146.
Chociażby nawet przyszło poświęcić bliźniego! — Co? Istota prawdziwej moralności polega na tym, iż rozpatrujemy najbliższe i najbezpośredniejsze czynów naszych następstwa dla innych i wedle tego postępujemy? Jest to jeno ciasny i filisterski morał, acz snadź102 jest także morałem; jednakże wolniejszym i szczytniejszym zda się mi pogląd, by nie liczyć się nawet z tymi najbliższymi następstwami dla innych i cele odleglejsze w razie potrzeby okupować nawet cierpieniem bliźniego — na przykład krzewić poznanie, chociażby się wiedziało, iż najpewniejszym i bezpośrednim plonem wolnomyślności naszej będzie dla innych troska, wątpienie lub coś gorszego. Nie wolnoż ze swymi bliźnimi przynajmniej tak postępować, jak postępuje się ze sobą samym? Jeżeli zaś na swe własne bezpośrednie następstwa tudzież cierpienia nie zapatrujemy się równie ciasno i po filistersku, to dlaczegóż musimy mieć je u innych na względzie? Dajmy na to, iż ożywia nas duch poświęcenia: cóż nam tedy zabrania poświęcić także bliźniego? — jak to czynili dotychczas monarchowie i państwa, którzy jednych obywateli składali w ofierze innym, „ze względu na ogólne interesy”. Alić103 i my mamy ogólne i snadź ogólniejsze interesy: czymużby więc nie było wolno niektórych osobników spośród pokoleń dzisiejszych złożyć w ofierze pokoleniom przyszłym? O ile by ich żałość, ich rozpacz, ich niepokoje, trwożne ich kroki i omyłki okazały się potrzebne, by nowa socha ziemię przeorać i dla wszystkich użyźnić mogła? — Na ostatek: podzielamy też usposobienie bliźniego, w którym on ofiarą czuć się może, nakłaniamy go do zadania, do którego jest nam potrzebny. Jesteśmyż104 tedy bezlitośni? Gdy wszakże bodaj za cenę własnego współczucia, wbrew sobie samym zwycięstwo wywalczyć chcemy, to czyż nastrój ten górniejszy i wolniejszy nie jest od poczucia pewności, wynikłego z rozmyślań, czy uczynek jakiś sprawia radość lub przykrość bliźniemu? Toć kosztem tej ofiary — ogarniającej zarówno nas i bliźnich — utwierdzilibyśmy i dźwignęlibyśmy ogólne mocy ludzkiej poczucie nawet w takim razie, gdybyśmy go nie powiększyli: co stanowiłoby już pozytywny przyrost szczęścia. — Wreszcie, gdyby to nawet — — lecz już ani słowa! Dość jednego spojrzenia, zrozumieliście mnie!