157.
Należy rozważyć: jak dalece wciąż jeszcze istnieje zgubna wiara w opatrzność boską — ta najbardziej paraliżująca rękę i rozum wiara, jaka kiedykolwiek była; jak dalece pod formułami: „natura”, „postęp”, „udoskonalenie”, „darwinizm”, jak dalece pod przesądem, iż istnieje pewna łączność między szczęściem i cnotą, między nieszczęściem i winą wciąż jeszcze wegetuje chrześcijańskie założenie i interpretacja. To niedorzeczne zaufanie do przebiegu rzeczy, do „życia”, do „instynktu życia”, ta rezygnacja poczciwiny, która mniema, że byle każden82 czynił, co jest jego obowiązkiem, wszystko pójdzie dobrze — coś podobnego ma sens tylko wtedy, jeśli się przypuszcza jakieś kierownictwo wszystkim sub specie boni83. Nawet fatalizm, nasza teraźniejsza forma filozoficznej wrażliwości jest jeszcze następstwem owej najdawniejszej wiary w zrządzenie boskie, następstwem nieświadomym: mianowicie jak gdyby nie od nas właśnie zależało, w jaki sposób wszystko idzie — (jak gdyby wolno nam było pozostawić wszystko tak, jak się toczy: każden z osobna to tylko modus absolutnej rzeczywistości).