SCENA 2
Poprzedzające, Efraim.
EFRAIM
I wy tak obie spokojne jesteście,
Gdy Holofernes tak dobrze jak w mieście,
Bo niedaleko stąd.
MIRZA
Wszechmocny Boże!
EFRAIM
Widziałem tłuszczę wzrokiem nieprzebitą:
Gdybyś ty na nią spojrzała, Judyto,
To byś przysięgła, że co tylko może
Wysyłać przodem Groza i Ruina,
Wszystko ściągnęło w obóz poganina.
Mnóstwo taranów i wozów i koni,
Roją się wojska różnych barw25 i broni;
Szczęście, że oczu nie ma wał i brama:
Ze strachu pewnie runęłaby sama.
JUDYTA
Tyś pewnie widział więcej, niźli drudzy.
EFRAIM
A no, zapytaj: niech powiedzą słudzy.
Kto żyw, ratunku u Jehowy żebrze,
Cała Betulia wygląda jak w febrze26.
Zdasz się nie wiedzieć o Holofernesie,
Lecz ja wiem wszystko, co wieść o nim niesie
I nie daj Boże spotkać się z tym księciem.
Tchnienie ust jego to ognista fala,
Słowo wybiega drapieżnym zwierzęciem:
Gdy noc nadejdzie....
JUDYTA
drwiąco
On światła zapala.
EFRAIM
Tak; tylko czyni to dosyć dogodnie:
Wioski i miasta to jego pochodnie.
— „Mnie one taniej kosztują niż inne”
Mówi. To jego rozrywki niewinne.
Jeszcze za łaskę swą uważać każe,
Gdy miecz wyczyści sobie przy pożarze,
Upiecze mięso. On też, powiadają,
Gród nasz zoczywszy, z uśmiechem na twarzy,
Z szyderstwem, swoich zapytał kucharzy:
Czy przy nim strusie usmaży się jajo.
JUDYTA
Chciałabym go zobaczyć! na stronie Boże w niebie!
Co ja też mówię?
EFRAIM
Co też ci się marzy?
Biada ci, gdyby on zobaczył ciebie!
Pada od jego umizgu27 niewiasta,
Jak mąż od miecza. Gdyby znał cię, wiedział,
Że mu do ciebie tak niedługi przedział,
Dla ciebie jednej wkroczyłby do miasta.
JUDYTA
z uśmiechem
Jeśli tak sądzisz, wiedząc, co się dzieje,
Tedy ja sama wyjść jestem gotową
Naprzeciw niemu, i gród ocaleje.
EFRAIM
Ty jedna prawo masz wyrzec to słowo.
JUDYTA
Czemu nie?... Jedna za wszystkich!... Judyta,
Która się nieraz sama siebie pyta:
„Po co ty żyjesz?” A gdyby on wreszcie
Nie mnie właściwie szedł szukać w tym mieście,
To wy, obrońcy, nie mogąc inaczéj,
Sprawcie to, niechaj taką mnie zobaczy,
Jakiej pożąda. Ta olbrzymia głowa,
Skoro przed wami w obłoki się chowa,
Że ręką do niej sięgnąć nie możecie,
Niech gród jej perłę pod nogi podmiecie;
On, by ją podnieść, nachyli tę głowę,
A wy pociski miejcie już gotowe.
EFRAIM
do siebie
Mój plan był lichy. Wszak to, co ją miało
Nabawić trwogą i rzucić ją całą
W moje objęcia, siły jej dodaje,
Gdy ja w jej oczach jak podsądny staję.
Nadzieję miałem, widzę, nadaremnie,
Że miło będzie jej w ogólnej trwodze
Znaleźć obrońcę, a któż na jej drodze
Znajdzie się bliższy, pewniejszy ode mnie? (głośno):
Judyto, męstwem tak ci oczy świecą,
Że przez to ronisz swą piękność kobiécą.
JUDYTA
Mężczyznaż męstwo wymawiać mi może?
EFRAIM
Ja ci gorszego coś jeszcze wyłożę.
Złe czasy idą, Judyto; o wojnie
Wieść krąży pewna: czasy, gdzie spokojnie
Ci tylko żyją, którzy legli w grobie.
Bez brata, męża, jak poradzisz sobie?
JUDYTA
Czyż, Efraimie, trudność ci niezmierna
Za swata wezwać sobie Holoferna?
EFRAIM
Żartujesz, gardzisz. Ale to daremnie:
Ja ciebie kocham, choć ty szydzisz ze mnie.
A gdyby nie to, że nam grozi burza,
Już by mnie oczy twoje nie widziały.
Ten nóż czy widzisz?
JUDYTA
Widzę: lśniący cały,
Własny mój obraz z niego się wynurza.
EFRAIM
Jam go wyostrzył w dniu, gdy moja droga
Mnie odepchnęła z pogardą. Na Boga!
Gdyby nie widok, że na naszą ziemię,
Z mieczem i ogniem szło Assura plemię,
W pierś mą żelazo to byłoby padło
I zerdzewiałe krwią moją, Judyto,
Nie mogłoby ci służyć za zwierciadło.
JUDYTA
Podaj mi nóż ten, Efraimie.
chce zakłuć go w rękę, którą on usuwa
Czy to
O samobójstwie mówić ci przystało,
Kiedy się chronisz przed ranką tak małą?
EFRAIM
Widzę cię, słyszę, czuję się przez ciebie
Nieodepchniętym: błogo mi jak w niebie.
A tamto padło na mnie w czarną noc,
Gdy nic nie czuwa w sercu, prócz cierpienia,
Gdy duszę nam uciska śmierci moc,
Jak sen powieki, ciężarem kamienia;
Gdy człowiek spełnia bez myśli i woli
Wyroki jakiejś niewidzialnej Doli.
Krok na tej drodze daleko mnie niesie;
Sam nie wiem, czemu nie zaszedłem daléj.
To źle, odwagą lub trwogą nazwali:
To drzwi zaparcie, gdy komu spać chce się;
Ja ciebie kocham — ty masz serce harde:
Nie winnaś temu, ja zasię inaczéj
Nie mogę. Ale czy wiesz, co to znaczy
Kochać i w zamian pozyskiwać wzgardę?..
To nie cierpieniem tylko się tłumaczy.
Postradam własność, to ją i odrobię:
Utracę wolność, odbiję ją sobie;
Poniosę ranę, uleczy się rana:
Lecz, jeśli miłość moja prawa, wielka,
Ma być wyśmiana, wzgardzona, zdeptana.
To dla mnie prawdę traci świętość wszelka.
Jeśli ten popęd, co ku tobie rwie mię,
Zwodzi mnie tylko i śmierć mi nasyła,
Gdzież mam rękojmię, że prawdą jest siła,
Która przed Bogiem rzuca mnie na ziemię?
MIRZA
do Judyty
Czyś tak nieczuła? Zakończ jego mękę!
JUDYTA
Mamże dlatego oddać mu swą rękę,
By on ze swojej nóż wypuścił? Przecie
Miłość to nie jest obowiązek.
MIRZA
błagalnie
Dziecię!
EFRAIM
Jeszcze raz błagam cię, na Boga w niebie,
Judyto! Zezwól mi nazwać cię żoną!
To znaczy: ja chcę być tylko dla ciebie
Tarczą; by ciosy mierzące w twe łono
Przyjąć i odbić w tej okropnej chwili,
Gdy wróg swą srogość przeciw nam wysili.
JUDYTA
do siebie
Tenże to człowiek, co przed chwilą jeszcze
Na myśl o wrogu zdawał się czuć dreszcze?
Ściska pięść, oczy mu płoną. Ja czczę go.
Przebóg! Gdy gardzą, to jakbym z własnego
Ciała po żyłce pruła. do Efraima
Efraimie!
Jam ci cierpienie zadała olbrzymie.
Boli mnie, iżem w oczach twoich godną
Miłości: chciałabym być mniej dorodną.
Mnie niepodobnym28 było twe żądanie
Spełnić, szyderstwem więc odrzekłam na nie.
Teraz nagrodzić mi ciebie wypada;
Lecz, jeśli ty mnie nie zrozumiesz, biada!
Biada ci, jeśli, gdy wyrzeknę słowo,
Ręka twa działać nie będzie gotową,
A czyn nie stanie jasno ci przed oczy
Musem, którego namysł nie odroczy;
Jeśli nie uznasz się między wszystkiemi
Sam jeden godnym spełnić go na ziemi.
— Chcesz, bym ci była posłuszna i wierna?...
Idź i przynieś mi głowę Holoferna.
EFRAIM
Głowę! Judyto, masz ty rozum zdrowy?
W tłumie wojsk jego jak dostać tej głowy?
JUDYTA
Jak — nie wiem. Gdybyż!.. Sama bym spełniła.
Ja, słaba duchem zarówno, jak ciałem;
Lecz wiem, że to jest potrzebne.
EFRAIM
Gdzież siła?...
JUDYTA
Siła u wielkich mierzy się zapałem.
EFRAIM
Widzę go dziś, choć nigdy nie widziałem.
JUDYTA
I ja go widzę, przeczuwam go wzrokiem.
Oblicze, które całe mu jest okiem,
Promienie światła biją z jego czoła,
Gdzie stopą dotknie, ziemia drży dokoła.
Był czas, gdy nie stał on w żyjących gronie,
Więc czas przyjść może, który go pochłonie.
EFRAIM
Daj mu grom w rękę, a odejmij straże,
Wtedy na niego rzucić się odważę.
JUDYTA
Chciej tylko; z głębin przepaści, z twierdz nieba,
Wyzwij potęgi opiekuńcze, święte,
One uderzą, osłonią, gdzie trzeba,
Ciebie lub dzieło przez ciebie podjęte.
Skoro chcesz tego, czego wszystko chce,
Czego Bóg w pierwszym gniewie swoim słucha,
O czym natura duma w tęsknym śnie,
Ona, co krzykiem boleści wybucha,
Nigdy drugiego olbrzymiego ducha
Zrodzić nie mogąc, a jeśli porodzi,
To śmiercią razem pierwszego ugodzi...
Więc powstań, dziecię Natury olbrzymie!
I zmierz się z bratem swoim, Efraimie!
EFRAIM
Chyba ty zabić chcesz mnie z nienawiści,
Chcąc, żebym ziścił, czego nikt nie ziści.
JUDYTA
Widzisz, jak dobrze znam wartość twej duszy!
Więc ciebie myśl ta nie znęci, nie wzruszy?
Ja, którą kochasz, wskazuję ci drogę,
Jaką wzajemnie pokochać cię mogę;
Chcąc ciebie podnieść na wyżyny świata,
Kładę ci w serce myśl wielką zamiarem,
A ona tobie zawisła ciężarem,
Który cię bardziej ku ziemi ugniata.
Gdybyś ty, słuchaj, zacnych przodków synu,
Przyjął myśl moją z burzliwym zapałem
I w miecz uderzył, i rwąc się do czynu,
Nie rzekł: bądź zdrowa — a ruszył stąd cwałem,
To bym ja, czuję, sama przerażona,
By cię powstrzymać otwarła ramiona
I z sercem trwożnym o swoje kochanie,
Wyobrażała, co się z tobą stanie,
Tak, że ty musiałbyś zostać na progu,
Albo ja z tobą szłabym przeciw wrogu.
Lecz teraz jestem usprawiedliwioną.
Ja nigdy twoją nie mogę być żoną,
Miłość twa dla mnie, wiedziałam to z góry,
Jest karą twojej ubogiej natury,
Przekleństwem, które czyni cię ofiarą.
Własnej pogardy padłby na mnie cień,
Gdybym się twoją przeraziwszy karą,
Poszła za prądem miłosiernych drgnień.
Ty, znam cię z gruntu, mierzysz jedną miarą
Wielkość i pospolitość. Śmieszy ciebie,
To, na co mocy ja szukam aż w niebie.
EFRAIM
Gardź mną, lecz wprzódy zapytam cię o to,
Kto niepodobne29 uczyni istotą30?
JUDYTA
Przyjdzie ktoś, musi! I iść będzie przodem.
Ty, Efraimie, dziwić się nie mogę,
Dzielisz lękliwość swą z całym narodem.
W niebezpieczeństwie wy tylko przestrogę
Widzicie, by go unikać, mężowie:
Wam myśl natarcia nie postoi w głowie.
Słaba kobieta więc, wśród mdłego31 gminu,
Nabywa prawa do wielkiego czynu.
Jam cię do niego wzywała: daremnie!
Ty niemożliwość chciałeś wmówić we mnie. po pauzie
A więc... na ziemi niech dzieją się dziwy!
Ja ci dowiodę, że on jest możliwy.
zasłona zapada