Wynieść

śmieci jeszcze przed północą

i w momencie, gdy głuchy dźwięk kontenera

rozbije nieustanny szmer owadów,

zastanowić się jak wracać.

Czy okrężną drogą, długi spacer spowolniony papierosem

i wymianą spojrzeń z sąsiadami pod trzepakiem, czy może

inny wariant — ten krótki skok przez wykop w bok od betoniarki

i skręt przy workach z wapnem w prawo

i jest się pod drzwiami domu — nie wiem.

Na razie wędruję w myślach po ślepnącej mapie,

brzegiem czegoś, co trudno jest określić jako jakiś

uchwytny moment.

Ty właśnie rozpoczynasz obrzęd zasypiania, a ja

staram się nadać sens skokowi przez wykop.

Są jeszcze wersje mniej drapieżne, jakaś śmierć

w poczekalni, idiotyczny film o trzeciej w nocy.

Autobus zwany „Coś Innego”, z którego

zawsze się korzysta przy święcie niepewności.

Oczywiście w końcu wstaję i wynoszę,

przed wpół do pierwszej, zabawiając się

wyborem schodka, którego nie dotknę.