1862
Prawdziwy ból jest wstydliwy.
Reforma państwowa i polowanie na pluskwy są bardzo z sobą pokrewne. Robactwo pokazuje się zawsze znowu, ale na razie zapobiegło się przynajmniej temu, żeby nie zjadło człowieka żywcem.
Gdy duchowe pijawki oderwą się, unosząc ze sobą zdobycz, nie można im odebrać na powrót krwi przez posolenie ich.
Materialiści przechrzcili tylko problemat i myślą, że go rozwiązali, bo nie wiedzą, że wszystkie chrzty mowy ludzkiej są chrztami z musu i że prawie każdy przedmiot na świecie dostaje swoją nazwę tak, jak człowiek imię Adolfa, Fryderyka albo Krzysztofa. Dalej, nie mają zupełnie miary dla swoich, co prawda znakomitych, zdobyczy w dziedzinie szczegółów. Dokażą jeszcze nieskończenie wiele, a jednak mimo wszystkich tryumfów nie wyjdą poza pojęcie celowości, i to celowości w szczegółach. Natura nie ukrywa wcale tego, w jaki sposób zjawiska buduje i w ruch puszcza; dlatego na przykład czynność mózgu prędzej czy później znajdzie tak samo swego Harvey’a24, jak go znalazł krwi obieg. Cóż się jednak w stosunku do głównego zagadnienia osiągnie przez to, że się człowieka w tym sensie zupełnie pojmie, a wraz z nim cały szereg zjawisk współrzędnych? Stanie się w ostatnim akcie znowu tam, gdzie się stało w pierwszym, tylko że nie będzie się już mówiło o wszechmocnym Stwórcy, lecz o nieubłaganych prawach, co jednak oznacza tylko zamianę jednej grzechotki dziecięcej na inną. Do praprzyczyny, z której wyłoniły się wszystkie rzędy zjawisk, aby się potem rozwinąć wszerz w konieczne organizmy, do tej praprzyczyny nie zbliżyliśmy się ani na krok od czasu, kiedy Mojżesz uczynił hipotezę, że mężczyzna powstał z ugniecionej gliny, a kobieta z żebra swego władcy. O to jednak właśnie chodzi i dziwaczna nauka średnich wieków wiedziała bardzo dobrze, dlaczego szuka homunculusa, gdyż dopiero wtedy, gdy będzie można robić ludzi, pojęło się człowieka.
Czytam właśnie w pewnym żydowskim kalendarzu: „Pogańska filozofia nie wzniosła się nigdy do idei Stwórcy świata; to nam przypadło w udziale”. Ja bym to tak wyraził: „Do idei Stwórcy świata filozofia starożytnych nigdy się nie poniżyła, zdrowy instynkt chronił ją zawsze szczęśliwie przed tym najgrubszym antropomorfizmem”.
Poezja musi powoływać do ponownego życia postacie dziejowe, które krytyka unicestwia jako fikcyjne. Dopiero gdy mityczny Chrystus nauki zmieni się w historyczno-psychologicznego Chrystusa dramatu, będzie koło religijne zamknięte.
„Kto ma, temu będzie dane”. Szczęście jest jak kura, która składa drugie jajko tylko tam, gdzie leży już pierwsze.
Dlaczego wielu aktorów podoba się publiczności w sztukach tuzinkowych, a w sztukach wyższej miary zaraz robi fiasko? Poeci jak Kotzebue i Iffland dostarczają niejako tylko sukni, w którą człowiek może się wśliznąć, i ktokolwiek by to był, suknia zyskuje i pozornie się ożywia. Szekspir, Schiller i Goethe stwarzają człowieka, z którym drugi człowiek ma się zidentyfikować; jeżeli to się nie uda, rodzi się monstrum, czworonożny potwór z dwiema głowami, ku przerażeniu zarówno natury, jak sztuki.
Historia jest młynem, w którym na pozór pracują żywi, istotną zaś pracę spełniają duchy. Niech zarozumiałe karły, uwijające się w świetle słońca, wysilają się, jak mogą — zmarłe olbrzymy, kroczące nieprzejrzanym pochodem od wrót wieczności, spychają ich do roli niepotrzebnych pachołków i z litością spoglądają na ich dreptaninę.
Są wypadki w dramacie, kiedy sam proces tworzenia się mowy musi się stać środkiem plastycznym.
Do środków iluzji w sztuce należy i to, żeby wytwór wyobraźni w pewien sposób pogodzić z rzeczywistością. Zawsze jednak jest to środkiem, nie staje się nigdy celem, chyba na najniższym stopniu, na którym powstają na przykład sztuki Ifflanda i fotografie, których całą zasługą jest tylko podobieństwo. Zamiast tego środka jednak można w pewnych warunkach użyć całkiem innego, nawet wręcz odmiennego, jeżeli się przez to snadniej cel osiągnie.
Wielkie talenty są wielkim zjawiskiem przyrody, na równi z tylu innymi. Tragedia Szekspira, symfonia Beethovena i burza wynikają z tych samych przesłanek.
Geniusz nie jest skrępowany co do głębi, ma za to związane ręce co do powierzchni; może się pogrążyć w głąb, jak daleko zechce, ale nie może się w tym samym stopniu rozszerzać i wszystko wciągać w swe koło. Talent zachowuje się wręcz przeciwnie, naturalnie wielki talent.
Człowiek opierając się zaśnięciu ma dosłownie takie uczucie, jakby wpadł do studni i wydobywał się z niej, sparłszy ręce o krawędź.
Gdyby ludzie, którzy czują nieprzezwyciężony pociąg do karykaturowania drugich, nie byli bezlitosnymi głupcami, mogliby przekonać się, że ich przedrzeźniania pomimo sukcesów śmiechu niczego nie dowodzą, ponieważ już w samej imitacji tkwi karykaturowanie, ponieważ już sam jej akt, nawet bez złośliwego zamiaru umyślnej persyflaży, uchyla konsekwencję i przyrodzoną odrębność przedmiotu, i nawet niebiański wyraz Madonny Sykstyńskiej, naśladowany zupełnie wiernie przez inną twarz, nabiera lekkiego nalotu śmieszności.
Czyny? Co jest czynem? Dzieło sztuki i odkrycie naukowe! Zbadanie obiegu krwi, teoria światła, król Lir — tych czynów nie może Anglia utracić nawet w stu bitwach, ale może utracić flotę, Indie i Australię, nawet Old England! Lord Palmerston trwałby dłużej, gdyby był przecinkiem Szekspira, niż teraz, gdy jest główną samogłoską w radzie ministrów.
Maluj człowieka, ale zarazem i ludzkość, która poza nim stoi: cóż można poecie jeszcze więcej powiedzieć?