Mop

Gdy po raz pierwszy usłyszałem o tym,

że ktoś wynalazł mopa, miałem dziewczynę i pracę.

Mop. Po co mi to było? I zaraz jak z plaskacza

— mopa wynalazł ktoś! Nie było czasu się przestraszyć.

Mop. Kręcąc głową jak pod natryskiem,

niekontent, dostałem znów, pod innym kątem.

Mop, istnieje ktoś — nie ja! — kto go pomyślał.

A jak pomyślał, zrobił. Mop. Nie było łatwo.

Ten facet — czy to facet? — kombinował jakoś tak,

po co wyżymać szmatę? Mop. Po co na klęczkach,

kiedy można prosto? Czułem, jak stąpa

po którymś z kontynentów. Wrzało!

Dziewczyna — ja albo mop! Szef w pracy — mop?

co mam przez to rozumieć? Wróciłem do domu

i przejechałem mopem podłogę, każdy zakamarek.

Droga wolna. Mop. Chodzę, chodzę.