328.
Potwarcy wesołości. — Ludzie, głęboko zranieni przez życie, rzucili na wszelką wesołość podejrzenie, jakoby była zawsze naiwną i dziecinną tudzież objawiała nierozum, wobec którego doznaje się jeno uczucia rzewności i politowania, jak na widok dogorywającego dziecka, co na swym łóżeczku wciąż jeszcze lubi swe zabawki. Ludzie tacy widzą pod wszystkimi różami utajone i ziejące groby; rozrywki, wrzawa, wesoła muzyka są dla nich rozpaczliwym złudzeniem konającego, co chciałby raz jeszcze przytknąć usta do kipiącej czary żywota. Jednakże sąd ten o wesołości nie jest niczym innym jak załamaniem się jej promieni na posępnym tle znużenia i choroby: on sam jest czymś wzruszającym, nierozumnym, budzącym litość, ba, nawet naiwnym i dziecinnym, wszelako owym wtórym dzieciństwem, co towarzyszy starości i poprzedza zgon.