5
Psychologia orgiazmu jako przelewającego się poczucia życia i siły, w zakresie którego ból nawet staje się bodźcem, była dla mnie kluczem do pojęcia uczucia tragicznego, źle zrozumianego zarówno przez Arystotelesa, jak przez naszych pesymistów. Tragedia do tego stopnia nie przemawia za pesymizmem Hellenów w znaczeniu schopenhauerowskim, iż mogłaby uchodzić raczej za wręcz mu przeciwną instancję i stanowcze jego zaprzeczenie. Przyświadczanie życiu nawet w jego najsroższych i najdziwniejszych przejawach; wola życia, najwyższe swe typy radośnie własnemu ofiarująca niewyczerpaniu — oto, co nazwałem dionizyjskim, w czym domyśliłem się pomostu do psychologii artysty tragicznego. Nie przeto, by otrząsnąć się z lęku i współczucia, nie dlatego, by w namiętnym wybuchu zmyć z siebie zmazę złowieszczego uczucia — tak pojmował to Arystoteles — lecz iżby mimo grozy i współczucia być samemu wiekuistą rozkoszą stawania się — ową rozkoszą, która nawet rozkosz niszczenia także w sobie mieści... I oto wracam znów do miejsca, z którego wyszedłem ongi — Narodziny tragedii były mym pierwszym przemianowaniem wszech wartości: i oto staję znów na ziemi, która jest kolebką mych dążeń, mej mocy twórczej — ja, filozofa Dionizosa ostatni uczeń — ja, wiekuistego powrotu nauczyciel...