189.
O wielkiej polityce. — Acz próżność i chęć korzyści zarówno ludów, jak i jednostek biorą niewątpliwie udział we wielkiej polityce: to jednak najpotężniejszym czynnikiem, który na tok jej wpływa, jest pragnienie poczucia mocy, co nie tylko w duszach monarchów i możnowładców, lecz nie mniej śród niższych warstw ludności z niewyschniętych źródeł niekiedy wytryska. Raz wraz nastaje chwila, gdy tłumy nie wahają się rzucić na szalę swego życia, swej cnoty, swego mienia i sumienia, by upoić się najwyższą dla siebie rozkoszą i jako zwycięski, samowładny naród narzucić swą wolę innemu narodowi (lub wyobrażać sobie, że mu ją narzuciły). Nieprzebrane uczucia poświęcenia, nadziei, ufności, zapamiętałego fantastycznego zuchwalstwa wzbierają wówczas tak potężnie, iż ambitny lub przezorny władca może wszcząć wojnę i własną niegodziwość osłonić czystym sumieniem ludu. Wielcy zdobywcy przemawiali zawsze patetycznym językiem cnoty: otaczały ich zawsze rozpłomienione zapałem tłumy, dające posłuch jeno najwznioślejszemu słowu. Co za dziwaczne szaleństwo sądów moralnych! Gdy człowieka ogarnie poczucie mocy, zda się on sobie i mieni siebie dobrym: i wtedy właśnie inni, na których mocy swej upust dać musi, mienią go złym! — Hezjod w baśni o różnych okresach żywota ludzkiego przedstawił dwukrotnie tę samą epokę bohaterów homeryckich i z jednej dwie uczynił: tym, którzy doznali sami okrutnego żelaznego ucisku srogich awanturników lub zasłyszeli o nim od swych przodków, zdała się ona złą; natomiast potomkowie owych rycerskich rodów sławili ją jako dawne dobre, błogosławione czasy. Poecie nie pozostawało nic innego, jak wejść na rozbieżne drogi — toć słuchaczów z obu obozów miał dokoła siebie!