276.
Prawo głosowania powszechnego. — Lud nie nadał sobie prawa głosowania powszechnego, wszędzie, gdzie ono obecnie istnieje, otrzymał je i tymczasowo przyjął: w każdym razie posiada prawo zwrócić je, jeżeli ono nie czyni zadość jego nadziejom. To, zdaje się, właśnie zachodzi teraz wszędzie: albowiem, jeśli przy jakiejś okazji, gdzie jest w użyciu, zaledwie dwie trzecie, ba, nieraz nawet nie większość wszystkich uprawnionych do głosowania zjawia się do urny wyborczej, to jest to votum155 przeciw całemu systemowi głosowania w ogóle. — Tutaj należy nawet sądzić surowiej. Prawo orzekające, że większość rozstrzyga ostatecznie o losie wszystkich, nie może być zbudowane na tej podstawie, która tworzy się dopiero przez nie samo; koniecznie wymaga podstawy szerszej i tą jest jednomyślność wszystkich. Ogólne prawo głosowania powinno być nie tylko wyrazem woli większości: cały kraj musi go chcieć. Przeto wystarcza już opozycja bardzo nielicznej mniejszości, żeby je jako nierzeczywiste usunąć na stronę: a nieuczestniczenie w głosowaniu jest właśnie taką opozycją, powodującą upadek całego systemu. „Absolutne veto” jednostki lub, żeby się nie gubić w drobnostkach, veto kilku tysięcy wisi nad całym systemem, jako warunek sprawiedliwości: ile razy czyni się zeń użytek, winno ono sposobem, w jaki uczestniczą w nim wyborcy, dowieść wprzódy, że jako prawo istnieje jeszcze.