134.
O ile należy wystrzegać się współczucia. — Współczucie, o ile istotnie sprawia ból — a jedynie z tego rozpatrujemy je tutaj stanowiska — jest słabością, podobnie jak wszelkie zaprzepaszczenie się w jakimś szkodliwym uczuciu. Pomnaża ból na świecie: acz współczucie tu i ówdzie umniejsza lub usuwa pośrednio ból, to jednak tymi przygodnymi i na ogół nieznacznymi wynikami nie należy usprawiedliwiać jego istoty, która, jak już wspomniano, jest szkodliwa. Przypuśćmy, iż tylko na jeden dzień zawładnęłoby światem: a przyprawiłoby zaraz ludzkość o zgubę równie dobrze jak każdy inny popęd, nie posiada ono jakiegoś dobrego charakteru: dopiero tam, gdzie krzewi się je i pochwala — dzieje się to wówczas, gdy nie rozumie się jego szkodliwości, a natomiast odkrywa się w nim źródło rozkoszy — udziałem jego staje się czyste sumienie, dopiero tam znajduje ono chętnych wyznawców i bywa ich chlubą. W innych warunkach i krajach, gdzie pojmuje się szkodliwość jego, uchodzi ono za słabość: lub, jak śród Greków, za chorobliwy periodyczny afekt, który można uczynić nieszkodliwym, od czasu do czasu zaspakajając go umyślnie. — Kto przez czas jakiś wystawi siebie na próbę, a więc w praktycznym życiu będzie szukał celowo do współczucia pobudek tudzież całą niedolę, jaką śród swego otoczenia dostrzec mu się zdarzy, będzie miał ciągle przed oczyma duszy, ten popadnie na pewno w chorobę i melancholię. Kto natomiast chce być lekarzem ludzkości w jakimkolwiek znaczeniu, ten względem rzeczonego uczucia winien być nader przezorny — ubezwładnia go ono we wszystkich stanowczych chwilach, pęta jego wiedzę oraz jego pomocną, delikatną rękę.