320.

Niebezpieczeństwo niewinności. — Niewinni ludzie padają zawsze ofiarą, gdyż ich nieświadomość nie dozwala im rozróżniać między miarą a nadużyciem tudzież w porę mieć się względem siebie na baczności. Niewinne, to znaczy nieświadome młode kobiety przyzwyczajają się do częstej słodyczy afrodyzjów i tym dotkliwiej odczuwają ich niedostatek, gdy ich mężowie zachorują lub przed czasem ulegną niemocy; właśnie to błogie i ufne przeświadczenie, jakoby częste obcowanie z nimi stanowiło zasadę i prawidło, wytwarza u nich potrzebę, która później naraża je na najprzykrzejsze pokusy i upadki. Rozpatrzmy jednakże rzecz ogólnie i z wysoka: kto kocha rzecz jakąś czy człowieka, nie znając ich zgoła, ten staje się łupem czegoś, czego by nie kochał, gdyby mógł je zobaczyć. Wszędzie, gdzie zachodzi potrzeba doświadczenia, przezorności i rozwagi, właśnie człowiek niewinny popadnie w najzupełniejsze zepsucie, gdyż z zamkniętymi oczyma zmuszony jest wypić męty i najjadowitszy osad każdej rzeczy. Zastanówmy się nad praktyką wszystkich panujących, kościołów, sekt, stronnictw, korporacji: czyliż do najniebezpieczniejszych i najniegodziwszych rzeczy nie używa się zawsze ludzi niewinnych jako najsłodszej przynęty? — Podobnie jak Odyseusz posłużył się niewinnym Neoptolemem, by od starego, chorego pustelnika i czarodzieja z Lemnos wyłudzić łuk i strzały. — Chrześcijaństwo z właściwą sobie pogardą świata uczyniło z niewinności cnotę, niewinność chrześcijańską, snadź170 właśnie dlatego, iż najczęstszym plonem tej niewinności jest, jak już wspomniano, wina, poczucie winy i zwątpienie; jest to zatem cnota, co piekielnymi manowcami prowadzi do nieba: gdyż dopiero wtedy mogą się rozewrzeć posępne Propyleje chrześcijańskiego zbawienia, dopiero wtedy wywiera swój wpływ obietnica pogrobowej wtórnej niewinności — stanowi ona jeden z najpiękniejszych pomysłów chrześcijaństwa!