, niż to wszystko, różni od innych Demostenesa, i w czym niemiał naśladowcy, tedy zapomnienie zgoła na siebie samego, przytym wielka usilność w unikaniu popisu z swoim dowcipem, bezustanne staranie się obracać pilność słuchaczów na rzecz, a nie na mówcę...” Podobnie jak Orzechowski, tak i Nagurczewski rozumie, że tłumaczyć Demostenesa nie jest wdzięcznym zadaniem, „...ale że krotki i węzłowaty kształt mówienia, którym naybardziey popłaca Demostenes, ledwie na polszczyznę może być przełożony... Pełen bowiem powagi ten Mowca bardziey obfituie w myśli niż słowa, i tak silnym szturmem burzy, że radbyś go naśladował, lecz sztuki tey niedokażesz... Polak ieśliby chciał rownie ścisłą mową, nieodstępnym krokiem idąc w ślady Greczyna, to udać, zgasiłby wszystko, ieśliby zaś dogadzaiąc polszczyźnie przestronnością nadrabiał, owęby moc pracowitszym przystroieniem osłabił”. Tłumacz radzi czytać mówcę głośno i powołuje się na opinię Dionizjusza z Halikarnasu: „Powiada on, iż Demostenes, gdy go czytasz, ledwo niewola. Nastroy tu głos zwyczayny, tam poważny, tu żywo i spiesznie, tam się wstrzymay, tu odetchni, tam miey uwagę, że od iedney do drugiey rzeczy postępuiesz, zażyj tu głosu do pogardy, tam ku litości; tu pokaż przerażenie, tam gniew”. Wstęp zamyka efektowny trait final130 z Dionizjusza: „...A ieśli kto bez duszy, nieporuszony, niepoiętny, kamienny, niech wie, iż Demostenes nie dla niego”.
Nowsze czasy przyniosły tłumaczenia: Andrzeja Oskarda (8 Filipik bez IV, z obszernymi wstępami, Rzeszów 1869), Izydora Poechego (Olintyjskie i 3 Filipiki, Kraków 1883–5, z tłumaczeniem mowy O pokoju i objaśnieniami pióra L. I. Pollaka); W. Z. (3 Olintyjskie, 3 Filipiki i O pokoju, Kraków 1884); C. M. (I Olintyjska, III Filipika 1889); St. Dobrzyńskiego (II Olintyjska, III Filipika, 1894–5); Kusionowicza (Przeciw Arystokratesowi, Kołomyja 1895); Sołtysika (I Filipika); Brableca (I Olintyjska i O pokoju, wyd. kom. Westa); M. Dąbrowskiego (O okręgach podatkowych, wstęp i tłum., Jarosław 1905); L. Małeckiego (O przekroczeniu uprawnień poselskich i O wieńcu, wstęp i tłum., N. Sącz 1906). Nadto tłumaczenia szkolne. — Z literatury krytycznej o Demostenesie posiadamy bardzo niewiele. Wymienić można rozprawki: Fr. Terlikowski (O mowach olintyjskich, 1881); J. Dolnicki (O powstaniu mowy o wieńcu, 1882); W. Barewicz (O mowie przeciw Meidiasowi, 1894); Z. Zapała (O miłości Ojczyzny w politycznych mowach, 1898); Z. Dembitzer (Lektura szkolna Demostenesa w gimnazjum, 1902); Niemiec (Stanowisko w sprawie pokoju Filokratesa, 1902).
Bibliografia ogólna
Wydania tekstu: H. Weil, Les Plaidoyers politiques, Hachette 1877, Les Harangues..., 1881, C. Fuhr, Orationes..., Teubner 1914. Rehdautz-Blass-Fuhr, Die Rede v. Krauze, erklärt, Teubner 1910.
Dzieła o Demostenesie: J. Girard, Études sur l’éloquence attique, wyd. 2, 1884. L. Brédif, Démosthène, wyd. 2, Hachette 1886. M. Croiset, Des idées morales dans l’éloquence politique de Démosthène, Thèse 1874. J. Beloch, Die attische Politik seit Perikles, Teubner 1884. E. Schwarz, Demosthenes’ erste Philippik Marburg 1893. U. Kahrstedt, Forschungen zur Geschichte des ausgehenden den 5. und des 4. Jahrhunderts, Berlin 1910. P. Wendland, Beiträge zur athenischen Politik... des IV Jahrhunderts, 1910. E. Drerup, Aus einer alten Advokatenrepublik, Paderborn 1916.