198.

Fałsz. Dla każdego instynktu naczelnego inne instynkty są jego narzędziami, dworakami, pochlebcami: nigdy nie pozwala on nazwać się swym brzydkim mianem i nie cierpi żadnych pochwał prócz tych, przy których zarazem i on jest pośrednio chwalony. Wokół każdego instynktu naczelnego krystalizuje się wszelka pochwała i nagana w ogóle w postaci stałego porządku i etykiety. To jest jedna przyczyna fałszu.

Każden instynkt, dążący do władzy, ale znajdujący się pod jarzmem, potrzebuje dla siebie, dla podtrzymania swego uczucia godności osobistej, dla wzmocnienia się rozmaitych nazw pięknych i wartości uznanych: tak że przeważnie ośmiela on się wyjść z kryjówki pod przybranym nazwiskiem zwalczanego przez się „pana”, od którego chce się „uwolnić” (np. pod panowaniem wartości chrześcijańskich czyni tak żądza cielesna lub żądza władzy). To jest druga przyczyna fałszu.

W obu wypadkach panuje zupełna naiwność: fałsz nie występuje w świadomości. Jest to oznaką naruszonego instynktu, gdy człowiek widzi oddzielnie bodziec i tegoż „wyraz” („maskę”) — jest to oznaką sprzeczności z samym sobą i o wiele mniej zwycięskie.

Zmysłowość w swym przebraniu: 1) jako idealizm („Platon”), właściwy młodości, stwarzający ten sam rodzaj obrazu w zwierciadle wklęsłym, w jakim ukazuje się specjalnie kochanka, i każdą rzecz otaczający inkrustacją, powiększeniem, jasnością niebiańską, nieskończonością; 2) jako religia miłości: „piękny młodzian, piękna dziewica”, zawsze jacyś boscy, on oblubieniec, ona oblubienica duszy; 3) w sztuce, jako moc „zdobiąca”: jak mężczyzna widzi kobietę, obdarowując ją niejako wszystkimi zaletami, jakie tylko istnieją, tak zmysłowość artysty wkłada w dany przedmiot wszystko, co tylko on czci i wielce poważa — w ten sposób wykończa on przedmiot („idealizuje” go). Kobieta, mając świadomość tego, co mężczyzna w stosunku do kobiety odczuwa, uprzedza jego usiłowania idealizacji, strojąc się, ładnie chodząc, tańcując, wypowiadając myśli delikatne: podobnież uprawia ona wstyd, trzymanie się w rezerwie, zachowywanie dystansu — w instynktownym poczuciu tego, że przez to idealizująca zdolność mężczyzny rośnie. (Przy niezmiernej subtelności instynktu kobiecego wstyd bynajmniej nie pozostaje świadomą obłudą. Kobieta odgaduje, że właśnie naiwna, rzeczywista wstydliwość najbardziej mężczyznę uwodzi i do przeceniania popycha. Dlatego kobieta jest naiwną — wskutek subtelności instynktu, który jej doradza pożyteczność niewinności. Dobrowolne zamykanie oczów wobec siebie samej... Wszędzie, gdzie udawanie działa silniej, jeśli jest nieświadome, wszędzie tam staje się ono nieświadomym.)