2. Indywiduum
335.
Morfologia poczucia swojej wartości. Pierwszy punkt widzenia: w jakim znaczeniu współczucie i solidarność są niższym, przygotowawczym stopniem w czasach, kiedy osobiste poczucie swojej wartości, inicjatywa oceniania dla jednostki zgoła jeszcze nie jest możliwa.
Drugi punkt widzenia: w jakim znaczeniu samopoczucie wartości zbiorowej na pewnym stopniu wysokości, duma z odległości życiowych, z poczucia nierówności, niechęć do pośrednictwa, równouprawnienia, godzenia się jest szkołą poczucia indywidualnego: szczególniej, o ile zmusza jednostkę do reprezentowania dumy całości: musi ona mówić i postępować z krańcowym dla siebie szacunkiem, o ile przedstawia w swojej osobie społeczność. Podobnie: gdy indywiduum czuje się narzędziem i heroldem bóstwa.
Trzeci punkt widzenia: w jakim znaczeniu te formy wyzbycia się swej osobistości nadają rzeczywiście niezmierną ważność osobie: o ile potęgi wyższe posługują się nią: lęk religijny przed sobą samym; stan proroka, poety...
Czwarty punkt widzenia: o ile odpowiedzialność za całość pozwala jednostce na rozleglejszy pogląd, surowszą i straszliwszą dłoń, rozwagę i chłód i przyucza do wspaniałości postawy i gestów, których tylko ze względu na samą siebie nie przyznałaby sobie.
In summa188: Egoizmy kolektywne są wielką szkołą przygotowawczą udzielności jednostki. Stanem przodującym jest ten, który dziedziczy tę wprawę.
336.
Miarą wolności, czy to dla jednostki, czy to dla społeczeństw, jest stopień oporu, który ustawicznie pokonywać należy, żeby pozostać u góry: wolności, rzecz prosta, rozpatrywanej jako moc pozytywna, jako wola mocy. A przeto najwyższa forma wolności indywidualnej, udzielność, wzrastałaby, bardzo prawdopodobnie, nie dalej niż o pięć kroków od swego przeciwieństwa, tam, gdzie groźba niewolnictwa, niby sto mieczów damoklesowych nad istnieniem zawisła. Zważcie na to w przebiegu dziejów: czasy, kiedy „indywiduum” dojrzało do owej doskonałości, to znaczy stało się wolne, kiedy został osiągnięty klasyczny typ człowieka udzielnego: och nie! te czasy nie były nigdy humanitarnymi!
Trzeba nie mieć wyboru: albo górą — albo na spodzie, jak robak być wyszydzonym, unicestwionym, rozdeptanym. Trzeba tyranów mieć przeciw sobie, żeby stać się tyranem, tj. wolnym. Niemała to korzyść sto mieczów damoklesowych mieć nad sobą: to uczy tańczyć, dzięki temu dochodzi się do „wolności ruchów”.
337.
Indywidualizm jest skromnym i nieświadomym jeszcze rodzajem „woli mocy”: tutaj jednostce wydaje się już dosyć, jeśli się wyzwoli z przewagi społeczeństwa (bądź to państwa, bądź kościoła...). Przeciwstawia się nie jako osoba, lecz tylko jako jednostka; przedstawia wszystkie jednostki wobec zbiorowości. To znaczy instynktownie staje na równi z każdą jednostką; co zdobywa, zdobywa nie dla siebie jako osoba, lecz jako jedność na zbiorowości.
Socjalizm jest tylko środkiem agitacyjnym indywidualizmu: pojmuje on, że aby coś osiągnąć, trzeba zorganizować działanie zbiorowe, „moc”. Lecz to, czego on chce, nie jest społeczność jako cel jednostki, lecz społeczność jako środek do umożliwienia wielu jednostek — to jest instynktem socjalistów, co do którego często się mylą (pominąwszy to, że aby dopiąć swego celu, często oszukiwać muszą). Altruistyczne kazania moralne w służbie egoizmu indywidualnego — jedno z najzwyklejszych oszustw wieku dziewiętnastego.
Anarchizm jest znowu tylko środkiem agitacyjnym socjalizmu; za pomocą niego wzbudza strach, strachem zaczyna fascynować i terroryzować: przede wszystkim — przyciąga odważnych, ryzykujących na swą stronę, nawet w sprawach najbardziej duchowych.
Mimo to wszystko: indywidualizm jest najskromniejszym stopniem woli mocy.
Skoro osiągnęło się pewną niezależność, chce się więcej: następuje wyodrębnienie się stosownie do stopnia siły: jednostka nie stawia się już na równi bez wyboru, lecz szuka sobie równych, odsuwa od siebie inne. Po indywidualizmie następuje tworzenie członków i organów: tendencje pokrewne łączą się i występują jako moc: między tymi ogniskami mocy tarcie, wojna, rozpoznawanie sił wzajemnych, wyrównywanie, zbliżanie się, ustanowienie wymiany wydajności. W końcu: układ hierarchiczny.
1. Indywidua wyzwalają się;
2. rozpoczynają walkę, dochodzą do zgody co do „równych praw” (sprawiedliwość jako cel);
3. skoro to osiągnięto, rzeczywista nierówność sił występuje z wzmożonym oddziaływaniem — (albowiem na ogół panuje pokój i wiele drobnych ilości sił wytwarza już takie różnice, które dawniej równały się niemal zeru); teraz jednostki organizują się w grupy; grupy dążą do przywilejów i przewagi. Walka w formie łagodniejszej wrze na nowo.
Pragnie się wolności, póki się nie ma mocy. Skoro się ją posiadło, pragnie się przemocy; jeśli się tej nie osiąga (jeśli się jest za słabym do niej), pragnie się „sprawiedliwości”, to znaczy „równej mocy”.
338.
Zamaskowane rodzaje woli mocy:
1) Pragnienie wolności, niezależności, a także równowagi, pokoju, koordynacji. Również odosobnienia, „wolności myśli”. W formie najniższej: w ogóle wola istnienia, a także „instynkt samozachowawczy”.
2) Podporządkowanie się, żeby zadowolić wolę mocy większej całości: poddanie się, uczynienie się niezbędnym, pożytecznym dla tego, kto posiada władzę; miłość jako droga okolna do serca potężnych — żeby nad nimi zapanować.
3) Poczucie obowiązku, sumienie, pociecha imaginacyjna, iż się należy do rzędu wyższego niż ci, co rzeczywiście posiadają władzę; uznawanie takiej hierarchii, która pozwala sądzić także tych, którzy moc posiadają; potępianie samego siebie; wynajdywanie nowych tablic wartości (Żydzi: przykład klasyczny).
339.
W sprawie „machiawelizmu” mocy (machiawelizm nieświadomy). Wola mocy objawia się:
a) u uciśnionych, niewolników wszelkiego rodzaju jako wola „wolności”: zdaje się, iż samo wyzwolenie się jest celem (z punktu widzenia moralno-religijnego: „odpowiedzialnym być tylko przed swoim własnym sumieniem”; „wolność ewangeliczna” itd.);
b) u rodzaju silniejszego i do mocy dorosłego jako wola przemocy; jeśli zrazu bezskuteczna, ograniczająca się na woli „sprawiedliwości”, to znaczy do jednakowej ilości praw, jakie posiada rodzaj panujący (walka o prawa...);
c) w najsilniejszych, najbogatszych, najniezależniejszych, najmężniejszych jako „miłość ludzkości”, „ludu”, ewangelii, prawdy, Boga; jako współczucie; „poświęcenie siebie” itd.; jako przemożenie, porwanie za sobą, zabranie w swą służbę, jako instynktowne utożsamienie się z wielkim quantum189 mocy, której posiada się możność nadania kierunku: bohater, prorok, Cezar, Zbawiciel, Pasterz; (i miłość płciowa należy tutaj: pragnie ujarzmienia, wzięcia w posiadanie i wydaje się jakoby oddaniem. W gruncie rzeczy jest to tylko miłość do „narzędzia”, do „zakładu”, przekonanie, że to a to należy do nas, jako do kogoś, kto jest w stanie używać tego).
„Wolność”, „sprawiedliwość” i „miłość”!!!
340.
Niezdolność mocy: jej hipokryzja i przebiegłość: jako posłuszeństwo (podporządkowanie, duma obowiązku, moralność...); jako rezygnacja, oddanie się, miłość (idealizowanie, ubóstwianie rozkazodawcy, jako rekompensata i, pośrednio, jako samoprzemienienie); jako fatalizm, wyrzeczenie się; jako obiektywność; jako tyrania nad sobą (stoicyzm, asceza, „wyrzeczenie się osoby własnej”, „uświęcenie siebie”); jako krytyka, pesymizm, dręczenie; jako „piękna dusza”, „cnota”, „ubóstwianie siebie samego”, „na uboczu”, „wyzbyć się świata” itd. (przeodziewanie się niezdolności mocy w dédain190). Wszędzie wyraża się potrzeba wywierania jakiejkolwiek mocy lub zdobycia sobie przynajmniej na pewien czas pozoru mocy — jako upojenia.
Ludzie, pragnący mocy gwoli prerogatywom szczęścia, jakie moc zapewnia: partie polityczne.
Inni, pragnący mocy, nawet mimo widocznych strat i ofiar ze szczęścia i dobrobytu: ludzie ambitni.
Tacy wreszcie, którzy pragną mocy tylko dlatego, że wpadłaby w inne ręce, od których nie chcą być zależni.
341.
Sprostowanie pojęcia „egoizmu”. Jeśli się zrozumiało, w jakim znaczeniu „indywiduum” jest błędem i jak każda jednostka jest całym procesem w linii prostej (nie tylko przez „dziedziczność”, lecz sama przez się...), tedy jednostka zyskuje znaczenie niezmiernie wielkie. W niej to przemawia instynkt nieomylnie, gdzie ten instynkt słabnie, gdzie indywiduum szuka swej wartości dopiero w służbie dla innych, można z całą pewnością wnioskować, iż nastąpiło znużenie i zwyrodnienie. Altruizm skłonności, głęboki i bez tartiuferii, jest instynktem prowadzącym do stworzenia sobie przynajmniej drugiej wartości w służbie innych egoizmów. Najczęściej jednak jest tylko pozorny: krętą drogą do zachowania własnego poczucia życiowego, poczucia wartości.
342.
Miłość. Wejrzyjcie w to tylko: ta miłość, to współczucie kobiet — czy jest coś egoistyczniejszego?... I jeśli się poświęcają, jeśli poświęcają swą cześć, reputację, dla kogo się poświęcają? Dla mężczyzny? Czy raczej nie dla niepohamowanej żądzy? Są to akurat takie egoistyczne żądze: chociażby dla innych były dobroczynne i wdzięczność wywoływały...
Jak podobna hiperfetacja191 jednego szacowania może wszystko inne uświęcić!!
343.
Czym jest pochwała? — Pochwała i wdzięczność z powodu żniwa, sprzyjającej pogody, zwycięstwa, godów weselnych, pokoju — wszystkie te uroczystości wymagają podmiotu, względem którego wyładowuje się uczucie. Chce się, żeby wszystko, co się komuś przytrafia, było przez kogoś wyrządzone: chce się mieć sprawcę. Tak samo wobec dzieła sztuki: nie zadowalają się nim: chwali się autora. Czymże więc jest pochwała? Rodzajem wyrównania za otrzymane dobrodziejstwa, zwrot, zaświadczenie naszej mocy — albowiem pochwalający przytakuje, wydaje sąd, szacuje, sądzi: przyznaje sobie prawo, że może przytakiwać, że może honory rozdawać... Wzmożone poczucie szczęścia i życia jest także wzmożonym poczuciem mocy: pod wpływem tego człowiek chwali (pod wpływem tego wynajduje sprawcę i „podmiot” i szuka ich). Wdzięczność jako dobra zemsta: najściślej wymagana i pełniona, gdzie powinna być utrzymana w mocy równowaga i duma zarazem, gdzie najlepiej się zemstę wywiera.
344.
Wszystko, co pochodzi ze słabości, z wątpienia o sobie i niedomagania duszy, nie warte nic — i jeśli objawia się nawet w największym odtrącaniu dóbr ziemskich: albowiem jako przykład zatruwa życie... Spojrzenie kapłana, jego blade trzymanie się na stronie więcej wyrządziło szkody życiu, niż całe jego poświęcanie się przynosi korzyści: tego rodzaju usuwanie się oczernia życie...
345.
Że życie, zdrowie, cześć stawia się na kartę, jest skutkiem dumy i zalewającej woli rozrzutniczej: nie gwoli miłości ludzi, lecz ponieważ każde wielkie niebezpieczeństwo wyzywa naszą ciekawość w kwestii ilości naszej siły, naszej odwagi.
346.
„Życie poświęcić dla sprawy” — sprawia to wielkie wrażenie. Lecz życie poświęca się dla wielu rzeczy: każde uczucie oddzielnie i wszystkie razem pragną być zadowolone. Czy to jest współczucie czy gniew, czy też zemsta — to iż życie stawiano przy tym na kartę, nie zmienia wcale wartości. Ilu poświęciło dla pięknych kobiet swe życie — a nawet, co gorsza, swe zdrowie! Jeśli się posiada temperament, tedy instynktownie wybiera się rzeczy niebezpieczne: np. przygody spekulacji, jeśli się jest filozofem; lub immoralność, jeśli się jest cnotliwym. Jeden rodzaj ludzi nie chce nic ryzykować, inny ryzykować pragnie. Jesteśmyż my inni gardzicielami życia? Przeciwnie, instynktownie szukamy życia spotęgowanego, życia pośród niebezpieczeństw... Przez to, powtórzmy raz jeszcze, nie chcemy być cnotliwsi od innych. Pascal np. nie chciał ryzykować nic i pozostał chrześcijaninem: to było, być może, cnotliwie.
347.
Uczucia życzliwości, miłosierdzia, dobrotliwości doszły do czci, zgoła nie gwoli korzyściom, jakie z nich wypływają, lecz ponieważ są stanami dusz bogatych, które mogą oddawać z siebie i wartość swoją noszą jako poczucie pełni życia. Spojrzyjcie dobroczyńcy w oczy! Jest to zupełnie co innego niż zaparcie się siebie, niż nienawiść swego moi192 niż „paskalizm”.
348.
Co się staje z człowiekiem, który stracił powody bronienia się i napadania? Co pozostaje z jego uczuć, jeśli utracił te, które są jego osłoną i bronią zaczepną?
349.
„Wola mocy” do tego stopnia jest znienawidzona w epokach demokratycznych, że cała ich psychologia zdaje się być skierowana ku jej umniejszeniu i oczernieniu. Typ wielkiego ambitnika: takim musi być Napoleon! I Cezar! I Aleksander! Jak gdyby ci właśnie nie byli największymi gardzicielami czci!...
I Spencer wywodzi nam, iż dąży się do mocy, żeby zażywać rozkoszy, które są do rozporządzenia dla potężnych — pojmuje on to dążenie do mocy jako wolę rozkoszy, jako hedonizm!...
350.
Mimowolna naiwność takiego La Rochefoucauld, który przypuszcza, że wypowiedział coś śmiałego, niezależnego i paradoksalnego — wówczas „prawda” w rzeczach psychologii była czymś, co wzbudzało zdziwienie — na przykład: „les grandes âmes ne sont pas celles qui ont moins de passions et plus de vertus que les âmes communes, mais seulement celles qui ont de plus grands desseins193”. Wprawdzie John Stuart Mill (który nazywa Chamforta szlachetniejszym i filozoficzniejszym La Rochefoucald’em wieku osiemnastego) widzi w nim tylko najbystrzejszego obserwatora wszystkiego tego w duszy ludzkiej, co sprowadza się do „zwykłego egoizmu” i dodaje: „duch szlachetny nigdy nie zgodzi się na to, żeby sobie nałożyć długotrwałe rozważanie pospolitości i niskości, chyba, żeby wykazać, jak zgubnym wpływom wielki umysł i szlachetność charakteru umie zwycięsko się oprzeć”.
351.
Pożytecznymi są wszystkie uczucia społem, jedne wprost, inne pośrednio; ze względu na pożytek zgoła niemożliwa ustanawiać jakiegokolwiek następstwa wartości — chociaż z pewnością, według miary ekonomii, wszystkie siły w naturze społem są dobre, tj. pożyteczne i z nich wypływa tak wiele straszliwej i nieodwołalnej fatalności. Co najwyżej można by było rzec, że uczucia najpotężniejsze są też najcenniejsze: w tym znaczeniu, że nie ma większych źródeł siły.
352.
Co się nazywa pożytecznym, zupełnie zależy od zamiaru, „w jakim celu?”; zamiar znowu jest zupełnie zależny od stopnia mocy: przeto utylitaryzm nie jest doktryną zasad, lecz skutków i absolutnie nie można uczynić go obowiązującym dla wszystkich.
353.
Poznanie nasze stało się naukowym w tej mierze, w jakiej można zastosować liczbę i miarę. Można by było uczynić próbę, czy naukowe ustopniowanie wartości nie dałoby się zbudować po prostu na liczbowej i wymiernej skali siły... Wszystkie inne wartości są przesądami, naiwnościami, nieporozumieniami. Powszechnie dają się sprowadzić do owej skali liczbowej i wymiernej siły. Wznoszenie się na tej skali oznacza wzrost wartości: zniżanie się na tej skali oznacza zmniejszanie się wartości. Tutaj pozór i przesąd ma się przeciw sobie.
354. Historia zmoralizowania i odmoralizowania
Twierdzenie pierwsze. Nie ma zgoła postępków moralnych: te są całkiem urojone. Nie tylko, że ich dowieść nie można (co np. przyznaje Kant, a i chrześcijanizm także) — lecz że są one zgoła niemożliwe. Wskutek nieporozumienia psychologicznego wynaleziono przeciwieństwo sił działających i sądzono, że został oznaczony inny rodzaj tych sił; urojono sobie primum mobile, które zgoła nie istnieje. W myśl oceny, która w ogóle została wprowadzona przez przeciwieństwo między „moralny” i „niemoralny”, należy orzec: istnieją zamiary i postępki tylko niemoralne.
Twierdzenie drugie. Całe to rozróżnianie „moralny” i „niemoralny” wypływa stąd, że jak postępki moralne, tak niemoralne są aktami wolnej spontaniczności — krótko mówiąc, że taka spontaniczność istnieje albo, inaczej się wyrażając: że sądy moralne w ogóle stosują się do jednego tylko gatunku zamiarów i postępków, wolnych. Lecz cały ten gatunek zamiarów i postępków jest czysto imaginacyjny: świat, do którego by dało się zastosować tylko skalę moralną, zgoła nie egzystuje — nie ma postępków ani moralnych, ani niemoralnych.
Błąd psychologiczny, z którego powstało przeciwieństwo między pojęciami „moralny” i „niemoralny”: „bezinteresowny”, „nieegoistyczny”, „pełen zaparcia się siebie” — wszystko to rzeczy nierealne, urojone.
Wadliwy dogmatyzm w stosunku do „ego”: pojęte zostało ono anatomicznie w fałszywym przeciwieństwie do „nie ja”; wyłączone ze stawania się, jako coś bytującego. Fałszywe zsubstancjalizowanie „ja”: szczególniej pod presją tresury religijno-moralnej (w wierze w nieśmiertelność indywidualną), przeobrażone w artykuł wiary. Po tym sztucznym wydzieleniu i ogłoszeniu „ego” za samo w sobie i dla siebie otrzymano przeciwieństwo wartości, które wydawało się nie do obalenia: ego jednostki i niezmierne „nie ja”. Zdawało się oczywistym, iż wartość „ego” jednostki może polegać tylko na stosunku do niezmiernego „nie ja”, względnie na podporządkowaniu się i istnieniu gwoli194 niemu. Tutaj były decydującymi instynkty stadne: nic bardziej nie sprzeciwia się tym instynktom niż udzielność jednostki. Jeśli się jednak przypuści, że „ego” pojmuje się jako rzecz samą w sobie, tedy wartość jego musi polegać na zaprzeczeniu samego siebie.
A więc: 1) fałszywe usamodzielnienie „indywiduum” jako atomu;
2) uczczenie stada, które chęć pozostania atomem potępia i odczuwa jako wrogą;
3) jako skutek: przezwyciężenie indywiduum przez przeniesienie jego celu;
4) wtedy zaczęło się zdawać, że istnieją postępki będące zaprzeczeniem samych siebie: za pomocą fantazji wytworzono wkoło nich całą sferę przeciwieństw;
5) zapytywano: „w jakich postępkach człowiek potwierdza się najsilniej?”. Wokoło tych (płciowości, chciwości, żądzy panowania, okrucieństwa itd.) nagromadzono banicję, nienawiść, pogardę: sądzono, że istnieją popędy nieegoistyczne, odrzucono wszelkie egoistyczne, żądano nieegoistycznych;
6) skutek z tego: cóż uczyniono? Popędy najsilniejsze, najnaturalniejsze, więcej jeszcze, popędy jedynie realne potępiono — odtąd, żeby czyn zasługiwał na pochwałę, trzeba było zaprzeczyć istnienia w nim takich popędów: olbrzymie fałszerstwo in psychologicis. Nawet wszelki rodzaj „zadowolenia z siebie” stał się dopiero wtedy możliwy, kiedy siebie sub specie boni195 fałszywie interpretowano i dostosowywano. Odwrotnie: ów gatunek, który miał w tym swą korzyść, żeby człowiekowi odejmować zadowolenie z siebie (przedstawiciele instynktu stadnego, np. kapłani i filozofowie), stał się dość subtelny i bystry pod względem psychologicznym, żeby wykazać, jak powszechnie panuje przecież egoizm. Wniosek chrześcijański: wszystko jest grzechem; są nim też nasze cnoty. Człowiek bezwzględnie godzien odrzucenia. Postępowanie nieegoistyczne jest niemożliwe. Grzech pierworodny. Jednym słowem: człowiek, doprowadziwszy swe instynkty do sprzeczności z czysto imaginacyjnym światem dobra, skończył na pogardzaniu sobą, jako niezdolnym do spełniania czynów „dobrych”.
W tym chrześcijanizm196 wykazuje postęp pod względem zaostrzenia wzroku psychologicznego: La Rochefoucauld i Pascal. Chrześcijanizm pojął, iż w istocie i co do wartości czyny ludzkie w zarysach ogólnych są jednakowe (wszystkie niemoralne).
I oto poważnie zabrano się do formowania ludzi, w których egoizm jest zabity: kapłanów, świętych. I jeśli wątpiono, iż można stać się „doskonałym”, nie wątpiono, iż się wie, co jest doskonałym.
Psychologia świętego, kapłana, „człowieka dobrego” musiała naturalnie wypaść w sposób czysto fantasmagoryczny. Rzeczywiste motywy postępowania ogłoszono jako złe: musiano, żeby w ogóle jeszcze móc postępować, móc przepisywać postępki, postępki zgoła niemożliwe opisywać jako możliwe i niejako je uświęcać. Ten sam fałsz, z jakim oczerniano przedtem, posłużył teraz do czczenia i idealizowania.
Pastwienie się nad instynktami życia jako „święte”, czcigodne. Absolutna czystość, absolutne posłuszeństwo, absolutne ubóstwo: ideałem kapłańskim. Jałmużna, współczucie, poświęcenie, zaprzeczanie piękna, rozumu, zmysłowości, pochmurne wejrzenie ku wszelkim własnościom silnym, jakie się posiada: ideałem świeckim.
Idzie się dalej: oczernione instynkty usiłują także zdobyć sobie prawa (np. reformacja Lutra: najordynarniejsza forma kłamliwości psychologicznej pod nazwą „wolności ewangelicznej”) — następuje ich przechrzczenie na imiona święte;
oczernione instynkty usiłują dowieść, iż są konieczne, żeby cnotliwe w ogóle istnieć mogły; trzeba vivre, pour vivre pour autrui197: egoizm jako środek do celu...
idzie się dalej, usiłuje się nadać prawo istnienia zarówno poruszeniom egoistycznym, jak altruistycznym: równość praw dla jednych, jak drugich (z punktu widzenia korzyści);
idzie się dalej, doszukuje się wyższej pożyteczności w pierwszeństwie egoistycznego punktu widzenia nad altruistycznym: pożyteczniejszym ze względu na szczęście większości lub posuwanie ludzkości itd. Przeto: przewaga praw po stronie egoizmu, lecz z krańcowo altruistyczną perspektywą („pożytek powszechny ludzkości”);
usiłuje się pogodzić altruistyczny sposób postępowania z naturalnością, doszukuje się altruizmu u podstawy życia; dąży się do uzasadnienia równości egoizmu i altruizmu w istocie życia i natury;
marzy się o zniknieniu198 przeciwieństwa w jakiejś przyszłości, kiedy, wskutek ciągłego dostosowywania się, egoizm stanie się zarazem altruizmem...
w końcu pojmuje się, że postępki altruistyczne są tylko odmianą egoistycznych — i że stopień, w jakim się kocha, rozdaje, jest dowodem stopnia mocy indywidualnej i osobistości. Krótko mówiąc: iż czyniąc człowieka gorszym, czynimy go lepszym — i że nie jest się jednym bez drugiego... W ten sposób podnosi się zasłonę nad niesłychanym fałszowaniem psychologii człowieka dotychczasowego.
Wnioski: istnieją zamiary i postępki tylko niemoralne; należy przeto wykazać, że tak zwane postępki moralne są niemoralnościami. Wyprowadzenie wszystkich uczuć z jednej woli mocy: w istocie są równe sobie. Pojęcie życia: w pozornych przeciwieństwach („dobra i zła”) wyrażają się stopnie mocy instynktów, chwilowe hierarchie, w których pewne instynkty bywają trzymane na wodzy lub w służbie. Usprawiedliwienie moralności: ekonomiczne itd.
Przeciw twierdzeniu drugiemu. Determinizm; próba uratowania świata moralnego za pomocą tego, że się go przenosi — w dziedzinę nieznaną. Determinizm jest to tylko modus, żeby móc zeskamotować199 nasze oceny wartości, ponieważ nie znajdują dla siebie miejsca w świecie pomyślanym mechanistycznie. Należy przeto determinizm zaatakować i podminować: podobnież zaprzeczyć naszemu prawu oddzielania świata samego w sobie od świata fenomenalnego.
IV. W sprawie fizjologii sztuki
335. Szkic planu
1. Upojenie jako warunek uprzedni: przyczyny upojenia.
2. Typowe symptomaty upojenia.
3. Poczucie siły i pełni w upojeniu; jego działanie idealizujące.
4. Rzeczywisty przyrost siły: jej rzeczywiste upiększenie. (Przyrost siły np. w tańcu dwóch płci.) Co jest chorobliwego w upojeniu; fizjologiczne niebezpieczeństwo sztuki. Rozważyć: o ile nasza wartość „piękna” jest całkiem antropocentryczna: na podstawach biologicznych o wzroście i postępie.
5. Apollińskość i dionizyjskość: typy zasadnicze. Pojemniejsze w porównaniu z naszymi sztukami oddzielnymi.
6. Pytanie: do czego zaliczyć architekturę.
7. Współdziałanie zdolności artystycznej w życiu normalnym, uprawianie jej działa tonicznie: co do brzydoty — odwrotnie.
8. Kwestia epidemii i zaraźliwości.
9. Problemat „zdrowia” i „histerii” — geniusz = newrozie.
10. Sztuka jako sugestia, jako środek udzielania, jako dziedzina wynajdywania induction psychomotrice200.
11. Stany nieartystyczne: obiektywność, pasja odzwierciadlania, neutralność. Zubożenie woli; straty w kapitale.
12. Stany nieartystyczne: abstrakcyjność. Zubożenie zmysłów.
13. Stany nieartystyczne: wyniszczenie, zubożenie, pustka — wola nicości (chrześcijanin, buddysta, nihilista). Zubożałe ciało.
14. Stany nieartystyczne: idiosynkrazja201 moralna. Strach słabych, miernych przed zmysłami, przed mocą, przed upojeniem (instynkt zwyciężonych w życiu).
15. Jakże jest możliwa sztuka tragiczna?
16. Typ romantyka: dwuznaczny. Jego konsekwencją jest „naturalizm”.
17. Problemat aktora. „Nieuczciwość”, typowa zdolność do zmiany jako wada charakteru... Brak wstydu, kuglarz, satyr, bufon, Gil Blas202, aktor, artysta, gra...
356.
W sprawie powstania piękna i brzydoty. Co nam się instynktownie nie podoba z punktu widzenia estetycznego, dowiodło przez jak najdłuższe doświadczenie, iż jest szkodliwe, niebezpieczne dla człowieka, zasługujące na niedowierzanie. Nagle przemawiający instynkt (np. wstrętu) zawiera sąd. W tym znaczeniu piękno mieści się w ogólnej kategorii biologicznych wartości, pożyteczności, dobroczynności, potęgowania życia: w ten jednak sposób, że mnóstwo podrażnień, tylko z daleka przypominających rzeczy i stany pożyteczne i związanych z nimi, dają nam poczucie piękna, tzn. zwiększenia poczucia mocy (nie tylko więc rzeczy, lecz także uczucia, towarzyszące takim rzeczom i ich symbole).
Przez to samo uznajemy piękno i brzydotę jako uwarunkowane; mianowicie w stosunku do niższych wartości zachowania się. Pomijać to i chcieć ustanawiać piękno i brzydotę jest bez sensu. Piękno nie istnieje również, jak nie istnieje dobro, prawda. W szczegółach chodzi o warunki zachowania określonego gatunku człowieka: tak więc człowiek stadny odczuje wartość piękna wobec innych rzeczy niż człowiek wyjątkowy i nadczłowiek.
Jest to optyka pierwszego planu, biorąca w rachubę tylko skutki najbliższe, z której pochodzi wartość piękna (a także dobra i prawdy).
Wszystkie sądy instynktowe są krótkowzroczne w stosunku do łańcucha skutków: doradzają one, co natychmiast czynić należy. Rozsądek jest zasadniczo aparatem hamującym na reagowanie natychmiastowe, na sąd instynktowy: zatrzymuje, rozważania jego trwają dłużej, łańcuch skutków widzi dalej i dłużej.
Sądy o piękności i brzydocie są krótkowzroczne (mają one rozsądek zawsze przeciw sobie): ale są w najwyższym stopniu przekonywające; apelują do naszych instynktów, tam, gdzie one najszybciej się decydują i swoje „tak” i „nie” wyrzekają, zanim jeszcze rozsądek dojdzie do słowa...
Najbardziej nawykowe potwierdzania piękna zachęcają się i podniecają wzajemnie; skoro popęd estetyczny raz jest w ruchu, wkoło „pojedynczej piękności” krystalizuje się jeszcze całe mnóstwo innych i skądinąd pochodzących doskonałości. Niemożliwa pozostać obiektywnym, względnie zawiesić siłę interpretującą, dodającą, wypełniającą, wynajdującą (ta ostatnia jest owym powiązaniem potwierdzeń piękności). Widok „pięknej kobiety”...
Tak tedy 1) sąd o piękności jest krótkowzroczny, widzi tylko skutki najbliższe;
2) otacza przedmiot, wywołujący go, czarem, spowodowanym asocjacją różnych sądów o piękności — choć czar ten jest zupełnie obcy istocie owego przedmiotu. Odczuwać rzecz jako piękną znaczy: odczuwać ją koniecznie fałszywie (dlaczego, mówiąc nawiasem, małżeństwo z miłości jest społecznie najnierozumniejszym rodzajem małżeństwa)...
357.
Każda sztuka działa jak sugestia na mięśnie i zmysły, jakie są pierwotnie czynne w naiwnym człowieku artystycznym: przemawia zawsze tylko do artystów — przemawia do tej subtelniejszej odmiany ruchliwości ciała. Pojęcie „laik” jest pojęciem wadliwym. Głuchy nie jest odmianą dobrze słyszącego.
Każda sztuka działa tonicznie, powiększa siłę, zapala ochoczość (tzn. poczucie siły), pobudza lotne wspomnienia upojenia — istnieje szczególna pamięć przenikająca takie stany: daleki i lotny świat sensacji powraca...
Brzydota, tzn. sprzeczność ze sztuką, to, co jest wyłączone ze sztuki, jej „nie”: każdym razem, kiedy choćby z daleka zapowiada się upadek, zubożenie życia, niemoc, rozkład, uwiąd, człowiek estetyczny reaguje przez „nie”. Brzydota działa depresyjnie: jest wyrazem depresji. Odbiera siły, uboży, uciska... Brzydota sugestionuje brzydotę; można wypróbować na swoim stanie zdrowia, jak znacznie czucie się złe podnosi też zdolność fantazji w kierunku brzydoty. Wybór spraw, interesów, kwestii staje się inny. Istnieje także w rzeczach logiki stan najbardziej spokrewniony z brzydotą: ociężałość, gnuśność... Z punktu widzenia mechanicznego brak w tym punktu ciężkości: brzydota utyka, brzydota się potyka... Przeciwieństwo bosko lekkiej sprawności tańczącego...
Stan estetyczny posiada przeogromne bogactwo środków udzielania się, posiadając zarazem krańcową odczuwalność podniet i znaków. Jest to punkt kulminacyjny zdolności udzielania i przenoszenia między istotami żyjącymi — on jest źródłem języków. Tutaj znajduje się ognisko, z którego wyszły języki: język dźwiękowy tak samo, jak mowa gestów i spojrzeń. Zjawisko to pełniejsze jest zawsze na początku: nasze zdolności są wysubtylizowane ze zdolności pełniejszych. Ale i dziś jeszcze słyszy się mięśniami, czyta nawet jeszcze mięśniami.
Każda sztuka dojrzała za podstawę posiada mnóstwo konwencji: w tym znaczeniu jest językiem. Konwencja jest warunkiem sztuki wielkiej, nie zaś przeszkodą do niej... Wszelkie wzmożenie życia potęguje siłę udzielania, jak zarówno siłę pojmowania człowieka. Wżycie się w dusze inne pierwotnie nie jest niczym moralnym, lecz drażliwością psychologiczną na sugestię: „sympatia” lub to, co nazywają „altruizmem” są tylko wytworami owego psychomotorycznego stosunku w odniesieniu do duchowości (induction psychomotrice, powiada Ch. Féré). Nie udziela się nigdy myśli, udziela się ruchów, znaków mierniczych, które odczytujemy potem jako myśli...
358.
Stawiam tutaj szereg stanów psychologicznych, które są oznaką życia pełnego i kwitnącego, a obecnie sądzone są zwykle jako chorobliwe. Lecz oto oduczyliśmy się tymczasem o przeciwieństwie między zdrowym i chorym mówić: chodzi tutaj o stopnie — w tym wypadku twierdzę, że co dziś nazywa się „zdrowym”, przedstawia poziom niższy od tego, co w stosunkach bardziej sprzyjających byłoby zdrowym... że względnie biorąc jesteśmy chorzy... Artysta należy do rasy jeszcze silniejszej. Co dla nas byłoby już szkodliwe, co w nas byłoby już chorobliwym, w nim jest naturalne. Zarzucą nam jednak, że właśnie zubożenie maszyny umożliwia nadzwyczajną siłę rozumienia wszelkiego rodzaju sugestii: świadectwem nasze kobietki histeryczne.
Nadmiar soków i sił może tak samo być symptomatem częściowego spętania, halucynacji zmysłów, wyrafinowania sugestionalnego, jak zubożenia życia — podrażnienie wywołane inaczej, skutek pozostaje taki sam... Przede wszystkim działanie następcze nie jest to samo; krańcowe uśpienie wszelkich natur chorobliwych, wywołane ekscentrycznościami nerwowymi, nie ma nic wspólnego ze stanami artysty: który za swe dobre chwile pokutować nie potrzebuje... Dość jest na to bogaty: może trwonić, przez to nie staje się ubogim...
Jak dziś wolno sądzić „geniusz” niby formę newrozy, tak samo, być może, też i siłę sugestionalną artystów — a nasi artyści rzeczywiście aż nadto są spokrewnieni z kobietkami histerycznymi!!! To jednak mówi przeciw „dziś”, nie zaś przeciw „artystom”...
Stany nieartystyczne: stany obiektywności, odzwierciadlania, zawieszonej woli... (skandaliczne nieporozumienie Schopenhauera, który pojmuje sztukę jako most do zaprzeczenia życia)... Stany nieartystyczne: ubożejących, odchodzących, bledniejących, pod których wejrzeniem życie cierpi; chrześcijanin...
359.
Uczucie upojenia, odpowiadające rzeczywiście przyrostowi siły: najsilniejsze w czasie parzenia się płci: nowe organy, nowe władze, barwy, kształty; „wypięknienie” jest skutkiem siły „wzmożonej”. Wypięknienie jako wyraz woli zwycięskiej, wzmożonej koordynacji, zharmonizowania wszystkich pożądań silnych, nieomylnej równowagi pionowej. Uproszczenie logiczne i geometryczne jest skutkiem wzmożenia się siły: odwrotnie, postrzeżenie takiego uproszczenia wzmaga z kolei poczucie siły... Szczyt rozwoju: styl wielki.
Brzydota oznacza décadence typu, sprzeczności i niedostateczną koordynację pożądań wewnętrznych — oznacza upadek siły organizującej, „woli”, mówiąc psychologicznie...
Stan przyjemności, zwany upojeniem, jest, ściśle biorąc, wysokim poczuciem mocy... Uczucia przestrzeni i czasu ulegają zmianie: obejmuje się wzrokiem niezmierne dale i niemal dopiero je postrzega; spojrzenie rozciąga się na horyzonty dalsze i na masy olbrzymie; organy zaostrzają się ku postrzeganiu wielu rzeczy najdrobniejszych; odgadywanie, siła pojmowania przy najlżejszym napomknieniu, najmniejszej sugestii: zmysłowość „inteligentna”; moc jako poczucie w mięśniach panowania, jako giętkość i ochoczość w ruchach, jako taniec, jako lekkość i presto; moc jako ochoczość ku dowodzeniu mocy, jako brawurada, awantura, bezstraszność, obojętność na życie i śmierć... Wszystkie te chwile szczytne w życiu wzajem się wywołują; świat obrazów i wyobrażeń jednej wystarcza, jako sugestia, dla innej: w ten sposób stany, które, być może, miałyby powody pozostać obce względem siebie, wrastają w siebie wzajem. Na przykład: upojenie religijne i podniecenie płciowe (dwa uczucia głębokie, zadziwiająco skoordynowane. W czym znajdują upodobanie wszystkie niewiasty pobożne, stare i młode? Odpowiedź: w świętym z pięknymi udami, młodym jeszcze, jeszcze idiocie...), okrucieństwo w tragedii i współczucie (również skoordynowane normalnie...). Wiosna, taniec, muzyka: wszystko to współzawodnictwo płci — i jeszcze przy tym owa Faustowa „nieskończoność w łonie”...
Artyści, jeśli są coś warci, bywają obdarzeni temperamentem silnym (także pod względem fizycznym), posiadają nadmiar sił, zwierzęta silne, zmysłowe; bez pewnego przegrzania systemu płciowego nie da się pomyśleć żaden Rafael... Muzykę komponować to także jeszcze pewien sposób płodzenia dzieci; czystość jest tylko ekonomią artysty — a w każdym razie następuje zanik płodności w artystach wraz z zanikiem siły rozpłodczej... Artyści nie powinni widzieć nic tak, jak jest, lecz pełniej, prościej, silniej: do tego musi im być właściwa w życiu pewna młodzieńczość i wiosna, rodzaj stałego upojenia.
360.
Są to stany wyjątkowe, które tworzą artystę: wszystkie stany głęboko spokrewnione i zrośnięte ze zjawiskami chorobliwymi: tak iż wydaje się niemożliwe być artystą i nie być chorym.
Są stany fizjologiczne, które w artyście stają się niejako „osobą”, a w rozmaitych stopniach odnajdują się w człowieku w ogóle:
1) upojenie: wzmożone poczucie mocy; przymus wewnętrzny, żeby z rzeczy czynić odbicie własnej pełni i doskonałości;
2) nadzwyczajna ostrość pewnych zmysłów: tak iż zgoła odmienny język znaków rozumieją — i tworzą... ten sam, który zdaje się być związany z wielu chorobami nerwowymi; nadzwyczajna ruchliwość, z której się rodzi nadzwyczajna zdolność udzielania się; chęć wypowiadania wszystkiego, co znakami oddać można...; potrzeba wyzucia się z siebie za pomocą znaków i gestów; zdolność mówienia o sobie stu językami — stan wybuchowy. Z początku stan ten należy sobie wyobrażać jako przymus i parcie, żeby za pomocą wszelkiego rodzaju pracy mięśniowej i ruchliwości pozbyć się egzuberancji203 napięcia wewnętrznego: następnie jako mimowolne skoordynowanie tego ruchu ze zjawiskami wewnętrznymi (obrazami, myślami, pożądaniami) — jako rodzaj automatyzmu całego systemu mięśniowego pod wpływem silnej podniety, działającej z wewnątrz; jako niezdolność do przeszkodzenia reakcji; aparat hamujący zostaje niejako zawieszony. Każdemu poruszeniu wewnętrznemu (uczucie, myśl, wzruszenie) towarzyszą zmiany w naczyniach, a skutkiem tego zmiany barwy, temperatury, wydzielin Sugestywna siła muzyki, jej suggestion mentale204;
3) przymusowe naśladownictwo: krańcowa drażliwość, przy której dany obraz udziela się zaraźliwie — pewien stan odgaduje się już po znakach iodtwarza... Obraz, wynurzający się z wnętrza, działa już wprawiając w ruch członki — pewnego rodzaju zawieszenie woli... (Schopenhauer!!!!). Stan pewnego rodzaju głuchoty, ślepoty na zewnątrz — dziedzina dopuszczanych podrażnień ściśle ograniczona.
To odróżnia artystę od laika profana(typ recepcyjny): ten dosięga punktu kulminacyjnego drażliwości w odbieraniu, tamten w dawaniu — tak iż antagonizm tych dwóch uzdolnień nie tylko jest naturalny, lecz pożądany. Każdy z tych stanów posiada odwrotną optykę — żądać od artysty, żeby się wkładał w optykę słuchacza (krytyka), znaczy wymagać, żeby ubożył siebie i swoją siłę twórczą... Tak jest tutaj jak z różnicą płci: nie należy od artysty, który daje, wymagać, żeby się stał kobietą — żeby „przyjmował”...
Nasza estetyka była dotychczas estetyką kobiecą w tym znaczeniu, że tylko ludzie recepcyjni względem sztuki formułowali swe doświadczenia „co jest piękne?” W całej filozofii dotychczas brak artysty... To jest, jak powyżej napomknięto, wada nieunikniona: albowiem artysta, który by zaczął się pojmować, przez to by siebie nie zrozumiał — nie powinien oglądać się wstecz, nie powinien wiedzieć w ogóle, powinien tylko dawać. Przynosi to zaszczyt artyście, jeśli jest niezdolny do krytyki — w przeciwnym razie jest ni to, ni sio, jest „nowoczesny”...
361.
Stany, w których wywołujemy przemienienie rzeczy, udzielamy im pełni i poezji, póki nie odbiją w sobie naszej własnej pełni i radowania się życiem, są: popęd płciowy; upojenie; uczta; wiosna; zwycięstwo nad wrogiem, szyderstwo; szaleństwo odwagi; okrucieństwo; ekstaza uczucia religijnego. Przed innymi te trzy pierwiastki: popęd płciowy, upojenie, okrucieństwo — wszystkie należą do najdawniejszych uciech świątecznych człowieka, wszystkie przeważają również w „artyście” początkującym.
Odwrotnie: jeśli się spotykamy z rzeczami wykazującymi to przemienienie i pełnię, tedy nasza egzystencja zwierzęca odpowiada na nie podrażnieniem owych sfer, w których wszystkie owe stany przyjemności posiadają swe siedlisko: i mieszanina tych bardzo delikatnych odcieni zwierzęcego dobrobytu i żądzy jest stanem estetycznym. Ten ostatni występuje tylko w takich naturach, które są w ogóle zdolne do owej oddającej się i przelewającej pełni cielesnego wigoru: w nim znajduje się zawsze primum mobile. Człowiek trzeźwy, znużony, wyczerpany, wysuszony (na przykład uczony) nie może absolutnie nic otrzymywać od sztuki, ponieważ nie posiada pierwotnej siły artystycznej, niezbędnego bogactwa: kto nic dać nie może, nie otrzymuje też nic.
„Doskonałość”: w owych stanach (szczególniej w miłości płciowej) objawia się naiwnie, co najgłębszy instynkt uznaje w ogóle za najwyższe, najpożądańsze, najcenniejsze, za wznoszenie się swego typu; zarówno, do jakiego status właściwie dąży. Doskonałość: jest to nadzwyczajne rozszerzenie swego poczucia mocy, bogactwo, nieuniknienie wylewające się za brzegi...
Sztuka nasuwa nam na myśl stany wigoru zwierzęcego; z jednej strony jest nadmiarem i przelewaniem się kwitnącej cielesności w świat obrazów i pragnień; z drugiej strony podrażnieniem funkcji zwierzęcych za pomocą obrazów i pragnień należących do dziedziny życia spotęgowanego; podniesieniem poczucia życia, bodźcem dla niego.
W jakim stopniu brzydota może posiadać także tę władzę? W tym stopniu, w jakim udziela nam coś ze zwycięskiej energii artysty, który stał się panem nad brzydotą i straszliwością; lub w tym stopniu, w jakim łagodnie budzi w nas okrucieństwo (w pewnych okolicznościach nawet przyjemność z zadawania bólu sobie samym, z gwałtu na własnej osobie: a tym samym z poczucia mocy nad sobą).
362.
Pesymizm w sztuce? Artysta poczyna stopniowo lubić dla nich samych środki, przez które objawia się stan upojenia: krańcowa subtelność i wspaniałość barw, wyrazistość linii, odcienie tonu: dystynkcję, kiedy tymczasem w rzeczach normalnych brak wszelkiej dystynkcji. Wszystkie rzeczy wyodrębniające się, wszelkie odcienie, o ile wywołują wspomnienie krańcowego spotęgowania siły, jakie wytwarza upojenie, działając wstecz, budzą to uczucie upojenia; wpływ dzieł sztuki polega na wywoływaniu stanu właściwego tworzeniu, na wywoływaniu upojenia.
To, co jest istotnego w sztuce, to to, że jest uwieńczeniem istnienia, wytwarzaniem doskonałości i pełni; sztuka z istoty swej jest potwierdzaniem, błogosławieniem, ubóstwianiem istnienia... Co oznacza sztuka pesymistyczna?... Czyż nie jest to contradictio? Tak. Schopenhauer błądzi, oddając na usługi pesymizmu pewne działy sztuki. Tragedia nie uczy „rezygnacji”... Przedstawienie rzeczy straszliwych i niepokojących samo już dowodzi instynktu mocy i wspaniałości w artyście: nie straszne mu one... Nie ma sztuki pesymistycznej... Sztuka przytakuje. Hiob przytakuje. Lecz Zola? Lecz Goncourtowie? Brzydkie są rzeczy przez nich pokazywane: lecz że je pokazują, pochodzi to z przyjemności, jaką im sprawia ta brzydota... Nie pomoże nic! Oszukują was, jeśli twierdzą inaczej. Jakimże odkupicielem jest Dostojewski!
363.
Co jest tragicznym? Wielokrotnie wskazywałem na wielkie nieporozumienie Arystotelesa, który sądzi, iż rozeznaje wzruszenia tragiczne w dwóch deprymujących uczuciach przerażenia i współczucia. Jeśliby słuszność była po jego stronie, tragedia byłaby sztuką zagrażającą życiu: trzeba by było przed nią ostrzegać, jako przed niebezpieczeństwem i zgorszeniem publicznym. Sztuka, która jest zresztą wielkim stimulans życia, upojeniem życia, wolą życia, byłaby tutaj, w służbie ruchu wstecznego, niby jakąś służebnicą pesymizmu, niebezpieczną zdrowiu (albowiem to, iż przez wzbudzenie tych wzruszeń człowiek oczyszcza się z nich, jak, zdaje się, sądzi Arystoteles, po prostu nie jest prawdą). Coś, co w ogóle wzbudza przerażenie i współczucie, dezorganizuje, osłabia, pozbawia odwagi: i przypuściwszy, że Schopenhauer ma słuszność, iż z tragedii należy czerpać rezygnację, tzn. łagodne wyrzeczenie się szczęścia, nadziei, woli życia, tedy byśmy byli wobec takiej koncepcji sztuki, w której sztuka sama siebie zaprzecza. Tragedia oznaczałaby wtedy proces rozkładowy: instynkt życia niszczący sam siebie w instynkcie sztuki. Chrześcijanizm, nihilizm, sztuka tragiczna, décadence fizjologiczna: trzymałoby się to za ręce, jednocześnie zdobywało przewagę, wzajemnie popychało naprzód — na dół... Tragedia byłaby objawem rozkładu.
Można obalić tę teorię z najzimniejszą krwią: mianowicie, mierząc za pomocą dynamometru działanie emocji tragicznej. I otrzymuje się jako wynik, czego wreszcie tylko absolutna kłamliwość systematyka uznać nie może: iż tragedia jest tonicum. Jeśli Schopenhauer nie chciał tutaj rozumieć, jeśli depresję ogólną uznaje za stan tragiczny, jeśli Grekom (którzy ku jego niezadowoleniu nie „zrezygnowali”...) dał do zrozumienia, iż nie znajdowali się na wysokości światopoglądu: to jest to parti pris205, logika systemu, fałszowanie monet, systematyka. Jedno z owych złych fałszowań monet, które Schopenhauerowi krok za krokiem psuły całą jego psychologię (on, który geniusz, sztukę samą, etykę, religię pogańską, piękność, poznanie i niemal wszystko despotycznie zaniepoznawał).
364.
Chcecie najbardziej zadziwiającego dowodu, do jakiego stopnia dochodzi siła przeobrażająca upojenia? „Miłość” jest tym dowodem: to, co zwie się miłością we wszystkich mowach i milczeniach świata. Upojenie załatwia się tutaj z realnością w ten sposób, że w świadomości kochającego przyczyna gaśnie, a miast niej zdaje się znajdować coś innego — drganie i blaski wszystkich zwierciadeł czarownych Cyrce... Tu, człowiek czy zwierzę, nie stanowi różnicy; jeszcze mniej duch, dobroć, prawość... Subtelnie bywa się wyprowadzanym w pole, jeśli się jest subtelnym; trywialnie bywa się oszukiwanym, jeśli się jest trywialnym: ale miłość i nawet miłość Boga, miłość świętych „dusz wybranych”, w gruncie jest jedno: gorączką, mającą powody do przybierania różnych postaci, upojeniem, które czyni dobrze, kiedy się kłamie o sobie samym... I w każdym razie kłamie się dobrze, kiedy się kocha, przed sobą i o sobie: zdaje się nam, iż jesteśmy przekształceni, silniejsi, bogatsi, doskonalsi, jesteśmy doskonalszymi... Odnajdujemy tutaj sztukę jako funkcję organiczną, znajdujemy ją włożoną w anielski instynkt „miłości”: odnajdujemy w niej największy stimulans życia — sztuka okazuje się tym samym wzniośle pożyteczną w tym nawet także, że kłamie... Pobłądzilibyśmy jednak, zatrzymując się przy jej sile kłamania: sprawia ona więcej: nie tylko imaginuje, lecz nawet przesuwa wartości. I nie tylko że przesuwa poczucie wartości: kto kocha, jest wart więcej, jest silniejszy. U zwierząt stan ten wytwarza nowe narzędzia walki, nowe barwniki, nowe formy i kolory, lecz przede wszystkim nowe ruchy, rytmy, powaby i wabiki. Z człowiekiem nie dzieje się inaczej. Cała jego ekonomia staje się bogatsza niż kiedykolwiek, potężniejsza, całkowitsza niż u tego, kto nie kocha. Kto kocha staje się rozrzutnikiem: dość jest na to bogaty. Teraz posiada śmiałość, staje się awanturnikiem, staje się osłem wielkodusznym i niewinnym; znowu wierzy w Boga, wierzy w cnotę, ponieważ wierzy w miłość: i z drugiej strony temu idiocie szczęśliwości wyrastają skrzydła i nowe zdolności, otwierają się dlań nawet podwoje sztuki. Odciągnijmy z liryki w dźwiękach i słowach sugestię tej gorączki wewnętrznej: i cóż pozostanie z liryki i muzyki?... L’art pour l’art206, być może: wirtuozowski skrzek zimnokrwistych żab, desperujących w swym błocie... Resztę stworzyła miłość...
365.
Czego nie zdoła upojenie, które się zwie miłością i które jest jeszcze czymś innym niż miłością! Lecz pod tym względem każdy posiada swoją własną wiedzę. Siła mięśniowa dziewczęcia rośnie, skoro się zbliża do niej mężczyzna; istnieją narzędzia, którymi to mierzyć można. W bardziej bliskim stosunku płci, jaki sprowadza taniec i inne zwyczaje towarzyskie, siła ta przybiera do tego stopnia, że czyni zdolnym do prawdziwie zadziwiających wysiłków: w końcu przestaje się wierzyć własnym oczom i własnemu zegarkowi! Tutaj w każdym razie należy wziąć pod uwagę, że taniec sam przez się, jak każdy ruch bardzo szybki, pociąga za sobą rodzaj upojenia w całym systemie naczyniowym, nerwowym i mięśniowym. „W tym wypadku należy się liczyć ze skombinowanymi skutkami podwójnego upojenia. I jak mądrze jest być kiedy niekiedy z lekka upojonym!... Są rzeczy realne, których nigdy nie należy wyznawać przed sobą; dlatego jest się kobietą, dlatego posiada się wszystkie pudeurs207 kobiece... Te młode stworzenia, które tam tańczą, najwidoczniej znajdują się poza wszelką realnością; tańczą z samymi tylko dotykalnymi ideałami; widzą nawet, co więcej znaczy, siedzące naokoło siebie ideały: matki!... Okazja szczególna do zacytowania Fausta... Wyglądają one bez porównania lepiej, kiedy w ten sposób z lekka są upojone, owe piękne stworzenia — och, i jakże dobrze o tym wiedzą! Stają się nawet miłe, ponieważ wiedzą o tym! Wreszcie przyczynia się do tego także i strój: strój jest trzecią przyczyną ich lekkiego upojenia: wierzą one w swego krawca, jak wierzą w Boga: i kto by im chciał odejmować tę wiarę! Wiara ta czyni szczęśliwym! I podziw dla samego siebie jest zdrowy! Podziw dla siebie chroni od zaziębienia. Czy kiedykolwiek jaka piękna kobieta zaziębiła się, wiedząc, że jest dobrze ubrana? Przenigdy! Nawet w tym razie, kiedy jest zaledwie ubrana.
366.
W upojeniu dionizyjskim zawiera się płciowość i rozkosz: nie brak jej w upojeniu apollińskim. Lecz musi jeszcze istnieć różnica tempa w obydwu stanach... Krańcowy spokój pewnych wrażeń upojenia (ściślej: zwolnienie poczucia czasu i przestrzeni) odzwierciadla się chętnie w wizji najspokojniejszych gestów i dusz. Styl klasyczny przedstawia zasadniczo ten spokój, uproszczenie, skrót, stężenie — najwyższe poczucie mocy zostało skoncentrowane w typie klasycznym. Reagować z trudem: posiadać wielką świadomość: nie odczuwać zgoła walki.
367.
Rozsądek życiowy. Względna czystość, z zasady mądra ostrożność w sprawach erotycznych, nawet w myślach, to może w części stanowić rozum wyższy nawet w życiu natur hojnie wyposażonych i jednolitych. Twierdzenie to jest prawdziwe szczególniej w stosunku do artystów, jest ono dla nich najlepszą mądrością życiową. W tym sensie rozlegały się już głosy zgoła niepodejrzane: wymienię Stendhala, Th. Gautier, a także Flauberta. Artysta jest, być może, z przyrodzenia swego z konieczności człowiekiem zmysłowym, w ogóle pobudliwym, dostępnym w każdym znaczeniu podrażnieniom, z góry już usposobionym do sugestii podrażniającej. Mimo to zazwyczaj, pod władzą swego zadania, swej woli mistrzostwa, w rzeczywistości jest to człowiek umiarkowany, często nawet czysty. Tego chce odeń dominujący w nim instynkt: on nie pozwala mu wydawać siebie w ten lub ów sposób. Jest to ta sama siła, którą się wydaje w poczęciu artystycznym i w actus płciowym: istnieje tylko jeden rodzaj siły. Tutaj ulec, tutaj się trwonić zdradziecka to sprawa dla artysty: okazuje to brak instynktu, brak woli w ogóle, może być oznaką décadence — w każdym razie w nieobliczalnym stopniu pozbawia wartości sztukę jego.
368.
Artyści nie są ludźmi wielkich namiętności, chociaż mogą wmawiać to sobie i nam. A to dla dwóch przyczyn: brak im wstydliwości wobec siebie (przyglądają się sobie, jak żyją; podpatrują się, są zanadto ciekawi) i brak im także wstydu wobec wielkiej namiętności (wyzyskują ją jako artyści). Lecz po drugie ich wampir, talent ich, najczęściej nie użycza im takiego trwonienia siły, które zwie się namiętnością. Posiadając talent, jest się także ofiarą swego talentu: żyje się pod jarzmem wampiryzmu swego talentu.
Przez przedstawienie swej namiętności nikt nie załatwia się ze swoją namiętnością: raczej, przedstawia ją wtedy, kiedy się z nią załatwił. (Goethe poucza inaczej; lecz zdaje się, iż tutaj chciał sam siebie nie rozumieć — przez delicatezza...)
369.
W porównaniu z artystą, ukazanie się człowieka naukowego w rzeczy samej jest objawem pewnego zesztywnienia i obniżenia poziomu życia (lecz także wzmocnienia, surowości, twardości, siły woli).
Jak dalece fałsz, obojętność na prawdę i pożytek mogą być w artyście objawem młodzieńczości, „dzieciństwa”... Ich zwykły rodzaj, ich nierozumność, ich ignorancja co do siebie, ich obojętność na „prawdy wieczne”, powaga w „grze”... ich brak godności; kuglarz, sąsiadujący z Bogiem; święty i kanalia... Naśladownictwo instynktem, rozkazujące. Artyści u początków — artyści upadku: czyż nie należą do wszystkich faz?... Tak!
370.
Żeby być klasykiem, trzeba posiadać wszystkie silne i pozornie sprzeczne dary i żądze: lecz tak, żeby szły wszystkie społem pod jednym jarzmem; żeby się zjawiły w czasie właściwym do wyniesienia rozkoszy literackiej lub artystycznej, lub politycznej do szczytu i na czoło (nie zaś wtedy, kiedy to już nastąpiło...). Należy odbijać stan ogólny (czy to narodu, czy cywilizacji w największej i najwnętrzniejszej głębi swej duszy, w epoce, kiedy jeszcze istnieje i nie został zabarwiony naśladowaniem obczyzny (lub tylko zależności...); nie trzeba być duchem reaktywnym, lecz wyciągającym wnioski i prowadzącym naprzód, przytakującym we wszystkim, nawet w nienawiści.
„Niepotrzebnaż do tego najwyższa wartość osobista?”... Należy, być może, rozważyć, czy nie odgrywają tutaj roli przesądy moralne i czy wielka wysokość moralna nie jest, być może, sama w sobie sprzecznością z klasycyzmem?... Czy monstra moralne z konieczności nie muszą być romantykami, w słowie i czynie?... Taka przewaga jednej cnoty nad innymi (jak w monstrum moralnym) właśnie występuje wrogo w równowadze z mocą klasyczną: jeśli przypuścić, że się posiada tę wysokość i mimo to jest klasykiem, tedy należałoby wnosić, że posiada się także immoralność w tym samym stopniu: tak było, być może, z Szekspirem (jeśli przypuścić, że był rzeczywiście lordem Bacon).
Czy poza owym przeciwieństwem między klasycznością i romantycznością nie kryje się przeciwieństwo aktywności i reaktywności?...
371.
Zmoralizowanie sztuk. Sztuka jako wyzwolenie z wąskości moralnej i optyki pokątnej lub jako szyderstwo z niej. Ucieczka do przyrody, gdzie piękność jej łączy się z straszliwością. Koncepcja człowieka wielkiego.
— Kruche, bezpożyteczne dusze zbytkowne, które samo tchnienie mąci, „dusze piękne”.
— Wyblakłe ideały budzić w ich bezlitosnej twardości i brutalności, jako najwspanialsze potwory, jakimi one są.
— Tryumfująca radość z rozkoszy psychologicznego wniknięcia w krętaninę i komedianctwo nieświadome wszystkich zmoralizowanych artystów.
— Fałsz sztuki — jej immoralność wyprowadzić na światło.
— „Idealizujące” moce zasadnicze (zmysłowość, upojenie, przebogatą zwierzęcość) wyciągnąć na światło.
372.
Z przyszłości. Przeciw romantyce, przeciw wielkiej „namiętności”. Pojąć, jak każdy gust „klasyczny” wymaga pewnego quantum208 chłodu, jasności, twardości: logika przede wszystkim, szczęśliwość w duchowości, „trzy jedności”, koncentracja, nienawiść uczucia, serca, esprit, nienawiść tego, co wielokrotne, niepewne, nieokreślone, przeczuwające, tak samo jak nienawiść tego, co krótkie, ostre, ładne, dobrotliwe. Nie należy igrać z formułami artystycznymi: należy przekształcać życie, żeby je potem można było formułować...
Pocieszna to komedia, z której teraz dopiero uczymy się śmiać, którą teraz dopiero widzimy: iż współcześnicy Herdera, Winckelmanna, Goethego i Hegla przypisywali sobie odkrycie na nowo ideału klasycznego... I jednocześnie Szekspira! I to samo pokolenie w sposób wiarołomny wyparło się szkoły klasycznej Francuzów, jak gdyby rzeczy zasadniczej nie można się było nauczyć równie dobrze tu, jak tam!... Lecz wołano o „naturę”, „naturalność”: o tępoto! Wyobrażano sobie, że klasycyzm jest rodzajem naturalności!
Bez przesądu i miękkości przemyśleć do końca, na jakim gruncie może wzrastać smak klasyczny. Zahartowanie, uproszczenie, wzmocnienie, poprawienie człowieka: tak to wszystko idzie społem. Uproszczenie logiczno-psychologiczne. Pogarda dla detalów, kompleksów, niepewności.
Romantycy niemieccy protestowali nie przeciw klasycyzmowi, lecz przeciw rozumowi, oświeceniu, smakowi, osiemnastemu stuleciu.
Uczuciowość muzyki romantyczno-wagnerowskiej: przeciwieństwo uczuciowości klasycznej...
Wola jedności (ponieważ jedność tyranizuje: mianowicie słuchaczy, widzów), lecz niezdolność, aby ona tyranizowała co do rzeczy głównej: mianowicie co się tyczy dzieła samego (zmuszała do wyrzekania się, skrócania, wyjaśniania, upraszczania). Pokonywanie za pomocą tłumów (Wagner, Victor Hugo, Zola, Taine).
373.
Nihilizm artystów. Przyroda jest okrutna swoją pogodą; cyniczna swoimi wschodami słońca. Jesteśmy wrodzy wzruszeniom. Ucieka się tam, gdzie natura działa na nasze zmysły i wyobraźnię; gdzie nie ma nic do kochania, gdzie nam nic nie przypomina moralnych urojeń i subtelności tej natury północnej; i tak też w sztukach. Wolimy to, co nam już nie przypomina o „dobrym i złym”. Nasza drażliwość moralna i bolesność jak gdyby się rozpuszczają w naturze straszliwej i szczęśliwej, w fatalizmie zmysłów i sił. Życie bez dobroci.
Dobroczynnym jest widok wspaniałej indyferencji natury wobec dobra i zła.
Nie ma sprawiedliwości w historii, nie ma dobroci w naturze: i dlatego pesymista, jeśli jest artystą, in historicis idzie tam, gdzie nieobecność sprawiedliwości ukazuje się jeszcze ze wspaniałą naiwnością, gdzie doskonałość właśnie się wyraża — i to samo w naturze tam, gdzie zły i indyferentny charakter nie ukrywa się, gdzie natura reprezentuje charakter doskonałości... Artysta nihilistyczny zdradza się chceniem i wyróżnianiem historii cynicznej, natury cynicznej.
374.
Jest to kwestią siły (jednostki lub narodu), czy i gdzie pada sąd: „piękne”. Poczucie pełni, nagromadzonej siły (pozwalające przyjmować odważnie i radośnie wiele rzeczy, przed którymi drży człowiek słaby) — poczucie mocy wypowiada sąd „piękne” nawet o rzeczach i stanach, które instynkt niemocy może tylko uważać za godne nienawiści, za „szpetne”. Wyczucie tego, z czym byśmy mniej więcej dali sobie radę, jeślibyśmy się zetknęli, jako z niebezpieczeństwem, problematem, pokusą — to wyczucie określa też nasze estetyczne „tak”. („To jest piękne”, jest potwierdzeniem).
Wypływa stąd, biorąc ogólnie, iż upodobanie w rzeczach problematycznych i strasznych jest symptomatem siły: podczas kiedy gustowanie w rzeczach ładnych i powabnych właściwym bywa słabym i delikatnisiom. Upodobanie w tragedii charakteryzuje epoki i charaktery silne: ich non plus ultra jest być może divina commedia. Są to duchy heroiczne, które z okrucieństwem tragicznym mówią do siebie „tak”: są one dość twarde, żeby cierpienie odczuwać jako przyjemność... Na odwrót, jeśli się przypuści, że słabi pożądają rozkoszy ze sztuki, która nie była dla nich wymyślona, co uczynią, żeby ją dopasować do swego smaku? Włożą w nią swoje własne odczuwania wartości: np. „tryumf moralnego porządku świata” lub naukę o „bezwartościowości istnienia”, lub wezwanie do „rezygnacji” (lub na pół medyczne, na pół moralne wyładowanie uczuć à la Arystoteles). W końcu: sztuka straszliwości, o ile pobudza nerwy, może być ceniona jako stimulans przez słabych i wyczerpanych: to jest np. dziś przyczyną, iż się ceni sztukę Wagnera. W jakim stopniu ktoś może przyznawać rzeczom charakter straszliwy i problematyczny, jest oznaką poczucia błogości i mocy; i czy w ogóle w końcu potrzebuje „rozwiązań”.
Ten rodzaj pesymizmu artystycznego jest wprost przeciwieństwem pesymizmu moralno-religijnego, który cierpi nad „zepsuciem” człowieka, nad zagadką istnienia: ten za wszelką cenę pragnie rozwiązania, przynajmniej nadziei na rozwiązanie... Cierpiący, zrozpaczeni, niedowierzający sobie, chorzy jednym słowem po wszystkie czasy potrzebowali wizji zachwycających, żeby móc wytrzymać (stąd pochodzi pojęcie „błogosławiony”). Wypadek pokrewny: artyści décadence, w gruncie rzeczy nihilistycznie usposobieni względem życia, kryją się w piękne formy — w rzeczach wybranych, gdzie natura staje się doskonałą, gdzie jest indyferentność wielką i piękną... („Miłość piękna” może być więc czymś innym niż zdolnością widzenia, tworzenia piękna: może ona być właśnie wyrazem, że się jest niezdolnym do tego.)
Artyści pokonywający, którzy z każdego konfliktu potrafią wydobyć współdźwięczność, są ci, co ze swej własnej mocy i osobistego wyzwolenia pozwalają korzystać rzeczom nawet: swoje doświadczenie najwnętrzniejsze wypowiadają w symbolice każdego dzieła sztuki — twórczość ich jest dziękczynieniem za swe istnienie.
Głębokość artysty tragicznego polega na tym, że jego instynkt estetyczny obejmuje wzrokiem skutki oddalone, że nie zatrzymuje się przy najbliższych, że przytakuje ekonomii na wielką skalę, która rzeczy straszne, złe i problematyczne usprawiedliwia i nie tylko — usprawiedliwia.