87.
Cud etyczny. — W dziedzinie etyki zna chrześcijaństwo tylko cud: nagłą zmianę wszystkich sądów, nagłe zerwanie ze wszystkimi nawyknieniami, nagły nieprzezwyciężony pociąg do nowych przedmiotów i ludzi. Według niego zjawisko to jest dziełem bożym, zwie je aktem odrodzenia i przykłada doń szczególną, niezrównaną wartość — wszystko, co poza tym zowie się moralnością i z owym cudem nie ma związku, staje się już tym samym dla chrześcijanina obojętne, ba, jako poczucie zadowolenia i dumy, stanowi snadź56 dlań przedmiot lęku. Nowy Testament określa kanon cnoty, kanon wypełnionego zakonu: atoli w ten sposób, że jest to kanon cnoty niemożliwej: ludzie, dążący jeszcze ku celom etycznym, winni wobec takiego kanonu nabrać poczucia, iż cele te usuwają się przed nimi w oddal, winni zwątpić o cnocie i rzucić się wreszcie w litosne ramiona — jeno takie zakończenie może etycznemu dążeniu chrześcijanina nadać jeszcze niejaką wartość, z góry zatem się przypuszcza, że dążenie owo będzie zawsze bezowocne, przykre, melancholijne; może zatem posłużyć do wywołania owej ekstatycznej chwili, w której człowiek dozna „objawienia łaski” oraz etycznego cudu — jednakże to dźwiganie się na wyższy poziom etyczny konieczne nie jest, gdyż cud ów nawiedza częstokroć grzesznika, stojącego niejako w pełnym rozkwicie grzesznego trądu; co więcej, przeskok od najzupełniejszej, najgłębszej grzeszności ku czemuś wręcz przeciwnemu jest snadź nawet łatwiejszy i, jako oczywisty dowód cudu, bardziej też pożądany. Jakie zresztą znaczenie fizjologiczne ma taki nagły nierozumny i nieodparty zwrot, takie chwianie się między najgłębszą niedolą i bezdenną błogością (czy nie jest to snadź utajona epilepsja?) — niechaj rozważą psychiatrzy, którzy bardzo często mają sposobność obserwować podobne „cudy” (np. jako manię zabójczą, manię samobójczą). Względnie „znośniejszy” u chrześcijan wynik nie stanowi zasadniczej różnicy.