173.
Chwalcy pracy. — W wysławianiu „pracy”, w niestrudzonym głoszeniu „błogosławieństw pracy” widzę tę samą myśl uboczną, co w pochwale ogólnie pożytecznych nieosobistych uczynków: lęk przed wszystkim indywidualnym. Jako też istotnie, na widok pracy — a rozumie się przez nią zawsze ów znojny trud od świtu do późnej nocy — odczuwa się obecnie, iż praca taka jest najlepszą policją, iż dzierży każdego na wodzy i stanowi nader skuteczną przeszkodę dla rozwoju rozumu, dla pożądliwości tudzież zachcianek niezależności. Zużywa bowiem niezmiernie wiele siły nerwowej z uszczerbkiem dla rozmyślań, dumań, marzeń, trosk, miłości i nienawiści, stawia wciąż maluczki cel przed oczy, darzy łatwym i regularnym zadowoleniem. Zatem społeczeństwo, bezustannie do ciężkiej zaprzątnięte pracy, winno by na bezpieczniejszych spoczywać posadach: a bezpieczeństwo jest obecnie najwyższym, najbardziej uwielbianym bóstwem. — I oto! Okropność! Właśnie „robotnik” stał się niebezpiecznym! Zaroiło się od „niebezpiecznych osobistości”! A za nimi niebezpieczeństwo nad niebezpieczeństwami — samo individuum!