SCENA PIĄTA
Roksana, Cyrano, potem siostra Marta.
ROKSANA
nie odwracając się
O czym to ja mówiłam?...
Haftuje. Cyrano bardzo blady, w kapeluszu pilśniowym na oczy nasuniętym, ukazuje się. Siostra, która go przeprowadza, odchodzi. Cyrano zaczyna schodzić z tarasu, powoli, z widocznym wysiłkiem opierając się na lasce. Roksana zajęta robotą.
Te barwy spłowiały,
Hafty na tym ornacie już mają wiek cały!
Jakby je tu odświeżyć?
do Cyrana tonem przyjacielskiego łajania
Dziś po latach wielu
Pierwszy raz się spóźniłeś, drogi przyjacielu!
CYRANO
który doszedł do fotelu i usiadł, głosem wesołym, nie licującym z wyrazem twarzy
Dlatego jestem wściekły, że mnie zatrzymano!...
ROKSANA
Czym?...
CYRANO
Wizytą, całkiem dziś niespodziewaną.
ROKSANA
roztargniona, haftując
Zapewne jakiś natręt?
CYRANO
Nie, to ona była.
ROKSANA
Ale ją odprawiłeś?
CYRANO
Tak, kuzynko miła.
— Wybacz mi, powiedziałem, ale dziś sobota,
Dnia tego w pewnym domu czeka mnie robota;
Nic mnie od niej nie wstrzyma: powróć za godzinę!
ROKSANA
lekkomyślnie
Jakże śmieszną mieć będzie ta osoba minę,
Czekając na twój powrót w tempie niezbyt skorem:
Nie pozwolę ci odejść dzisiaj przed wieczorem.
CYRANO
Może będę zmuszony wcześniej się oddalić.
Zamyka oczy i milczy przez chwilę. Siostra Marta przechodzi przez park od kaplicy do tarasu. Roksana ją spostrzega i daje znak głową.
ROKSANA
do Cyrana
Już się nie przekomarzasz z siostrą Martą? Zalić440
Brak dowcipu?
CYRANO
Nie!
grubym, śmiesznym głosem
Zbliż się, siostro Marto, do mnie!
Siostra zbliża się ku niemu
Ha! ha! ha! Piękne oczy wciąż spuszczone skromnie!
SIOSTRA MARTA
podnosząc oczy z uśmiechem
Ależ...
spostrzega jego twarz i czyni gest zdziwienia
Och!
CYRANO
cicho, pokazując jej Roksanę
Sza! To nic, nic!
głosem chełpliwym, głośno
Wczoraj mięso jadłem!
SIOSTRA MARTA
Wiem, wiem.
na stronie
Dlatego licem przeraża wybladłem!
prędko i cicho
Do refektarza proszę przyjść za minut parę,
Gorącego bulionu dam waćpanu czarę...
Przyjdziesz aść?
CYRANO
Przyjdę, przyjdę!
SIOSTRA MARTA
Więc rzecz umówiona.
Rozsądniejszym dziś trochę waszmość jest.
ROKSANA
która słyszy ich szeptanie
Czy ona
Próbuje cię nawrócić?
SIOSTRA MARTA
Uchowaj mnie, Boże!
CYRANO
Prawda! Święta gaduła, tak zawsze w ferworze —
Milczy, zamiast kazanie wypalić mi ostre?...
ze śmieszną wściekłością
Tam, do kroćset! Ja także zadziwię wnet siostrę!
udaje, że szuka nowego pomysłu, aby się przekomarzać
Pozwalam ci w kaplicy... — ach, to rzecz nieznana! —
Po... modlić się wieczorem za duszę Cyrana.
ROKSANA
Och! Och! Och!
CYRANO
śmiejąc się
Siostra Marta milczy z osłupienia!
SIOSTRA MARTA
łagodnie
Nie czekałam waszmości na to przyzwolenia.
Odchodzi.
CYRANO
podchodząc do Roksany, pochylonej nad krosnami
Zjem diabła, jeśli kiedy te ornaty mnisze
Pokryje haft!
ROKSANA
Wiedziałam, że ten żart usłyszę.
W tej chwili mały wiatr strąca z drzew liście.
CYRANO
Liście!
ROKSANA
podnosząc głowę i patrząc w głąb alei
Wenecko żółtą wszystkie barwę mają.
Przyjrzyj się, jak spadają.
CYRANO
Jak dobrze spadają!
W tej podróży tak krótkiej z gałęzi ku ziemi
Umieją pięknościami błysnąć ostatniemi,
I mimo świadomości dążenia ku błotu
Pragną, by ten upadek miał powab polotu!
ROKSANA
Cyrano w melancholii?
CYRANO
przychodząc do siebie
Nie, chyba z pozoru!
ROKSANA
Daj pokój spadającym już liściom jaworu...
I powiedz mi lepiej, co słychać nowego.
Moja gazeta?
CYRANO
Służę.
ROKSANA
Ach!
CYRANO
coraz bledszy i walcząc z bólem
Dziewiętnastego,
W sobotę, król objedzon zbytnio powidłami,
Dostał gorączki; dwoma lancetu cięciami
Uśmierzono ją przecież i chociaż źle z głową,
Najjaśniejszy puls znowu bije prawidłowo.
U królowej na balu spalono w niedzielę
Siedmset sześćdziesiąt cztery pochodnie...
ROKSANA
Tak wiele!
CYRANO
Don Juan Austriacki441 pobity nareszcie,
Czterech czarnoksiężników powieszono w mieście;
Pieskowi pani d’Athis lewatywę dano...
ROKSANA
Proszę bardzo, zamilczeć chciej, mości Cyrano!
CYRANO
W poniedziałek dwór bawił w Fontainebleau442 od ranka.
Wtorek... nic. Lygdamira zmieniła kochanka.
ROKSANA
Och!
CYRANO
którego twarz zmienia się coraz bardziej
We środę hrabiemu de Fiesque powiedziała
Zmienna Monglat: Nie! Czwartek: bal u kardynała;
Młody król do północy brał udział w zabawie;
Piękna Mancini443 — Francji królową, lub prawie!
W piątek znowu: Tak! — rzekła Monglat do hrabiego;
A w sobotę...
Zamyka oczy. Głowa mu opada. Milczenie.
ROKSANA
zdziwiona, że nic już nie słyszy, odwraca się, patrzy i wstaje zmieszana.
Cyrano! Zemdlał!
Biegnie do niego z krzykiem.
CYRANO
otwierając oczy, głosem niepewnym
Co takiego?
Widzi Roksanę schyloną nad sobą i szybko poprawiając kapelusz na głowie, odsuwa się z przestrachem w głąb fotelu.
Nie, nie! To nic!
ROKSANA
Jednakże...
CYRANO
To mimo lat wielu
Moja... rana... spod Arras...
ROKSANA
Biedny przyjacielu!
CYRANO
Ale to nic. To przejdzie.
uśmiecha się z przymusem
To już zapomniane.
ROKSANA
stając przy nim
Każdy z nas ma swą ranę; ja mam także ranę,
Która bliznę na strzępy niekiedy rozrywa.
Ona tam, zadawniona, ta rana wciąż żywa.
kładzie rękę na piersi
Ona tam jest, pod listem, co zżółkły i blady!
Lecz widać na nim jeszcze łzy i krwawe ślady!
Zaczyna się ściemniać.
CYRANO
Jego list!... Powiedziałaś, że mi dnia którego
Może go dasz przeczytać?
ROKSANA
Ach! Pragniesz?... List jego,
Który sobie do trumny każę później włożyć?
CYRANO
Tak... Ja chcę... Jeszcze dziś...
ROKSANA
dając mu woreczek zawieszony u swej szyi
Weź!
CYRANO
biorąc go
Czy mogę otworzyć?
ROKSANA
Otwórz, czytaj!...
Wraca do swoich krosen, zwija je, układa wełnę.
CYRANO
czytając
„Roksano moja ukochano,
„Żegnaj, umieram!...”
ROKSANA
wstrzymując się, zdziwiona
Na głos?
CYRANO
czytając
„Zapewne do rana
Nie dożyję, bądź zdrowa! Tak pełną mam duszę
Niewysłowionej jeszcze miłości, a muszę
Umrzeć! Nigdy już, nigdy, mój wzrok, dla którego
One były rozkoszą...”
ROKSANA
Ach, jak ty list jego
Czytasz!
CYRANO
czytając
„Stu pocałunków nie prześle w twą stronę.
Nigdy, nigdy już oczy moje upojone
Nie będą twoich w locie ruchów całowały!
Oto widzę z nich jeden zwykły ci gest mały,
Kiedy ręką dotykasz w zamyśleniu czoła...”
ROKSANA
Ach, jak ty list ten czytasz!
Noc zapada niepostrzeżenie.
CYRANO
„I serce me woła:
Żegnaj mi!...”
ROKSANA
Ty go czytasz...
CYRANO
„O, moje śliczności,
„Kochanie moje...”
ROKSANA
Głosem...
CYRANO
„Skarbie mej miłości
Czystej, jedynej...”
ROKSANA
Głosem...
CYRANO
„Najgłębszej, najszczerszej!...”
ROKSANA
Który z pewnością słyszę już nie po raz pierwszy!
Zbliża się niepostrzeżenie, staje za fotelem, pochyla się i patrzy na list. Zmrok coraz większy.
CYRANO
„Serce me towarzyszy ci zawsze, boć przecie
I jestem, i na tamtym będę nawet świecie
Tym, który ciebie kochał bez miary; i ciebie... ”
ROKSANA
kładąc mu dłoń na ramieniu
Jak możesz teraz czytać? Już noc jest na niebie.
Cyrano wzdryga się, odwraca, widzi ją przy sobie, czyni ruch przerażenia, spuszcza głowę. Długie milczenie. Potem, w mroku zapadłym zupełnie, Roksana mówi, składając ręce.
I on od lat czternastu w tej roli udaje
Starego przyjaciela, i śmiesznym się staje!
CYRANO
Roksano!
ROKSANA
To ty byłeś.
CYRANO
Nie, nie, nie, Roksano.
ROKSANA
Domyśleć się powinnam była, gdy Cyrano
Wymówił moje imię!
CYRANO
O, nie! To był inny!
ROKSANA
To ty byłeś!
CYRANO
Przysięgam!...
ROKSANA
Spostrzegam niewinny,
Szlachetny cały podstęp: ty pisałeś listy...
CYRANO
Przysięgam, że...
ROKSANA
Mam przecież dowód oczywisty:
Słowa tchnące uczuciem namiętnym, szalonym —
Były twoje!
CYRANO
Nie!
ROKSANA
Twój to brzmiał głos pod balkonem!
CYRANO
Nie!
ROKSANA
Dusza była twoja!
CYRANO
Nie kochałem ciebie!
ROKSANA
Kochałeś mnie!
CYRANO
To tamten, co teraz jest w niebie.
ROKSANA
Kochałeś mnie!
CYRANO
Nie!
ROKSANA
Przeczyć już nie jesteś w stanie!
CYRANO
Nie, nie kochałem ciebie, me drogie kochanie!
ROKSANA
Ach! ile rzeczy przeszło... ile to powstało!
— Co ci przez lat czternaście zamilczeć kazało,
Gdy na tym oto liście, tak obcym dla niego,
Te łzy były twoimi?
CYRANO
podając jej list
Ta krew była jego!
ROKSANA
Na cóż wzniosłym milczeniem bronić prawdy nagiej,
Męczyć się dzisiaj?
CYRANO
Na co?...
Ragueneau i Le Bret wchodzą, biegnąc.