Życie z cieniem

Na wydziale sprawdziłem pocztę:

dziekanat, samorząd, krokus od Piotrka,

mamy zaszczyt, promocja, chętnego

do zbioru ogórków. Zacząłem krążyć

po wyludnionym budynku jak dozorca.

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

Automat wydał mi resztę miedzią

i podzwaniając, z kubkiem lury

poszedłem w miejsce, w którym mnie zwęszył

lotny esemes operatora:

darmowe minuty, jeśli coś tam.

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

Woźna zbeształa ślepe stado

idące mym śladem po świeżo umytej

podłodze do labu9 i przyszła zerknąć,

jak się dobijam, bo lab był nieczynny.

Zgubiłem ogon wsiadając do windy.

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

Schodziłem biorąc za dużo stopni,

a gdy się podniosłem, wyrósł przede mną

schemat strzelisty akademickich

rozgrywek w GO10; i ledwo co ślinę

przełknąłem gardłem wąskim jak finał.

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

Widząc mnie rower uniósł siodełko

jak brew, bezpiecznie wpięty w poręcz

moją zapinką oraz kłódką kogoś,

komu był kontaktową skrzynką:

„proszę się stawić w pokoju sto sześć”!

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

Promotor gonił za mną jak termin;

gdyby mnie poznał, wymierzyłby deadline11

Szczęśliwie jednak przemknęły numery

i już pan mego roweru ufnie

schylał się po gorącą skuwkę.

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

Sparzył się, syknął — jasne, po co pukać!

Szybko przyłożył lodowate — słucham?

i leczył się długo — rower to nie teczka,

jak już mówiłem. Są pewne reguły...

W końcu wydobrzał i kopnąłem nóżkę

zbyt zamaszyście (lecz Kowalski czekał).

Ta jedna jedyna

Spośród tysiąca ta jedna jedyna

ma znacznie szerszy pogląd na grupoid12.

Gdyby domeną piękna było wnętrze!

W ogniu rozmowy poręcz nam pod dłońmi

pląsa jak płomień, gaśnie na parterze.

Więc spośród tysiąca — świetnie, bo ja również —

akurat kończy zajęcia. — Tak więc twierdzisz —

pałęta mi się pod butem krawężnik

że w podpierścieniu jest rodzina półnorm?

A ona — ty w którą, w tą? Bo ja też akurat.

I że też akurat razem w głąb tramwaju,

bo tak nam pasuje, brniemy pośród łokci!

A ona spośród tysiąca — inwolucje —

mówi — to osobny temat. — A potem się mijają

tramwaje i widzę, jak cały tysiąc prócz niej

pędzi w przeciwnym kierunku.