Rozdział XI. Helder wymyka się na morze

W opuszczonej części szosy prowadzącej do Cambridge Helder, uciekający przed sprawiedliwością, napotkał wóz automobilowy o widocznym defekcie maszyny. Stał w ten sposób, że było konieczne zwolnić biegu, aby go ominąć.

Kobieta siedziała na skraju drogi, czytając gazetę. Szofer widocznie poszedł do najbliższego miasteczka, aby jakoś zaradzić zepsutej maszynie.

Nawet w chwili niebezpieczeństwa Helder nie dawał za wygraną, aby nie spojrzeć badawczo, jak to było jego zwyczajem, na spotkaną kobietę. Ona podniosła głowę, by rzucić okiem na odjeżdżające auto. Helder przycisnął nogą hamulec i maszyna ze zgrzytem zatrzymała się.

— Pani Comstock Bell, jeśli się nie mylę? — uśmiechnął się, szczerząc zęby.

Spojrzała nań bez najmniejszego lęku, panując w zupełności nad sobą, choć czuła, że nie była panią położenia, gdyż Helder był nader grubiański w takich chwilach.

— Poproszę panią o udanie się ze mną — rzekł.

Nic nie odparła na to. Wiedziała, że wszelka dyskusja byłaby zbyteczna, lecz rzuciła szybkie spojrzenie po zmierzchającej szosie. Nie było nikogo na horyzoncie i zdawała sobie sprawę z grożącego jej niebezpieczeństwa.

Helder stanął obok swojego wozu i otworzył drzwiczki zapraszająco, ale w jego zaproszeniu tkwiła raczej groźba.

— Nie pójdę — rzekła stanowczym tonem.

Chciała pertraktować, aby zyskać na czasie, lecz w tej krytycznej chwili nie mogła myśleć o czymkolwiek, co należałoby jeszcze powiedzieć, a Helder zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa zwłoki.

— Proszę wejść — szorstko rozkazał.

Wzdrygnęła się. On chwycił ją za ramię i na poły uniósł do wozu.

— Jeżeli pani będzie krzyczeć — powiedział, zwracając się do niej ze swego miejsca przy kierownicy — zabiję panią, zrozumiano? Wdziej kaptur — rozkazał Brownowi.

Napięli rzemyki kaptura, gdy w oddali ukazały się światła innego wozu.

— Siadać z obu jej stron i trzymać jej ręce — rozkazał Helder — jeśli będzie krzyczeć, wpakować jej pięść.

Brown wahał się. W jego oczach zabłysnęło coś okrutnego, co Helder momentalnie zauważył i zrozumiał. Z kieszeni swej obszernej marynarki podróżnej wydobył rewolwer.

— Nie baw się ze mną w ciuciubabkę — odezwał się do niego — słyszysz? Inaczej poczujesz to — zagroził mu rewolwerem.

W jego wściekłym głosie było coś nieludzkiego i Tiger opadł na swym siedzeniu zrezygnowany.

Minęli auto z całą szybkością. Noc była ciemna, gdy dotarli do Londynu. Pędzili po zaułkach z szybkością, która wydawała się kierowcy żółwim krokiem, jednak dla milczącego więźnia była wprost nieznośna. Helder unikał więcej zaludnionych dzielnic, okrążając je na przedmieściach, i gnał wytrwale w kierunku wschodnim, aż dotarli do zabrudzonych okolic Essexu i Londyn stanowił z dala jedynie łunę światła na niebie.

Helder ułożył sobie w drodze plan działania: od dawna już wszelkie przygotowania na taką niespodziankę były gotowe. Miał bądź wydzierżawione, bądź zakupione przez siebie większe i mniejsze wille i domki rozsiane po całej Anglii. Umiał ocenić wartość stałego miejsca pobytu i znał niebezpieczeństwo grożące zbrodniarzowi, który zmuszony jest do szybkiego przenoszenia się z miejsca na miejsce.

W odległości dziesięciu mil od Barking znajduje się odludny pas kraju graniczącego z rzeką. Parę niezdrowych osad handlowych, miejsce lądowania statków powietrznych i skład jakiegoś handlarza węgla to było wszystko, co znajdowało się na brzegu.

Helder skierował się ku składowi węgla. Znał snać75 drogę doskonale.

— Wysiądziemy tutaj — nagle powiedział.

Nie było ani jednego domu na odległość wzroku. Zdawali się jedynymi żyjącymi w tej wilgotnej i niezdrowej okolicy. Przed nimi wznosiły się wały węgla w regularnych warstwach. Verity raczej odgadywała, aniżeli widziała położenie drewnianych palisad, które określały granice posiadania hurtownika węgla. Przez chwilę opanował ją paniczny strach.

Helder schwycił ją za ramię i na poły prowadził, na poły popychał przed siebie.

— Nie stanie się pani nic złego — rzekł — jeżeli pani będzie rozsądna — dodał.

Szli, potykając się co krok, przez jakiś kwadrans drogi. W ciemności Verity rozróżniała jakiś niski budynek, który stał na skraju rzeki. Przypływ był znaczny i Helder wydał lekki pomruk zadowolenia.

W ciemności szukał wejścia do budy, otworzył ją i wepchnął Verity do wnętrza.

Tchnęło zapachem smoły i nafty.

Helder zaświecił lampę i ujrzała się w dużej budzie okrętowej, w której na środku tłusto wysmarowanych tramów stała łódź motorowa. Przodem skierowana była ku bramie u drugiego końca, skąd widocznie był wstęp do wody.

Helder obserwował ją, gdy rozglądała się po wszystkim z niejakim zainteresowaniem.

— To moja łódź ratunkowa — rzekł, wracając do swojego starego, dobrego humoru, i wskazał na wielką barkę ze wzruszeniem — ona czeka na mnie, by mnie wyratować z rozbitego okrętu — dodał. — Czas najwyższy, by opuścić ten kraj.

Dwaj towarzysze oglądali łódź z ciekawością.

Tiger Brown, jakkolwiek był przestraszony czekającą nań perspektywą, nie mógł powściągnąć okrzyku podziwu dla przewidującego chlebodawcy:

— Patrzcie, to eleganckie!

— Ona jest zaopatrzona na dłuższą podróż i jest wspaniałym okręcikiem morskim — zauważył Helder.

Zawieszony na pułapie był stalowy łańcuch, u którego końca wisiała rączka. Pociągnął ją na dół i brama u drugiego końca budy otworzyła się szeroko, ukazując ciemne wody rzeki.

— Wchodźcie — rzekł. Wskazał na drabinkę opartą o ścianę i Brown, przytwierdziwszy ją do łodzi, wspiął się pierwszy. Helder zwrócił się do dziewczyny.

— Nie pójdę — rzekła stanowczo. — Rób pan co się panu podoba, ja nie pójdę. Czy nie wystarczy panu to, co pan już ze mną zrobił?

— Uważam, że pani pójdzie, pani Comstock Bell — rzekł z namysłem. — Nie mam ochoty spotkać się z pani małżonkiem w więzieniu chelmsfordzkim.

Pobladła aż do warg i cofnęła się wstecz76. Helder zaśmiał się.

— Tak, ten wasz sekret był bardzo dobrze zachowany i dotychczas ja jestem jedyną żyjącą osobą w Anglii, prócz pani, która sekret ten zna. Uważam, że jakkolwiek rzecz ta się przedstawia, pani małżonek jest nieco przeczulony. W każdym razie zaoszczędzi pani i mnie, i sobie wiele przykrości, jeżeli pani nie będzie dalej upierać się przy swoim kaprysie.

— Mój mąż jest niewinny — rzekła dziewczyna z naciskiem — on cierpi za cudzą winę.

Helder skłonił się z grzecznością.

— Przeważnie mieszkańcy więzień są ludźmi niewinnymi. W ogóle cierpią za obrazę dokonaną przez bliźnich — odparł. — Wejdź pani! — mówił tonem rozkazującym, brutalnym. — Wejdź pani — powtórzył ostro. — Pani jest mi potrzebna, konieczna i zabiorę panią ze sobą, jeślibym nawet... — nie dokończył.

Wiedziała, że opór jest daremny. Nie rozumiała i nie mogła sobie tego wytłumaczyć, w jaki sposób Helder odkrył tajemnicę, której strzeżeniu poświęciła całą swoją uwagę. Obawiała się, że nieposłuszeństwo w obecnej chwili pociągnie za sobą wyjawienie tajemnicy Comstocka Bella.

Rzuciła rozpaczliwie okiem po towarzyszach Heldera. Brown okazał niechęć posłuszeństwa, lecz w tej chwili, gdy otwierały się przed nim widoki wolności, miał równie jak Helder w myśli jedno tylko: uciec jak najprędzej. Pozostał tylko Clinker. Nie widziała jednak w oczach Clinkera żadnego wyrazu sympatii. Ręka jej drżała, gdy ujęła drabinkę, by wspiąć się na łódź, nie okazywała zresztą żadnego lęku.

Helder szedł za nią, po czym odrzucił drabinkę.

Pochylił się nad tyłem statku, wyjął klin, na którym statek trzymał się w miejscu i poszybowali gładko w wodę. Po chwili maszyny zaczęły się obracać, wydając głośny turkot, i motorówka popłynęła przodem skierowanym w dół rzeki.

Clinker i Tiger Brown udali się na przód okrętu, a Helder został sam z dziewczyną w małej tylnej kabinie. Zaświecił małą żarówkę, widocznie podtrzymywaną przez baterię akumulatorową pod siedzeniem. Verity posunęła się ku zamkniętemu otworowi na tyle statku.

— Może pani udzieli mi pewnych informacji? — rzekł po chwili.

Nic nie odpowiedziała.

— Sądzę, że mogłaby mi pani coś wyjaśnić — ciągnął niezrażony jej milczeniem. — Mam dostateczne pojęcie o pani ślubie z Bellem, natomiast ciekawy jestem, w jaki to sposób udało się pani wujowi popełnić względem mnie zdradę.

Ściągnęła wargi jeszcze mocniej, aniżeli przedtem. W jej pięknych oczach błyszczała głęboka pogarda, co doprowadzało go do wściekłości.

Zagasił jedną ręką żarówkę, a drugą schwycił ją brutalnie za przegub ręki. Szybkim ruchem wywinęła mu się i skoczyła ku tyłowi małej kabiny.

— Jeżeli pan zbliży się do mnie — rzekła stanowczym głosem — skoczę do morza.

— Nie ma się pani czego obawiać — odpowiedział śmiejąc się — pani jest zbyt drogocennym nabytkiem, abym miał panią skrzywdzić. Sądzę, że Comstock Bell ładnie zapłaci za panią.

Mówiąc to, posuwał się do niej bokiem, po czym, bez żadnego słowa, przyskoczył do niej i chwycił ją w swe ramiona. Wydała przeraźliwy krzyk, tak iż wśród ciszy nocnej zdało się, jakoby zbudziła wszystko, co ruszało się na całej przestrzeni sennej rzeki.

— Cicho! — zawył z wściekłością.

— Puść mnie pan! — krzyczała.

— Przyrzeknie mi pani, że nie będzie pani więcej robiła wrzasków? — spytał.

— Puść mnie pan! — powtórzyła.

Puścił ją i wrócił w głąb kabiny.

— Proszę tu wejść — rozkazał.

— Zaświeć pan lampę — odrzekła.

Przycisnął guziczek i zabłysło znów światło. Ona nie ruszała się z miejsca, poza obrotem głowy. Wyprostowała nagle ciało.

— Dzięki Bogu! — usłyszał jej szept — Seabreaker.

Rzucił spojrzenie. Za nimi, w pełnym pędzie płynął holownik. W jednej chwili ogarnął niebezpieczeństwo.

Jednym susem znalazł się przy niej i przyłożył jej rękę do ust, po czym wytężył się, by ją zawlec do kabiny. Przez chwilę mocowali się ze sobą, aż barka chwiała się pod nimi. Udało jej się wyswobodzić z jego rąk. Wysunął dłoń, by ją pochwycić, ale było za późno: rzuciła się głową przed siebie w wodę.

Do jego uszu doszedł przenikliwy głos maszyn holownika i uświadomił sobie, że jej czyn miał świadków. Szybkim krokiem skierował się do kabiny i zakręcił znów światło.

W tej chwili nadszedł Tiger Brown.

— Co się stało? — zapytał.

Helder chwilę nie dawał odpowiedzi. Wybuchając śmiechem, powiedział:

— Jeżeli uda nam się dostać do brzegu belgijskiego przed świtem, będziemy mieć niezwykłe szczęście.

Spojrzał w tył. Odległość między nim a ścigającymi wzmogła się znacznie, albowiem Seabreaker zwrócił się bokiem i nie wątpił, że zniżono łódź, aby wyratować dziewczynę.

— Jakoś — mówił na poły do siebie — wątpię, czy dostaniemy się do kontynentu.

Rozdział XII. Ironia losu

W ślicznym saloniku Seabreakera leżała Verity Bell, osłabiona, ale uśmiechnięta. Mąż jej siedział przy niej.

Holownik skierował się z powrotem w górę rzeki, a Gold, siedząc obok kapitana, rozważał skutki wysłanego telegraficznie zarządzenia, aby policja strzegła wybrzeża francusko-belgijskiego.

W saloniku tymczasem rozgrywała się pewnego rodzaju tragedia małżeńska. Wszak małżonkowie nieledwie nie znali się jeszcze wcale.

Verity leżąc rozmyślała nad spełnionym przez siebie zadaniem. Spełniła je w zupełności. Teraz — co?

Przez na wpół zamknięte oczy długo spoglądała na Bella, zanim uświadomił sobie, że wróciła do przytomności. Zauważyła jego wychudzone oblicze — wskutek dłuższego pobytu w więzieniu — jednak zadowolone i spokojne.

— Co dalej?

Jeżeli już nie jeden raz, leżąc tak w tym saloniku, zastanawiała się nad koniecznością rozwodu, teraz myśl ta, mimo całej zgrozy, jaka ogarniała ją na brzmienie tego słowa, narzucała jej się z tym większą siłą.

Plany Comstocka Bella były za to jaśniejsze. Nigdy jeszcze Verity nie podobała mu się tak bardzo, jak właśnie teraz. Właściwie dotąd Bell nie znalazł wcale czasu, aby jej się przypatrzyć dokładniej; nawet w tej chwili myśl o wielkiej usłudze, jaką mu ona oddała przez swoje poświęcenie się dla niego, nie pozwalała mu na branie tego jej zewnętrznego przymiotu do tego stopnia w rachubę, jak to inni bogacze na jego miejscu zwykle czynią.

Verity otworzyła oczy.

— Ach — odezwała się, spostrzegając Comstocka Bella. W głosie jej dźwięczała nuta, która musiała mu się wydać niezmiernie sympatyczna.

— Panią dziwi, że mnie widzi, prawda?

Nie zdobył się dotychczas na przemawianie do niej po imieniu, nie wspominając już o „tykaniu77”. Byli względem siebie na stopie przyjacielskiej, nic poza tym.

— Nie, bynajmniej — odpowiedziała ze spokojem — lecz fakt tej pozornej naturalności jest właśnie dziwny.

Nastąpiło dłuższe milczenie, które ona przerwała.

— Mój wuj — rzekła — czy on...

Comstock Bell kiwnął smutnie głową.

— Obawiałam się tego — łagodnie powiedziała. — Biedny wuj!

— Był za młody na mój wiek — dodała po chwili — bym miała nań patrzeć jak to się zwykle patrzy na tego rodzaju pokrewieństwo, był dla mnie jednak bardzo dobry. — Oczy jej zalały się łzami. — Jestem... — Urwała, a lekki rumieniec zabarwił jej twarz.

— Jestem? — powtórzył za nią cichym, pytającym głosem.

Potrząsnęła głową.

— Nic... nic — spiesznie odpowiedziała.

— Chciała pani powiedzieć, że pani jest sama na tym świecie — rzekł Comstock Bell, ujmując jej rękę w swoją — a jednak — z uśmiechem ciągnął — i ja nie jestem w lepszym położeniu.

Zrobił przerwę.

— Jesteśmy małżeństwem, wie pani — dodał.

W jej oczach odmalowała się wielka przykrość.

— Wiem o tym — odpowiedziała — wolałabym jakoś, by pan o tym nie mówił. Należy jednak zastanowić się nad tym.

Kiwnął głową, czekając dalszych wynurzeń.

— Widzi pan — ciągnęła, opierając głowę na dłoni — gdyby to było w powieści, winni byśmy żyć nader szczęśliwie, czego życzyłabym sobie z całego serca. Ale tak niestety nie jest. Mnie nie wolno niszczyć pańskiego życia...

— Ani mnie życia pani — przerwał.

— O mnie mniejsza — odpowiedziała z lekkim uśmiechem — moje życie byłoby w każdym razie zniweczone, gdybym panu odmówiła pomocy... a mogło się stać tylko tak, jak się stało. Widzi pan... — Wahała się. — Kiedy pan mówił mi o pańskich planach i o historii szaleńczego Klubu Zbrodniarzy... domyśliłam się.

— Czego?

— Że Willetts jest moim wujem. — Spojrzała nań z powagą. — Maple jest moim nazwiskiem, a wuj Tomasz przybrał sobie to nazwisko... z wielu powodów.

Nastąpiło dłuższe milczenie.

— Nie możemy tak dalej żyć — podjęła Verity znowu. — Małżeństwo, które zawarliśmy ze sobą, nie jest moralnie obowiązujące... Ja jestem bowiem kobietą zdolną do kochania... żaden majątek ani zaszczyty nie zastąpią mi tego... Przypuśćmy, że kiedyś pokochałabym kogoś...

Spuściła powieki.

— Przewidziałem to już — łagodnie zauważył. — Jestem przekonany, że pani pokocha kogoś... i tym kimś będę ja...

*

Motorówka Heldera borykała się z burzą. Helder stał przy sterniku. Tiger Brown leżał na wznak w małej dolnej kabinie.

— Czy nie moglibyśmy zawinąć gdzieś do małego portu i przeczekać burzę? — zapytał Heldera sternik.

Helder nic nie odpowiedział.

Po chwili dopiero zapytał:

— Musielibyśmy zawrócić. Gdzie jednak moglibyśmy wylądować?

Sternik zastanowił się.

— Moglibyśmy wrócić do Tamizy — odpowiedział.

Helder potrząsnął głową.

— Nie — odparł — to byłoby zbyt niebezpieczne.

— A może w Clacton78? — rzekł sternik — tam nikt nas nie zauważy. Mamy jeszcze ze cztery godziny do świtu.

O godzinie czwartej nad ranem dziób łodzi motorowej uderzył o piaski między Clacton a Walton. Mała załoga wyszła na brzeg.

— Co zrobić z łodzią? — zapytał Tiger Brown. Helder zawahał się. Nie miał ochoty utracić łodzi, która stanowiła ostatnią deskę ratunku. Wiedział jednak, że rano strażnicy nadbrzeżni mogliby odkryć łódź i policja miałaby wiadomość o jego wylądowaniu w Anglii. Kazał więc zatopić łódź i puścił się z Brownem do Clacton.

— Dokąd pan idzie teraz? — spytał Brown.

— Wracam do Londynu — odparł Helder — i stamtąd dalej... zwyczajną drogą. A wy...

— Niech się pan o mnie nie troszczy — rzekł Tiger. — Dam sobie radę.

Poszedł z Clinkerem w swoją drogę, a Helder zwrócił się w stronę stacji kolejowej.

Miał szczęście. Udało mu się długą, okrężną drogą dostać do stacji południowo-wschodniej, gdzie niektóre pociągi zatrzymują się w drodze do wybrzeża.

Aż do Ashford79 drzemał w pociągu. Wyszedł na platformę, aby kupić gazetę. Na pierwszej stronicy uderzył go napis:

— Międzynarodowa banda fałszerzy: ucieczka i powrót przywódcy Heldera.

Gryzł wargi z wściekłości, czytając jak następuje:

„Scotland Yardowi udało się wytropić bandę, która od lat fałszowała odcinki dolarów amerykańskich. Ubiegłej nocy pan Wentworth Gold, szef sekcji detektywistycznej przy ambasadzie amerykańskiej, odkrył gniazdo fabryki fałszywych banknotów. Znajdowało się na drodze do Cambridge, w odległości jakichś 25 mil od miasta. Fałszerzom udało się jednak umknąć z Anglii w łodzi motorowej. Dalsze badania, względnie hipotezy, których z powodu spóźnionej pory nie podajemy w rozciągłości, nasuwają policji przypuszczenie, że Helder, który opuścił potem łódź motorową i wrócił na ląd angielski, znajduje się znów na drodze do wydostania się z Londynu regularnym okrętem pasażerskim, na którym spodziewa się wymknąć niepostrzeżenie do Europy.

Wszystkie okręty pasażerskie w Dover, Folkestone, Newhaven i Harwich są strzeżone.”

Nie było widoków wydostania się. Helder postanowił przedostać się do Liverpoolu i stamtąd na okręt odjeżdżający do Ameryki.

Miała to jednak już być jego ostatnia wyprawa.

Wczesnym rankiem następnego dnia Gold otrzymał telegram: Helder aresztowany w Queenstown.

Gold wsiadł natychmiast do najbliższego pociągu, który zawiózł go do posterunku policyjnego, w którym umieszczono tymczasowo przywódcę fałszerzy.

— No, Gold — przywitał go Helder — udało się panu. Dostaliście mnie wreszcie.

Gold kiwnął głową.

— Tak — odparł — zrobił pan intensywną wycieczkę w ostatnich dwóch dniach.

Helder zaśmiał się z goryczą.

— Czy wie pan, w jaki sposób zostałem zaaresztowany? — zapytał.

— Nie — odparł Gold, zdziwiony tym zapytaniem.

— Byłem w biurze podróży, by zakupić bilet do Ameryki — ciągnął Helder. — Wręczyłem urzędnikowi dwie pięciofuntówki angielskie. Nie zastanawiałem się wcale nad powodem zwlekania urzędnika z wydaniem mi biletu. W minutę później wszedł detektyw i przyaresztował mnie.

— Poznali pana — zauważył Gold.

Helder skrzywił twarz w tragicznym uśmiechu.

— Nie, nie poznali mnie — odpowiedział.

Gold podniósł brwi.

— Przecież pan nie wyrabiał angielskich banknotów — zawołał.

Helder potrząsnął głową.

— Na tym polega ironia mojego losu — wytłumaczył Goldowi — jakieś obce falsyfikaty dostały się w moje posiadanie.

Przypisy:

1. I guess (ang.) — tu: jak sądzę. [przypis edytorski]

2. Finsbury Square — plac w centralnym Londynie. [przypis edytorski]

3. Broad Street — ulica oraz okręg wyborczy w londyńskim City. [przypis edytorski]

4. Giełda Królewska — dawniej giełda towarowo-finansowa w centrum Londynu, aktualnie budynek mieszczący centrum handlowe. [przypis edytorski]

5. Threadneedle Street — jedna z ulic londyńskiego City, prowadząca do historycznego i finansowego centrum miasta. [przypis edytorski]

6. m’sieur (fr. monsieur) — pan. [przypis edytorski]

7. Cheapside — jedna z głównych ulic centralnego Londynu, dawniej ośrodek handlowy. [przypis edytorski]

8. jard — jard angielski równa się 0,914 m. [przypis tłumacza]

9. Park Lane — główna ulica Westminsteru, londyńskiej dzielnicy o statusie miasta, na której terenie znajduje się m.in. Pałac Westminsterski — siedziba parlamentu brytyjskiego. [przypis edytorski]

10. Piccadilly — ulica w Westminsterze, biegnąca między Hyde Parkiem a Piccadilly Circus, skrzyżowaniem, stanowiącym część centrum teatralno-kulturalnego miasta. [przypis edytorski]

11. Coney Island — dzielnica rozrywkowa i mieszkalna na półwyspie będącym częścią nowojorskiego Brooklynu. [przypis edytorski]

12. Regent Street — główna ulica handlowa w dzielnicy West End w Londynie. [przypis edytorski]

13. Green Park (ang. Zielony Park) — jeden z królewskich parków (ang. Royal Parks) w Westminsterze, w przeszłości teren rekreacyjny rodziny królewskiej. [przypis edytorski]

14. Marylebone Parish Church — XIX-wieczny kościół anglikański przy ulicy Marylebone w Londynie. [przypis edytorski]

15. repertorium — spis, skorowidz. [przypis edytorski]

16. Palm court — atrium z palmami, zazwyczaj w luksusowych hotelach. [przypis edytorski]

17. Gravesend — angielskie miasto w hrabstwie Kent na brzegu Tamizy. [przypis edytorski]

18. nic do czynienia — dziś raczej: nic do zrobienia a. nic do roboty. [przypis edytorski]

19. Regent Park — jeden z królewskich parków w Londynie, na północy którego znajduje się zoo. [przypis edytorski]

20. Wiktoria — tu: Victoria Station, jedna z głównych stacji kolejowych w londyńskim City. [przypis edytorski]

21. wóz (ang. car) — tu: wagon. [przypis edytorski]

22. Calais — miasto w płn.-wsch. Francji, ważny ośrodek transportowy i pasażerski; z brzegu morskiego u stóp Calais widać Wielką Brytanię, mianowicie Dover. [przypis edytorski]

23. nadeszły — tu: nadesłany. [przypis edytorski]

24. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

25. Cadogan Square — plac mieszkalny w zachodnim Londynie. [przypis edytorski]

26. Nelson — region w Nowej Zelandii. [przypis edytorski]

27. B. C. (ang. British Columbia) — Kolumbia Brytyjska, prowincja Kanady. [przypis edytorski]

28. Johannesburg — miasto w Republice Południowej Afryki. [przypis edytorski]

29. Shropshire — hrabstwo angielskie graniczące z Walią. [przypis edytorski]

30. faux pas (fr.) — fałszywy krok; niezręczność. [przypis edytorski]

31. Dalston — dzielnica Londynu. [przypis edytorski]

32. yale’owskie zamki — rodzaj zamka bębenkowego, który można otworzyć jedynie za pomocą pasującego klucza. Nazwa pochodzi od jego wynalazcy Linusa Yale seniora. [przypis edytorski]

33. Mersey — rzeka w zachodniej Anglii, uchodząca do Morza Irlandzkiego. [przypis edytorski]

34. Euston — jedna z głównych stacji kolejowych w Londynie, w dzielnicy London Borough of Camden. [przypis edytorski]

35. Lucerna — miasto w Szwajcarii, ośrodek wypoczynkowy. [przypis edytorski]

36. tuszyć (daw.) — mieć nadzieję. [przypis edytorski]

37. Dover — port brytyjski w hrabstwie Kent, nad kanałem La Manche. [przypis edytorski]

38. Amiens — miasto w północnej Francji. [przypis edytorski]

39. City — część Londynu stanowiąca centrum finansowo-handlowo-ubezpieczeniowe Wielkiej Brytanii, historyczne centrum miasta. [przypis edytorski]

40. Sidney Street — ulica w Londynie, miejsce oblężenia Sidney Street w 1911 r., strzelaniny między siłami policyjnymi i wojskowymi oraz łotewskimi imigrantami. Była to kulminacja wcześniejszych wydarzeń związanych z próbą kradzieży biżuterii przez gang łotewskich imigrantów, która zakończyła się zabiciem trzech policjantów i przywódcy gangu. [przypis edytorski]

41. East End (ang. Wschodnia Dzielnica) — uboższe, wschodnie dzielnice Londynu. [przypis edytorski]

42. rozhowor — rozmowa. [przypis edytorski]

43. umbra (daw.) — abażur. [przypis edytorski]

44. Poplar i Canning Town — dzielnice wschodniego Londynu. [przypis edytorski]

45. nota — tu: banknot. [przypis edytorski]

46. zaczynały wchodzić w stan niepewności — tj. zaczynały stanowić niepewny interes. [przypis edytorski]

47. wyglądnął — dziś popr. forma: wyjrzał. [przypis edytorski]

48. tchu dostać nie móc — dziś popr. raczej: nie móc tchu złapać. [przypis edytorski]

49. Aldgate — jedna z bram byłego muru obronnego wokół Londynu, aktualnie stacja metra. [przypis edytorski]

50. Surrey — hrabstwo na południe od Londynu. [przypis edytorski]

51. Plac Opery — plac w dziewiątej dzielnicy Paryża, znajduje się na nim Opéra Garnier, nazwana tak na cześć jej architekta, Charlesa Garniera. [przypis edytorski]

52. Stacja Północna — Gare du Nord, jedna z sześciu głównych stacji w Paryżu. [przypis edytorski]

53. Hawr — miejscowość w Normandii, znajduje się w niej największy port we Francji. [przypis edytorski]

54. modus operandi (łac.) — sposób działania. [przypis edytorski]

55. Waltham Cross — miasto 20 km na północ od centralnego Londynu, zalicza się do londyńskiego obszaru metropolitalnego. [przypis edytorski]

56. ipso facto (łac.) — na mocy samego faktu. [przypis edytorski]

57. in capite et membris (łac.) — w głowie i członkach. Hasło reformy in capite et membris upowszechniło się w XV w. w kontekście reformy Kościoła katolickiego i przyświecało soborom w Pizie, w Konstancji i w Bazylei. [przypis edytorski]

58. oglądnął — dziś popr.: obejrzał. [przypis edytorski]

59. wyglądnął — dziś popr.: wyjrzał. [przypis edytorski]

60. Chelmsford Gaol — lokalne więzienie w mieście Chelmsford w hrabstwie Essex, 42 km na płn.-wsch. od Londynu. [przypis edytorski]

61. Savoy — luksusowy hotel, otwarty w 1889 r. w centrum Londynu. [przypis edytorski]

62. finanseria (daw.) — spekulacja pieniężna. [przypis edytorski]

63. persona grata (łac.) — osoba mile widziana w danym towarzystwie. [przypis edytorski]

64. inserat (daw.) — ogłoszenie. [przypis edytorski]

65. nota — tu: banknot. [przypis edytorski]

66. ogrody kensingtońskie — jeden z parków królewskich w dzielnicy City of Westminster. [przypis edytorski]

67. Manor House — obszar północnego Londynu bezpośrednio graniczący z parkiem Finsbury. [przypis edytorski]

68. Royston — miasto w hrabstwie Hertfordshire, 61 km na północ od centrum Londynu. [przypis edytorski]

69. Southend-on-Sea — miasto na wybrzeżu południowej Anglii. Znajduje się w nim najdłuższe molo na świecie. [przypis edytorski]

70. zaczem (daw.) — w związku z czym, wobec czego. [przypis edytorski]

71. ekspiacja — okupienie winy, pokuta. [przypis edytorski]

72. Boulogne — miasto i region w północnej Francji. [przypis edytorski]

73. Tilbury — miasto portowe w Anglii na północnym brzegu Tamizy. [przypis edytorski]

74. Barking — wcześniej miasto należące do hrabstwa Essex, aktualnie wschodnia dzielnica Londynu, zamieszkiwana w dużej mierze przez obcokrajowców. [przypis edytorski]

75. snać a. snadź (daw.) — widocznie, prawdopodobnie. [przypis edytorski]

76. cofnęła się wstecz — błąd logiczny (pleonazm); popr.: cofnęła się a. zrobiła krok wstecz itp. [przypis edytorski]

77. tykanie — tu: mówienie do kogoś na „ty”, z pominięciem form grzecznościowych. [przypis edytorski]

78. Clacton — angielskie miasto nad Morzem Północnym. [przypis edytorski]

79. Ashford — miasto w hrabstwie Kent. [przypis edytorski]