XLVI

Tak one biedne kobiecięta,

Stare ze wszytkiem y bez soku,

Patrząc na młode, na dziewczęta

Rade, budzące radość w oku,

Pytaią Boga, czemu, czemu,

Tak wcześnie dano im się zrodzić?

Bóg milczy: bowiem, po dobremu,

Niełacno racyą im wygodzić.

Żale piękney płatnerki98 dobrze już siegniętey przez starość

Zda mi się, iakbych słyszał skargi

Płatnerki piękney — gdzie te czasy! —

Iak żali się zwiędłemi wargi

Y het, do dawney wzdycha krasy:

«Ha! Ty starości, coś tak wcześnie

Z nóg mnie zwaliła, ty niedobra?

Cóż dłoń mą trzyma, bych boleśnie

Wnet się nie pchnęła miedzy ziobra?»

«Zabrałaś mi tę iurną pychę,

Iaką czerpałam z mey urody,

Nad kupce, klechy, żaczki liche;

Naówczas bowiem stary, młody,

Wszelki człek dałby, co bych chciała,

Choćby y dusił grosz natwardziey,

Bylebych zwolić mu przystała

Tego, czem dziad dziś wszawy gardzi!»

«Ha! Nieiednemum odmówiła

— Ileż-to czasu stradanego! —

Dla chłopca, com go ulubiła

Y com ta mogła, pchałam w niego;

Ienszym płatałam to y owo,

Tegom kochała, do stu katów,

A on, ieśli mi dobre słowo

Rzekł czasem, to dla mych dukatów!»

«Ile chciał, mógł mnie poniewierać,

Deptać — ot, tak iuż człek się wlubił —

Mógłby mi kazać chrusty zbierać,

Byleby czasem przyhołubił,

Wraz99 przepomniałam mey niedoley!...

Świntuch, chorobą żarty sprośną,

Ściskał mnie... Wspomnieć serce boli!

Cóż mi ostawił? Wstyd rzec głośno...

«Umarł — iuż dawno! — Leży w grobie,

A ia szedziwa tu ostałam;

Gdy wspomnę, w oney szczęsney dobie

Czem byłam, a czem dziś się stałam,

Gdy w wieczór nagą się oglądam

Y widzę się tak odmienioną,

Nędzną, wyschniętą, śmierci żądam,

Taka mi wściekłość szarpie łono».

«Cóż się z tem czółkiem stało ślniącem,

Kosą100 blond, brwią wygiętą w górę,

Spoźrzeniem radem101 a palącem

Co lazło chłopu het, za skórę?

Z tym noskiem zgrabnym, wdzięczną bródką,

Uszkami zmyślnie wyciętemi,

Z tą buzią, taką iasną, słodką,

Z pięknemi wargi rumianemi?»

«Co się zrobiło z karczkiem gładkim,

Ramionkiem krągło utoczonem,

Z cycuszkiem drobnym, z iędrnym zadkiem,

Wyniosłym, schludnym, wręcz stworzonym

Na harców czułych przystań lubą;

A lędźwie, a ten słodki Raik,

Między ud parą krzepką, grubą,

Niby zaciszny, śleczny gaik?»

«Czoło zmarszczone, włosy siwe,

Brwi oszedziałe102, oczy szkliste,

Niegdy wesołe, rozkoszliwe,

Niecące w krąg szaleństwo czyste;

Nos zakrzywiony, szpetny zgoła,

Uszy kosmate y pobladłe,

Gardziel obwisła iak u woła,

Broda y usta w głąb zapadłe:»

«Otoć piękności kres człowieczey!

Wyschnięte ręce y ramiona,

Łopatki wcale nic do rzeczy,

Szpetnie zmarszczony brzuch, wymiona,

Biedra nie lepsze też od brzucha;

Raik? Tfy! Udo, niechay zginę:

Nie udo, ale gałąź sucha,

Pstro nakrapiana w centki sine».

«Tak dobrych czasów żałuiemy,

Gromada starych wiedźm, siedząca

W kuczki, w żałości grzęznąc niemey,

Łachmanów kupa, ot, cuchnąca;

Niby konopnych sznur paździerzy103,

Co ledwo zatli się, iuż gaśnie;

Niegdy kwiat ziemi, cudny, świeży:

Otoć samicza dola właśnie».