Rano

Dziura w piersiach po przebudzeniu rankiem

zalana kawą z trzech łyżeczek, nie bardziej

doskwiera niż strupek po komarze.

A jednak jest pusto. Wieczorem czytana

gazeta już zsunęła się ze stołu

i niczego nie wypełnia, płasko opadła

na podłogę i trwa tam jak flądra na dnie.

Nie chcemy się zauważyć nawzajem.

Ciśnienie pewnie spada, bo sen nie

odkleja się od świadomości, tylko

ciągnie ku sobie, jakby chciał przeciągnąć

linę na piknikowym konkursie.

Gorąca kawa wygrywa, choć

ciągle jest jeszcze tępo, płasko i brudno.

Ostatnie zdanie ze snu ciągle nęci,

choć jest tylko strzępkiem:

„ulica Nieszawska w prawo i przez krzaki”.

Reszta jest zamazana, dziury, luki, braki.