140.

A. W takim stopniu, w jakim chrześcijanizm dziś jeszcze okazuje się potrzebnym, człowiek jest jeszcze nieokiełznany i nieszczęsny...

B. Z innego punktu widzenia chrześcijanizm nie jest potrzebny, lecz w najwyższym stopniu szkodliwy, ale działa pociągająco i uwodzicielsko, ponieważ odpowiada chorobliwemu charakterowi całych warstw, całych typów teraźniejszej ludzkości... typy te oddają się swej skłonności, kiedy poddają się chrześcijańskim aspiracjom — décadents wszelkiego rodzaju.

Należy tutaj ściśle odróżniać między A. i B. W wypadku A. chrześcijanizm jest środkiem leczniczym, co najmniej środkiem ukrócenia (aby przezeń w pewnych okolicznościach uczynić chorym: co może być pożyteczne w celu przełamania nieokiełznaności i nieokrzesania). W wypadku B. chrześcijanizm jest symptomatem samej choroby, pomnaża décadence; tutaj przeciwdziała on wzmacniającemu systemowi traktowania, tutaj jest on instynktem chorego, zwracającym się przeciwko temu, co jest dla niego zbawienne.